fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Chrabota: Sukcesor Zbigniew Ziobro

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Lider Solidarnej Polski zamierza przejąć od partii Jarosława Kaczyńskiego radykalniejszą część elektoratu. To temu celowi służy ostry język sobotniej konwencji jego ugrupowania.

Retoryka przywódców Solidarnej Polski z sobotniej konwencji w stołecznym Teatrze Palladium nie zostawia wątpliwości. Zjednoczona Prawica jest na wojnie. Na wojnie – jak twierdzą jej liderzy – o lepsze państwo.

Potwierdza to zarówno hasło konwencji: „Stańcie razem z nami w walce o prawo Polski do zmian w sądownictwie", jak i wypowiedzi głównych mówców. Oto więc mamy w Polsce „bunt elit sędziowskich". Konfrontacja z instytucjami europejskimi to „obrona suwerenności Polski". Zbuntowani sędziowie i ich polityczni sojusznicy „biorą za zakładników miliony Polaków". Sami zaś sędziowie dokonują „zamachu (...) na ustrój naszego państwa". Interweniujący w Brukseli są „jak Targowica". A konfrontacja z nimi to „bitwa".

Ktoś powie, polityczne prężenie muskułów. Nie tylko, język definiuje rzeczywistość. W tym wypadku to w pełni świadoma rezygnacja z zapewnień, że obóz rządzący zajmuje się zwykłym naprawianiem państwa, reformami w imię interesu publicznego. To już coś więcej: wojna. Wojna z konkretnym wrogiem, sędziami i wspierającą ich opozycją. A skoro wojna, to nie może obyć się bez ofiar, z perspektywą daniny krwi należy się oswoić.

Łatwo zrozumieć mechanizm radykalizacji języka w polityce, ale ważniejsze wydaje się pytanie: po co to Zbigniewowi Ziobrze i jego partii właśnie teraz? Język ten nie posłuży Andrzejowi Dudzie, który w atmosferze „wojny domowej" musi się oddalać od tak potrzebnego mu przed drugą turą wyborów prezydenckich neutralnego centrum. Odpowiedzi są dwie. Po pierwsze, Ziobro wpędza Jarosława Kaczyńskiego w zaułek bez wyjścia. Zapewnia sobie „carte blanche" na wszelkie zmiany w wymiarze sprawiedliwości, a Kaczyński, podpisując się w ciemno pod pomysłami ministra, nie będzie już lawiny w stanie zatrzymać. Po drugie i ważniejsze, lider Solidarnej Polski zamierza przejąć od PiS radykalniejszą część elektoratu. To plan rozpisany pewnie na wiele lat. Ma dać Ziobrze w przyszłych wyborach (gdyby Duda poległ w maju, to już niedługo) realną siłę. Już nie 18 posłów, ale przynajmniej kilkudziesięciu. Wtedy to on będzie dyktował warunki. A sukcesja na prawicy – niezależnie od woli prezesa – stanie się faktem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA