fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Piotr Skwirowski: Lockdown już tu jest

Fotorzepa, Robert Gardziński
Choć rząd zapewnia, że ostatnią rzeczą, jakiej by chciał, jest ponowne zamrożenie gospodarki, wprowadzane przezeń obostrzenia i strach przed wirusem przynoszą takie same efekty.

Objęcie całego kraju żółtą strefą, a zaraz potem mocne rozszerzenie strefy czerwonej już przynoszą fatalne żniwo. Od handlowców docierają informacje o spadającym ruchu w centrach handlowych. W pierwszym tygodniu października liczba klientów była niższa o 25 proc. niż w tym samym okresie zeszłego roku. W drugim tygodniu spadek był jeszcze większy – o ponad 35 proc. Przedsiębiorcy rozpaczają, że powinien się już rozkręcać sezon świąteczny, zamiast tego handel wręcz się zwija. Jednocześnie w e-sklepach spożywczych wydłużają się terminy dostaw – to potwierdza odpływ klientów ze sklepów stacjonarnych. Zalew złych informacji o rozwoju pandemii i obostrzenia sprawiają, że Polacy po prostu rzadziej wybierają się po zakupy.

Cierpi nie tylko handel. Masowo odwoływane są lub przenoszone do internetu wszelkiego rodzaju konferencje czy kongresy. Właściciele firm eventowych załamują ręce. Ledwo zaczęli stawać na nogi, a już powtarza się sytuacja z wiosny. – Ludzie wołają o chleb. Rzucają pracę w naszej branży – mówiła nam niedawno szefowa stowarzyszenia firm eventowych.

Nie lepiej wygląda to w gastronomii. Barom i restauracjom wolno przyjmować mocno ograniczoną liczbę klientów. Muszą się też wcześniej zamykać. Utargi lecą więc na łeb na szyję.

A i to nie koniec. Biura świecą pustkami, bo firmy masowo wracają do pracy zdalnej. Hotelarze donoszą o odwoływaniu rezerwacji, których i tak było niewiele. Praktycznie zamrożona jest branża ślubna. Ludzie odwołują bądź przekładają wesela. Branża fitness, dla której jesień i zima są zwykle czasem żniw, spodziewa się klęski. Klienci wymawiają umowy i zwracają karnety.

Nie przypadkiem w niedawnym badaniu przeprowadzonym przez firmę ubezpieczeniową AXA aż 70 proc. ankietowanych uznało, że stan zdrowia psychicznego współobywateli znacząco się pogorszy w najbliższych miesiącach. I choć marna to pociecha, nie jesteśmy w takim myśleniu odosobnieni. Podobnie sądzą Niemcy, Szwajcarzy, Włosi, Brytyjczycy, Belgowie, Francuzi i Hiszpanie. Inne badanie AXA w tych krajach pokazało, że po wybuchu pandemii trzy razy więcej osób opisuje swój stan zdrowia psychicznego jako zły. Boją się zakażenia, martwią o rodzinę i przyjaciół, pracę i sytuację materialną.

Wszystko to bardzo zły sygnał. Szybkiemu wychodzeniu z pierwszego zamrożenia gospodarki sprzyjał kalendarz. Zbliżające się lato pchnęło wtedy Polaków do wydawania pieniędzy, do wyjazdów. Jesień i zima to dla odmiany czas, gdy i tak są z reguły mniej aktywni, więcej siedzą w domu. Dlatego nawet jeśli uda się wyhamować drugi atak pandemii, czekają nas miesiące marazmu. Normalne jesienią pogorszenie nastrojów przerodzić się może w covidową depresję. Także w gospodarce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA