fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jędrzej Bielecki: Trump - zbawiciel Bliskiego Wschodu?

AFP
To nie Palestyńczycy i Izraelczycy zdecydują o powodzeniu planu amerykańskiego prezydenta. Dlatego może się on powieść.

Przewodniczący Autonomii Palestyńskiej odrzucił propozycje Donalda Trumpa właściwie natychmiast. Nie, nie, nie – po tysiąc razy nie! To jest zmowa – oświadczył Mahmud Abbas.

I rzeczywiście amerykańskiego propozycja sprowadza się do zaakceptowania wszystkich postulatów Izraela i przekreślenia  bardzo wielu oczekiwań Palestyńczyków. Palestyńskie Państwo miałoby co prawda powstać, ale bez podstawowych atrybutów suwerenności jak siły zbrojne. Zamiast całego Zachodniego Brzegu Jordanu otrzymałoby tylko jego skrawki zrekompensowane połaciami pustyni przy granicy z Egiptem. Cała Jerozolima miałyby się stać oficjalną stolicą Izraela (Trump już przeniósł tam ambasadę USA) a Palestyńczycy musieliby się zadowolić dalekimi, wschodnimi przedmieściami świętego miasta dla ulokowania swoich władz. No i nie byłoby mowy o powrocie do utraconych domów palestyńskich uchodźców.

Dowiedz się więcej: Trump ogłosił plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu

I rzeczywiście amerykańskiego propozycja sprowadza się do zaakceptowania wszystkich postulatów Izraela i przekreślenia  bardzo wielu oczekiwań Palestyńczyków. Palestyńskie Państwo miałoby co prawda powstać, ale bez podstawowych atrybutów suwerenności jak siły zbrojne. Zamiast całego Zachodniego Brzegu Jordanu otrzymałoby tylko jego skrawki zrekompensowane połaciami pustyni przy granicy z Egiptem. Cała Jerozolima miałyby się stać oficjalną stolicą Izraela (Trump już przeniósł tam ambasadę USA) a Palestyńczycy musieliby się zadowolić dalekimi, wschodnimi przedmieściami świętego miasta dla ulokowania swoich władz. No i nie byłoby mowy o powrocie do utraconych domów palestyńskich uchodźców.
Wobec takiego ultimatum kontrolujący Strefę Gazy Hamas ostrzegł, że to koniec negocjacji. I być może początek nowego konfliktu zbrojnego, nowej Intifady.
A jednak zwykle sceptyczny wobec Trumpa komentator „Washington Post” David Ignatius uważa, że ten plan może się sprawdzić. To nie Abbas czy Hamas zdecyduje bowiem o jego losie tylko solidarność z Palestyńczykami krajów arabskich. Ta zaś się sypie. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zareagowały na porozumienie ostrożnie, ale bez przekreślania go. Egipt i Jordania w nie zasygnalizowały, że chcą podważyć współpracy z Izraelem.
To jest bowiem moment, w którym kraje arabskie liczą na Waszyngton w sposób szczególny. Ameryka zdecyduje kto wyjdzie zwycięsko z wielkiej konfrontacji o dominację na Bliskim Wschodem: Iran i jego sojusznicy czy Arabia Saudyjska i jej arabscy alianci. Wobec takiej egzystencjalnej stawki postulaty Palestyńczyków z perspektywy Rijadu, Abu Zabi czy Kairu bledną. Oczywiście pod warunkiem, że w listopadzie Trump ponownie zostanie wybrany prezydentem.
Wszystko to stawia przed polską dyplomacją szczególne wyzwanie. Plan Trumpa zakłada przecież uznanie aneksji przez Izrael terenów, które okupuje od 1967 r. To logika niepokojąco przypominająca przypadek Krymu. A więc niebezpieczny precedens.
Z drugiej jednak strony presja USA i Izraela na uznanie przez nasz kraj nowych realiów, zaczynając od przeniesienia ambasady RP do Jerozolimy, będzie ogromna. Otwarcie mówi o tym izraelski ambasador w Warszawie, Alexander Ben Zvi. Minister Jacek Czaputowicz będzie musiał tą kwestię szybko rozstrzygnąć.

Wobec takiego ultimatum kontrolujący Strefę Gazy Hamas ostrzegł, że to koniec negocjacji. I być może początek nowego konfliktu zbrojnego, nowej Intifady.

A jednak zwykle sceptyczny wobec Trumpa komentator „Washington Post” David Ignatius uważa, że ten plan może się sprawdzić. To nie Abbas czy Hamas zdecyduje bowiem o jego losie tylko solidarność z Palestyńczykami krajów arabskich. Ta zaś się sypie. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie zareagowały na porozumienie ostrożnie, ale bez przekreślania go. Egipt i Jordania w nie zasygnalizowały, że chcą podważyć współpracy z Izraelem.

To jest bowiem moment, w którym kraje arabskie liczą na Waszyngton w sposób szczególny. Ameryka zdecyduje kto wyjdzie zwycięsko z wielkiej konfrontacji o dominację na Bliskim Wschodem: Iran i jego sojusznicy czy Arabia Saudyjska i jej arabscy alianci. Wobec takiej egzystencjalnej stawki postulaty Palestyńczyków z perspektywy Rijadu, Abu Zabi czy Kairu bledną. Oczywiście pod warunkiem, że w listopadzie Trump ponownie zostanie wybrany prezydentem.

Wszystko to stawia przed polską dyplomacją szczególne wyzwanie. Plan Trumpa zakłada przecież uznanie aneksji przez Izrael terenów, które okupuje od 1967 r. To logika niepokojąco przypominająca przypadek Krymu. A więc niebezpieczny precedens.

Z drugiej jednak strony presja USA i Izraela na uznanie przez nasz kraj nowych realiów, zaczynając od przeniesienia ambasady RP do Jerozolimy, będzie ogromna. Otwarcie mówi o tym izraelski ambasador w Warszawie, Alexander Ben Zvi. Minister Jacek Czaputowicz będzie musiał tą kwestię szybko rozstrzygnąć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA