fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Krzysztof Adam Kowalczyk: Poprawcie 500+ dla nauczycieli

Adobe Stock
Apeluję do rządu o przedłużenie programu bonów co najmniej o pół roku oraz objęcie nim rat leasingu i kredytów na sprzęt do zdalnego nauczania.

Rządowy program bonów 500+ dla nauczycieli na zakup laptopów, monitorów, kamerek internetowych i innych urządzeń do nauki na odległość to dobra idea. Powiedziałbym nawet, że genialna, gdyby nie trzy „za": program pojawił się za późno, trwa za krótko i oferuje za mało, by naprawdę rozwiązać problem braku sprzętu.

Po pierwsze, budżet na dopłaty jest spóźniony o pół roku. Powinien zostać udostępniony nie jesienią, ale już w połowie marca, tuż po ogłoszeniu pierwszego lockdownu i zamknięcia  szkół. Tarcze ze wsparciem dla firm ruszyły przecież bardzo szybko.

Wtedy równie szybko okazało się też, że ani szkoły, ani nauczyciele nie są w ogóle przygotowani do zdalnego nauczania. Na smartfonie lekcję trudno poprowadzić, jeszcze trudniej sprawdzić prace uczniów. Konieczny jest komputer. W rodzinach nauczycielskich dodatkowego wydatku nie da się uniknąć, gdy w kolejce do notebooka ustawiają się żona i mąż oraz ich dzieci.

Po drugie, program 500+ dla pedagogów nie dość, że spóźniony, to jeszcze jest zbyt krótki. Termin składania wniosków upływa już 7 grudnia. Trzeba dołączyć doń dowód zakupu, ale jak kupić laptopa, gdy trwa run na ten sprzęt i wzmożone zakupy ze strony pedagogów i zdalnie pracujących rodziców uczniów na zdalnym nauczaniu ogołociły magazyny z komputerów? Nauczyciele skarżą się na forach, że ceny poszły w górę. Eksperci mówią o 10–15-proc. zwyżce i szacują, że na rynku brakuje aż 100 tys. notebooków. Nawet najzdolniejszy nauczyciel, który umie wyczarować geniusza z największego klasowego głąba, nie wyczaruje laptopa, którego w sklepie nie ma.

Tym bardziej go nie kupi, gdy brak mu pieniędzy. Nawet niezbyt drogi laptop kosztuje dziś 1700–1800 zł, czyli ponad połowę miesięcznej pensji początkującego nauczyciela. 500 zł dofinansowania nie rozwiązuje problemu. Jest jednak na to sposób. Finansowy ciężar pomógłby rozłożyć w czasie leasing konsumencki albo kredyt. Wystarczyłoby, by bony można było przeznaczyć na pokrycie wkładu własnego lub kilku pierwszych rat. Firmy leasingowe i banki z pewnością szybko stworzą ofertę skrojoną dla pedagogów, jeśli rząd da im szansę, modyfikując program bonów.

Oczywiste jest też, że program należy przedłużyć przynajmniej do końca roku szkolnego. Dostawcom sprzętu komputerowego trzeba dać czas na zaspokojenie dodatkowego popytu. Wprawdzie rząd zakłada, że szkoła w formie stacjonarnej ruszy w drugiej połowie stycznia, ale nie ma żadnej gwarancji, że uda się uniknąć trzeciej fali pandemii Covid-19 i zdalne nauczanie jednak nie wróci.

Program bonów wymaga więc pilnych modyfikacji. Bez tego nie spełni założeń i okaże się głównie PR-owską zagrywką. A i to niezbyt udaną, skoro wsparcie było za małe, przyszło za późno i trwało za krótko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA