Reklama

Śmiercionośne słodycze

Wyborcze cukierki, którymi Jarosław Kaczyński kusi, obiecując rekordowy wzrost płacy minimalnej, są bardzo słodkie. Ale wielu się nimi udławi.
Śmiercionośne słodycze

Foto: Fotorzepa, Michał Kolanko

W czasie kampanii wyborczej politycy traktują nas niczym żądne prezentów dzieciaki, do których z obwoźnym teatrzykiem przybywa magik. A to królika wyciągnie z cylindra, a to spod sufitu sypnie deszczem łakoci. W rolę magika właśnie wcielił się prezes Jarosław Kaczyński i przyobiecał rekordowy skok płacy minimalnej z 2,25 tys. zł brutto dzisiaj do 3 tys. zł na koniec 2020 r. (+33 proc. w dwa lata!) i 4 tys. zł w 2023 (+78 proc. w cztery!).

Czytaj także: Wysokie minimum to cios dla firm

Oferta to propagandowa petarda, bo płacę minimalną pobiera w Polsce kilkanaście procent pracowników. A i koszt dla rządu, który właśnie chwali się planem zrównoważonego budżetu, umiarkowany. Podwyżki minimum obciążą wszak głównie przedsiębiorców i samorządy, w mniejszym stopniu rząd. Właśnie dlatego rządzący – zarówno PiS, jak i PO – z roku na rok forsowali spore skoki minimum. Nigdy jednak nie był to skok aż tak wysoki.

Obietnica Kaczyńskiego to działanie ryzykanckie. Złożona została bowiem w chwili, gdy wiatry ekonomicznej koniunktury zmieniają kierunek i zamiast, jak ostatnio, dąć nam w żagle, rozpędzając gospodarkę do 5 proc. wzrostu rocznie, zwiastują sztorm. Spór USA–Chiny grozi wybuchem światowej recesji. Zapalnikiem kryzysu może być wkrótce brexit bez umowy. Recesja już dopadła przemysł w Niemczech, u naszego głównego partnera handlowego.

Dlatego wymuszany przez prezesa PiS skok płacy minimalnej może być zabójczy dla wielu polskich firm. Zwłaszcza tych, w których wartość ekonomiczna wytwarzana przez pracowników jest poniżej 3–4 tys. zł. Ludzie będą tracić pracę tam, gdzie może ich zastąpić maszyna. Tak jak niedawno w branży ochroniarskiej, gdzie po wprowadzeniu godzinowej płacy minimalnej tysiące dozorców ze stróżówek zastąpił monitoring.

Reklama
Reklama

Tam, gdzie ludzi maszyna nie zastąpi, a więc głównie w usługach, ceny mocno pójdą w górę. Podrożeje więc w barach i restauracjach. Więcej zapłacimy u fryzjera i kosmetyczki, a także w warsztacie samochodowym czy w sklepie, w który w 2020 r. dodatkowo uderzy całkowity zakaz handlu w niedziele. Ci przedsiębiorcy, którym nie uda się przerzucić kosztów na klienta, będą plajtować. Albo podejmować romans z szarą strefą i zatrudniać ludzi na pół etatu, resztę płacąc pod stołem.

Sama idea płacy minimalnej nie budzi kontrowersji. Sporny jest natomiast sposób jej wyznaczania i wysokość minimum. W innych krajach to często przedmiot prac specjalnych komisji z udziałem ekonomistów. W Polsce teoretycznie to zadanie Rady Dialogu Społecznego, gdzie związki powinny dobijać targu z pracodawcami. A rząd powinien być tylko neutralnym rozjemcą i wkraczać wtedy, gdy strony nie mogą się porozumieć. Sęk w tym, że RDS jest właściwie martwa, a rządzący, ustalając minimalną stawkę, przebijali ostatnio nawet najśmielsze żądania związkowe.

Teraz usiłują wyczarowanymi łakociami przekupić wyborców. Zapominają, że gdy cukierki je się zbyt łapczywie, można się udławić.

Opinie Ekonomiczne
Unijny komisarz dla "Rzeczpospolitej": Startujemy z EU Inc
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Ekonomiczne
Joanna Pandera: Czeka nas wojna o przemysł
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Pieniądze, które są i ich nie ma
Opinie Ekonomiczne
Kowalczyk: Siedem powodów, by wyrzucić nibySAFE Nawrockiego do kosza
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama