Tym bardziej mogą być to umiarkowani przywódcy religijni świata islamu. Zarówno w wersji sunnickiej, jak i szyickiej. Podczas pierwszej w historii pielgrzymki na Półwysep Arabski – dwa lata temu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Franciszkowi towarzyszył szejk Ahmed at-Tajeb, imam najważniejszego ośrodka myśli sunnickiej – kairskiego Al-Azharu. Teraz w Iraku papież spotkał się z wielkim ajatollahem Alim Sistanim, przywódcą duchowym irackich szyitów. Znalazł w nim sojusznika, Sistani dał sygnał szyitom, stanowiącym większość w Iraku: pozwólcie tu żyć chrześcijanom godnie, spokojnie, na równych prawach.
Szyici dzielili trudny los z chrześcijanami, gdy znaczną częścią Iraku i Syrii brutalnie władali dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego, radykałowie sunniccy. Nie znaczy to, że i wśród nich nie ma nienawiści do innowierców. Dlatego tak ważna jest przychylność wielkiego ajatollaha ze świętego miasta Nadżaf. Przez lata fundamentalistów sunnickich wspierały bogate kraje Zatoki Perskiej. Ale i tam, choć nie w najważniejszej Arabii Saudyjskiej, widać zmiany. W Emiratach powstają kościoły, coś niezwykłego na półwyspie, gdzie zrodził się islam. Nam może się wydawać, że to, co przywódcy świata islamu robią wobec chrześcijan, to niewiele. To ich pierwsze próby, nie wiadomo, do czego doprowadzą. Ale papież swoją determinacją i odwagą podtrzymuje nadzieję, że chrześcijaństwo w regionie, w którym zrodziło się znacznie wcześniej niż islam, nie zniknie.
Franciszek robi wielkie kroki. Przywódcy Zachodu nawet nie próbowali.