fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Wiemy, jak odstraszyć pracownika

Pexels
Pogłębiająca się luka demograficzna sprawia, że imigranci są nam potrzebni. Robimy jednak sporo, by zniechęcić ich do pozostania w Polsce. Nie mając u nas szans na stabilność zatrudnienia, będą jej szukać gdzie indziej.

Nie ma badania przedsiębiorców, w którym na pytanie o największe bariery dla rozwoju firm w czołówce nie znalazłyby się odpowiedzi związane z nadmierną biurokracją. Szczególnie dotkliwa jest obecnie ta związana z zatrudnianiem cudzoziemców, którzy na wydrenowanym rynku pracy są często jedynym ratunkiem dla fabryk, firm budowlanych czy transportowych. Według tegorocznych badań agencji zatrudnienia Randstad już co czwarta firma sięga po pracowników z zagranicy.

Na tle wielu państw, które borykają się z dużą i często obcą kulturowo imigracją socjalną, Polska ma świetną sytuację – setki tysięcy migrantów z naszego regionu, głównie z Ukrainy, przyjeżdża tutaj nie po zasiłki, ale do pracy. Nierzadko są dobrze wykształceni, łatwo się integrują, chcą dużo pracować i wielu z nich chętnie zostałoby u nas na dłużej – pomagając przy okazji wyrównać pogłębiającą się lukę demograficzną.

Administracja państwowa robi jednak sporo, by ich do tego pozostania na dłużej zniechęcić. Cały nasz system związany z zatrudnieniem obcokrajowców – w tym oświadczeń dla pracowników ze wschodu czy zezwoleń na pracę sezonową – promuje krótkoterminowe, dorywcze zatrudnienie, gdy ani jednej, ani drugiej stronie nie opłaca się inwestować w tę relację. Ani pracodawca nie będzie doszkalał pracownika, który za kilka miesięcy może zniknąć, ani pracownik nie będzie specjalnie lojalny. Nie mając w Polsce stabilności zatrudnienia i pobytu, będzie go sobie szukał gdzie indziej.

I nie będzie szukał daleko. Według informacji agencji zatrudnienia EWL na Ukrainie już co czwarta oferta pracy za granicą dotyczy Czech, które w zeszłym roku szerzej otworzyły się na imigrantów zarobkowych. A zabiegają już o nich także Słowacja i kraje bałtyckie. Od przyszłego roku zrobią to Niemcy, nastawiając się głównie na robotników wykwalifikowanych i specjalistów. Akurat tych, którzy najczęściej starają się w Polsce o dłuższe, co najmniej roczne, zezwolenia na pracę i pobyt. I czekają na nie niekiedy ponad rok, przez co trafiają do szarej strefy.

Rozumiem, że podobnie jak inne kraje musimy mieć procedury umożliwiające sprawdzenie, kto chce się u nas osiedlić na dłużej. Jednak nie bardzo rozumiem, dlaczego całą wielomiesięczną procedurę legalizacji przechodzą ponownie cudzoziemcy, którzy od dawna już u nas pracują, a tylko chcą zmienić pracodawcę lub choćby stanowisko w tej samej firmie (!), czy też studenci, którzy przeszli na kolejny rok studiów. Naprawdę nie da się tego zmienić? Przy sprawniejszym systemie legalizacji pobytu i pracy moglibyśmy mieć nie 640 tys., ale co najmniej milion obcokrajowców zasilających nasz ZUS, o wpływach z PIT nie wspominając.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA