fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Internet

Sam link do nielegalnie umieszczonych zdjęć nie narusza praw autorskich

ROL
Udostępnienie hiperłącza odsyłającego do strony internetowej, która publikuje zdjęcia bez zezwolenia nie stanowi samo w sobie naruszenia praw autorskich – uznał rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE.

Sprawa dotyczyła wydawcy holenderskiej edycji miesięcznika Playboy, który zlecił sporządzenie fotoreportażu na temat gwiazdy telewizyjnej, Britt Geertruidy Dekker.

Holenderski portal GeenStijl umieścił artykuł na ten temat, a w nim hiperłącze, przekierowujące internautów do australijskiej strony, na której zdjęcia z sesji Dekker były umieszczone bez zgody wydawcy holenderskiego Playboya.

Pomimo wezwań wydawcy, spółka GS Media prowadząca portal GeenStijl odmówiła usunięcia spornego linku. Kiedy australijska strona na wezwanie wydawcy Playboya usunęła zdjęcia, GeenStijl opublikowało nowy artykuł, z linkiem do zdjęć na innej stronie. Linki do zdjęć umieścili też sami internauci na forum GeenStijl.

Zdaniem wydawcy Playboya, GS Media naruszyła prawo autorskie. Sąd Najwyższy w Holandii miał wątpliwości, i zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem w tej kwestii. W tym względzie holenderski SN stwierdził, że zdjęcia były możliwe do znalezienia w sieci zanim spółka GS Media umieściła hiperłącze, lecz również były one niełatwe do odszukania w ten sposób, że umieszczenie hiperłącza miało zdecydowanie charakter upraszczający.

Dzisiaj opinię w tej sprawie wydał rzecznik generalny Melchior Wathelet. Przyznał w niej, że hiperłącza udostępnione na stronie internetowej ułatwiają w znacznej mierze odkrywanie innych stron, jak również dostępnych na tych stronach utworów chronionych i, w konsekwencji, oferują użytkownikom pierwszej strony szybszy i bezpośredni dostęp do tych utworów. Tymczasem hiperłącza, które prowadzą – nawet bezpośrednio – do utworów chronionych nie „podają do [publicznej] wiadomości" tych utworów wówczas, gdy są one już ogólnie dostępne na innej stronie i służą jedynie ułatwieniu dotarcia do nich. – Czynnością stanowiącą rzeczywiste „podanie do wiadomości" jest ta podjęta przez osobę, która dokonała pierwotnego udostępnienia – podkreślił rzecznik.

Zdaniem Melchiora Watheleta umieszczenie na stronie internetowej hiperłączy do utworów chronionych prawem autorskim, które są ogólnie dostępne na innej stronie, nie można więc zakwalifikować jako „czynności publicznego udostępniania" w rozumieniu dyrektywy w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Jak zaznaczył rzecznik, działanie podmiotu prowadzącego stronę, który umieszcza hiperłącze nie jest niezbędne dla podawania do wiadomości internautów spornych fotografii.

W opinii rzecznika, każda inna interpretacja pojęcia „publicznego udostępniania" powodowałaby poważne zakłócenia funkcjonowania Internetu i stanowiłaby naruszenie jednego z podstawowych celów dyrektywy, czyli rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Europie.

Wathelet zwrócił w opinii uwagę, że co do zasady internauci nie wiedzą i nie mają możliwości zweryfikowania, czy pierwotne publiczne udostępnienie utworu chronionego, ogólnie dostępnego w Internecie, zostało dokonane z zezwoleniem czy bez zezwolenia podmiotu praw autorskich. – O ile internauci są narażeni na ryzyko związane z powództwem o naruszenie praw autorskich za każdym razem, kiedy umieszczają hiperłącze do utworów ogólnie dostępnych na innej stronie internetowej, o tyle są znacznie bardziej ostrożni z umieszczaniem ich tam, i to ze szkodą dla prawidłowego funkcjonowania i architektury samego Internetu, jak również społeczeństwa informacyjnego – stwierdził rzecznik.

Opinia rzecznika generalnego w sprawie C-160/15 GS Media BV / Playboy Enterprises International Inc. i Sanoma Media

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA