Reklama

Kuźnia patentów już od szkoły

Mamy wieloletnie zaległości w rozwoju współpracy nauki z biznesem,a to innowacyjne, oryginalne pomysły stają się dzisiaj głównym orężem firm i państw w globalnej konkurencji.
Kuźnia patentów już od szkoły

Foto: Adobe Stock

Starsi czytelnicy pewnie pamiętają czasy, gdy dla wielu polskich przedsiębiorstw szczytem marzeń był tzw. eksport przerobowy – zdobycie znanego, zachodniego rzecz jasna, kontrahenta, który zlecał im produkcję pod swoim logo i według swoich wzorów. My mieliśmy satysfakcję, że robimy buty, meble i maszyny dla najlepszych, bo naszą przewagą konkurencyjną była solidna jakość niedrogiej pracy.

Teraz jednak o tę przewagę jest już polskim przedsiębiorcom coraz trudniej. Wielu już jakiś czas temu zdało sobie sprawę, że sposobem na osiągnięcie wyższych marż i ucieczkę przed konkurencją jest własna marka i oryginalne wzornictwo, czyli design (mamy tu zresztą dobre, kontynuowane też w PRL tradycje). Potwierdza to nasze wysokie siódme miejsce w unijnych statystykach ochrony wzorów czy nazw. Mamy więc powód do satysfakcji.

Ta jednak blednie, gdy spojrzymy na statystyki ochrony patentowej – innowacyjnych, oryginalnych pomysłów. To one stają się dzisiaj głównym orężem firm i państw w globalnej konkurencji. Wymagają jednak z reguły dużo więcej wysiłku, pieniędzy i więcej czasu niż opracowanie nowego wzoru czy znaku graficznego. I większej determinacji, bo wiążą się też z wysokim ryzykiem. Potrzebują więc odpowiedniej infrastruktury i umiejętnych zachęt.

Tu nie wystarczą setki milionów złotych na tzw. fundusze seed czy venture capital, które będą łowić innowacyjne startupy. Opisywany zresztą przed kilkoma dniami w „Rzeczpospolitej" raport z badania firm venture capital, który przeprowadził Europejski Fundusz Inwestycyjny, wskazywał, że Polska jest dopiero dziewiąta w Europie pod względem perspektyw dla inwestycji w nowe, innowacyjne spółki – po części dlatego, że brakuje u nas wysokiej jakości startupów.

Mamy wieloletnie zaległości w rozwoju współpracy nauki z biznesem, który nie zawsze chce i jest w stanie angażować się w przedsięwzięcia, które mogą nie wyjść. Wprowadzone teraz ulgi podatkowe, zachęcające do inwestycji w innowacje i do występowania o patenty, są niedostępne dla wielu firm. Odbija nam się czkawką struktura polskiej gospodarki. Jej lwia część to hołubione (przynajmniej w teorii) przez władzę „misie" – małe firmy, gdzie wszystkie ręce potrzebne są na pokładzie. Zaś wśród dużych przedsiębiorstw wielki udział mają zagraniczne spółki, które rozwijają działy badawczo-rozwojowe, tyle że nie u nas.

Reklama
Reklama

Co do zachęt, to potrzebne są już od szkoły, która zachęcałaby do rozwiązywania problemów i uczyła tego, rozwijała analityczne myślenie i ciekawość świata. A to jest mało realne przy sfrustrowanych i przeciążonych nauczycielach.

Opinie Ekonomiczne
Gdy wybuchł kryzys na Bliskim Wschodzie UE zajmowała się Industrial Accelerator Act
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Iran, LNG i polska transformacja energetyczna – czego uczy nas nowy kryzys?
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Kredyty na zbrojenia to inwestycje!
Opinie Ekonomiczne
Jak wojna Trumpa zahamowała wypas w Cannes
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama