fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Niemcy zwracają rzeczy osobiste ofiar wojny

Zachowana w niemieckim archiwum legitymacja Dariusza Wiaderka
Archiwum Arolsen
Obrączki, zegarki, zdjęcia, dokumenty – zachowało się 876 depozytów z rzeczami ofiar niemieckich zbrodni.

Pamiątki znajdują się w Wydziale Poszukiwań Arolsen Archives – Międzynarodowe Centrum Badań Nazistowskich Prześladowań w Niemczech. Mogą się po nie zgłaszać bliscy tragicznie zmarłych Polaków.

Po Franciszku Wąsiku został tylko zegarek, po Wiktorii Kaczmarek złota bransoletka. Znajdujący się w szarej kopercie depozyt Dariusza Wiaderka zawiera dokumenty pokazujące jego więzienną drogę oraz legitymację szkolną Zawodowego Męskiego Gimnazjum Mechanicznego im. M. Konarskiego w Warszawie. Dariusz mieszkał w Warszawie przy ul. Freta 48/15, był synem Wincentego i Euzebii z domu Brzezińskiej, urodził się 10 października 1923 r. w miejscowości Gidle koło Radomska.

– 15 sierpnia 1940 r. został wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz, otrzymał numer więźniarski 2940. Potem przeniesiono go do obozu Neuengamme. Był jednym z 23 uratowanych z katastrofy okrętu pasażerskiego „Thielbeck", zatopionego 3 maja 1945 r. w Zatoce Lubeckiej przez samoloty brytyjskie – mówi nam Małgorzata Przybyła z Wydziału Poszukiwań Archiwum Arolsen w Niemczech. Po wojnie Dariusz przebywał w obozie dla cudzoziemców w Neustadt w Holstein, następnie dzięki pomocy UNRRA wyjechał do Szwecji, a potem wrócił do Polski. Nieznane są jego dalsze losy.

Śmierć na morzu

Archiwum poszukuje też bliskich ucznia Waldemara Marii Rowińskiego (ur. 14 września 1923 r. w Porębie na Śląsku, mieszkał w Chorzowie przy ulicy 11 Listopada 26), który przed wojną uczęszczał do Publicznej Szkoły Powszechnej i do Gimnazjum Męskiego nr 868 im. św. Stanisława Kostki. W depozycie zachowała się jego legitymacja i świadectwa szkolne, a także zdjęcia – na jednym jest ojciec Czesław, komisarz policji. 17-letni Waldemar jako więzień polityczny w pierwszym transporcie trafił do obozu koncentracyjnego Auschwitz, a 12 marca 1943 r. przeniesiony został do obozu Neuengamme. Zginął 3 maja 1945 r. podczas bombardowania statku „Cap Arcona" w Zatoce Lubeckiej. Został pochowany na cmentarzu w Neustadt.

– Poszukujemy krewnych Ludwika Grąza, urodzonego 16 września 1921 r., który mieszkał w Brześciu nad Bugiem, na terenie obecnej Białorusi – dodaje Małgorzata Przybyła. Uczęszczał do Średniej Szkoły Technicznej im. Marszałka Piłsudskiego. W jego legitymacji szkolnej wpisano imię ojca: Wojciech. Gdy miał zaledwie 18 lat, Niemcy wywieźli go do Auschwitz, następnie do Neuengamme koło Hamburga.

– Ludwik Grąz zginął prawdopodobnie w maju 1945 r. w Zatoce Lubeckiej podczas bombardowania statków, które stały się śmiertelną pułapką dla ponad 6000 więźniów – dodaje Małgorzata Przybyła.

W poprzednim roku Arolsen Archives po raz pierwszy zaprezentowało we współpracy z Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau cyfrową wystawę #StolenMemory (#SkradzionaPamięć). Pokazane zostały przedmioty osobiste, które nadal znajdują się w niemieckim archiwum, a które placówka ta jest gotowa zwrócić bliskim ofiar wojny.

Szare koperty

Co to za depozyty? Po aresztowaniu Niemcy odbierali więźniom wszystkie rzeczy osobiste. Trafiały one do koperty jako tzw. Effekten, a następnie przesyłane były za więźniem do kolejnego miejsca jego pobytu. Mienie osobiste Żydów, Romów, sowieckich jeńców wojennych oraz więźniów innych narodowości zamordowanych w komorach gazowych SS rekwirowało.

Tuż przed wyzwoleniem obozu Neuengamme funkcjonariusze SS ukryli depozyty więźniów w jednej z pobliskich wsi, ale odnaleźli je żołnierze brytyjscy. W sumie było to prawie 4700 kopert z rzeczami osobistymi, część z nich została zwrócona, jednak do dzisiaj w archiwum jest ich jeszcze ok. 2700. Najwięcej, bo aż 876, należało do polskich ofiar.

Chociaż wie o nich kilka instytucji publicznych i przedstawiciele rządu, nie zrobiono nic, aby mogły wrócić do bliskich ofiar, chociażby angażując się w poszukiwanie spadkobierców.

Małgorzata Przybyła z Archiwum Arolsen mówi nam, że po wyzwoleniu osobiste rzeczy więźniów obozu koncentracyjnego Neuengamme zostały zabezpieczone przez zarząd gminy Lunden Szlezwik-Holsztyn. Były to pozostałości po przeniesionym do tej miejscowości zarządzie mieniem zagrabionym więźniom z Neuengamme.

Brytyjczycy skonfiskowali je, a następnie zinwentaryzowali. Zostały one przekazane Głównemu Urzędowi ds. Zarządzania Majątkiem, który od 1955 r. przyjął nazwę Krajowe Biuro Administracji ds. Odszkodowań. W 1963 r. depozyty trafiły do archiwum z zastrzeżeniem, że powinny zostać zwrócone bliskim ofiar.

W grupie poszukiwanych są m.in. bliscy tych, którzy zostali ewakuowani na statkach „Cap Arcona" i „Thielbek". 3 maja 1945 r. brytyjskie samoloty zatopiły je, zginęło około 6400 więźniów. W archiwum są też rzeczy osobiste więźniów z obozów koncentracyjnych Bergen-Belsen oraz Dachau.

Informacje o depozytach polskich ofiar znajdują się na stronie archiwum arolsen-archives.org.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA