fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Grzegorz Siemionczyk: Szkodliwe nieporozumienie

Fotorzepa, Robert Gardziński
Znoszenie restrykcji należało zacząć od otwarcia szkół, żeby nie paraliżować przemysłu absencjami pracowników, a nie od zniesienia ograniczeń w handlu.

Na pierwszy rzut oka handel detaliczny to jeden z najbardziej poturbowanych przez koronakryzys sektorów polskiej gospodarki. Z danych Retail Institute wynika, że obroty wszystkich najemców z galerii handlowych w pierwszych dziesięciu miesiącach roku były o jedną czwartą mniejsze niż przed rokiem. Ale galerie to tylko wycinek sektora handlowego, który jako całość nie jest wcale w tak dramatycznej sytuacji. Według GUS sprzedaż detaliczna w sklepach zatrudniających co najmniej dziesięć osób spadła w tym samym czasie o 2,3 proc. A tzw. spożycie gospodarstw domowych w pierwszych trzech kwartałach zmalało o około 3 proc. rok do roku.

Biorąc pod uwagę okoliczności, m.in. obawy przed utratą pracy, Polacy wciąż mają zadziwiająco dużą skłonność do konsumpcji. A załamanie obrotów w galeriach handlowych? Świadczy ono przede wszystkim o zmianie zwyczajów zakupowych na korzyść handlu internetowego. Nawet po pandemii może się ona okazać w jakiejś mierze trwała.

Jeśli Polacy wcale nie wydają dużo mniej niż przed kryzysem, tylko robią to gdzie indziej, podważa to trafność decyzji rządu, aby łagodzenie restrykcji rozpocząć od otwarcia sklepów w galeriach. Stało za nią założenie, że zminimalizuje to gospodarcze straty związane z drugą falą Covid-19. Mitem jest jednak przekonanie rządzących, że to konsumpcja jest motorem polskiej gospodarki. W rzeczywistości jest nim eksport. Jak pokazują badania ekonomistów, m.in. z firmy doradczej EY, to popyt zagraniczny odpowiadał w największym stopniu za wzrost produkcji (lub, precyzyjnie mówiąc, wartości dodanej) w Polsce w ostatnich kilkunastu latach, a także za jej załamanie w II kwartale br.

Rząd powinien więc tak łagodzić restrykcje, żeby minimalizować ich konsekwencje dla sektora eksportowego. Wymaga to m.in. jak najszybszego otwarcia szkół. Nawet zostawiając na boku gigantyczne koszty, które ujawnią się dopiero za kilkanaście lat – a które rząd od początku w swoich rachunkach pomija, wiedząc, że to nie będzie jego problem – zamknięcie szkół utrudnia pracę wielu firmom, których antyepidemiczne restrykcje bezpośrednio nie dotyczą. Na absencje pracowników, z których część przebywa na kwarantannach, a część musi się opiekować dziećmi, skarży się m.in. przemysł. Usunięcie tej bariery jest ważniejsze niż pełne otwarcie galerii handlowych, które najwyraźniej nie są tak potrzebne do zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych Polaków, jak się powszechnie wydaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA