fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

#RZECZoBIZNESIE: Marek Maruszak: Nie boimy się dyskontów

tv.rp.pl
W tym roku nasza sprzedaż wyniesie ponad 9 miliardów złotych. W przyszłym roku powinno być 10 procent więcej - mówi Marek Maruszak, prezes Rossmann Supermarkety Drogeryjne Polska, gość programu Pawła Rożyńskiego.

W Warszawie sklepy Rossmanna widać niemal na każdym rogu. Nie macie dość?

W Warszawie naszych sklepów jest już ponad 120 i będziemy otwierać kolejne placówki. Klienci są coraz bardziej wymagający i chcą mieć sklep na wyciągnięcie ręki. Nie mamy i nie będziemy mieli dość.

W innych miastach też tak szybko się rozwijacie?

Rozwijamy się proporcjonalnie. We wszystkich dużych miastach powyżej 10 tys. mieszkańców można znaleźć nasze sklepy. Ale także w mniejszych miejscowościach, np. satelitach dużych miast, warto mieć drogerie i jest to rentowny biznes. W sumie mamy już ponad 1200 sklepów. Oczywiście substancja lokalowa w Polsce nie jest jednolita. W Łodzi bez problemu otworzymy kolejny sklep, w Krakowie już jest zdecydowanie gorzej.

Dlaczego?

Ze względu na stare kamienice, które mają małe powierzchnie.

Ile rocznie powstaje nowych Rossmannów?

80-100 placówek. Jednocześnie zamykamy te najmniej rentowne, albo te, które mają zbyt małą powierzchnię, niedostosowaną do wielkości naszego obecnego asortymentu. Stąd nasza sieć powiększa się rocznie o 60-80 sklepów. Zamierzamy w kolejnych latach otworzyć kilkaset sklepów.

Ile już w Polsce zainwestowaliście?

Do tej pory zainwestowaliśmy ponad 1,6 mld zł. Zarówno w sklepy, jak i centra logistyczne.

Rossmann ma niemieckie korzenie, ale kto teraz kontroluje firmę?

Rossmann w Polsce jest firmą holenderską, której w 50 proc. właścicielem jest Rossmann GmbH z Niemiec i w 50 proc. A.S. Watson z Hongkongu. Jednak 40 proc. udziałów Rossmann GmbH ma A.S. Watson. Można powiedzieć, że Rossmann w Polsce jest bardziej firmą z Hongkongu niż niemiecką.

Pojawią się jakieś nowe produkty w Rossmannie?

Cały czas wchodzimy w nowe obszary asortymentowe. Nasz klient to osoba, która lubi o siebie dbać. Powiększamy ofertę o produkty związane z urodą i zdrowiem. Ze względu na to, że jesteśmy dużą międzynarodową grupą, posiadamy również własne marki, które próbujemy adoptować na polskim rynku. Korzystamy z doświadczenia naszych kolegów z innych krajów, nie wszystkie eksperymenty się sprawdzają.

Co nie wyszło?

Nie sprawdził się na przykład asortyment typu Food-to-Go. Klienci akceptowali tę ofertę, ale nie będziemy jej już bardziej rozwijać.

Dlaczego?

Z przyczyn czysto logistycznych. Nie byliśmy w stanie do tak dużej liczby placówek dostarczać tego typu produktów.

Stawiacie na nowe kanały sprzedaży?

Staramy się sprzedawać i komunikować z klientem za pomocą wszystkich możliwych kanałów, a więc także za pośrednictwem internetu. Mamy drogerię internetową oraz bardzo popularną aplikację Rossmann Pl, która pozwala nam w miarę możliwości dopasować i zindywidualizować ofertę dla naszych klientów. W internecie sprzedajemy w tym momencie niewiele, natomiast procentowa dynamika wzrostu sprzedaży jest zadowalająca. W siedmiu dużych miastach oferujemy też możliwość szybkiej, w ciągu kilku godzin, dostawy - kurierem do domu - zamówienia złożonego w internecie. A jeśli klient chce odebrać swoje zakupy bezpośrednio w drogerii, otrzyma je w ciągu nie więcej niż 3 godzin.

Będą to główne kierunki rozwoju?

Nie sądzę. Mamy 1200 placówek i chcemy z nich korzystać.

Czym różnią się polscy klienci Rossmanna od np. Niemców?

Polacy od Niemców niewiele się różnią pod względem upodobań. Jednak niemiecki klient ma zdecydowanie grubszy portfel i kupuje więcej. I w Polsce i w Niemczech naszymi głównymi klientami są kobiety, które dokonują 85 proc. zakupów. Ale już sklepy, które mamy w Azji, różnią się od europejskiego formatu. Nie ma tam tak szerokiego asortymentu chemii gospodarczej czy artykułów gospodarstwa domowego. To raczej mieszanka drogerii z perfumerią i sklepem farmaceutycznym.

Jak się pozycjonujecie cenowo?

Średnie ceny w naszych drogeriach, we wszystkich kategoriach produktów, są najniższe na rynku. Najlepszym dowodem na to, że są atrakcyjne dla klientów jest popularność naszych drogerii.

Polacy są bardzo wrażliwi na ceny i promocje. Sukces Rossmanna jest zaskoczeniem, bo to raczej dyskontom wróżono wspaniałą przyszłość.

Dyskonty mają przyszłość. Polacy lubią dyskonty, co widać po ich rozwoju. Ale Polacy również bardzo lubią wyspecjalizowane sklepy, takie jak Rossmann. Dysponujemy tak szeroką ofertą, że niezależnie od hitów, które można od czasu do czasu kupić w dyskontach, klienci tłumnie nas odwiedzają. Codziennie zakupy w naszych drogeriach robi 700 tys. osób.

Nie boi się pan, że dyskonty będą coraz bardziej stawać się drogeriami i odbiorą wam klientów?

Nie ma na to szans. Dyskonty koncentrują się na artykułach spożywczych, a produkty chemiczno-kosmetyczne stanowią tylko uzupełnienie ich oferty. Nie boimy się otwierać naszych sklepów w pobliżu dyskontów, a dyskonty nie mają nic przeciwko temu, że nasze sklepy znajdują się niedaleko. Wzajemnie się uzupełniamy.

W Polsce zdominowaliście rynek, ale już w Niemczech macie silnego rywala.

Rynek w Niemczech jest podzielony. Rossmann ma sklepy głównie w północnych i wschodnich landach, natomiast konkurent koncentruje się na zachodzie i południu, choć ma swoje placówki również w innych rejonach. Stąd ta teoretycznie mocna konkurencja nie w każdym mieście ma miejsce.

Jak ważny dla całego koncernu Rossmanna jest polski rynek?

Rozwijamy się w Polsce zdecydowanie szybciej niż w innych krajach. Wartość i waga polskiej firmy w ramach grupy rośnie. Rynek polski jest interesujący, Polska ma 38 mln coraz zamożniejszych mieszkańców. Jestem pewien, że w kolejnych latach również będziemy się dynamicznie rozwijać. Właściciele, z Hongkongu i z Niemiec,  widzą w nas siłę napędową całej grupy.

Jakie przychody osiągacie w Polsce?

W tym roku sprzedaż wyniesie ponad 9 mld zł. W przyszłym roku powinno być 10 proc. więcej. Takie jest średnie tempo rozwoju z ostatnich lat.

To zdecydowanie szybciej od wzrostu polskiego PKB. Ile zarabiacie?

Oczywiście jesteśmy firmą dochodową. Rossmann jest w czołówce firm z kapitałem zagranicznym płacących w Polsce podatki. W ubiegłym roku odprowadziliśmy do budżetu państwa ponad 200 mln zł podatku CIT.

Widzi pan jakieś zagrożenia dla Rossmanna?

W naszej firmie ich nie widzę. Na rynku też nie. Jedyne zagrożenia, które mogą się pojawić, są od nas niezależne. Już teraz w niektórych miastach firmom brakuje pracowników do sklepów i magazynów. Mogą też nastąpić np. zmiany w ustawodawstwie, które wpłynęłyby na naszą działalność. Podatek handlowy, na razie zawieszony, mógłby w istotny sposób wpłynąć na wyniki naszej działalności.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA