fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Wielu chętnych na unijny węglowy fundusz

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
Dziesięć polskich regionów najmocniej związanych z węglem może dostać dodatkowe fundusze na transformację w latach 2021–2027. Pieniędzy będzie jednak znacznie mniej, niż planowano.

Dobra informacja jest taka, że postulat zgłoszony dwa lata temu doczeka się realizacji. Najpierw Komisja Przemysłu, Badań Naukowych i Energii pod przewodnictwem byłego polskiego premiera Jerzego Buzka uchwaliła, że w nowym unijnym budżecie powinien znaleźć się Fundusz Sprawiedliwej Transformacji Energetycznej. Potem postulat przyjął cały Parlament i zaapelował o dołożenie do wieloletniego budżetu UE na ten cele 4,8 mld euro w latach 2021–2027. Fundusz znalazł się też w programie nowej przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Komisja pod jej kierownictwem rozpocznie prace 1 grudnia i prawdopodobnie już 11 grudnia przedstawi propozycję dotyczącą tzw. Inicjatywy Sprawiedliwej Transformacji. Zatem pomysł, którego celem była pomoc przede wszystkim polskim regionom węglowym, narażonym na znaczące koszty związane z europejską strategią neutralności klimatycznej, stał się flagowym postulatem von der Leyen i nowej Komisji.

Ale jest też zła informacja – żeby propozycja zyskała poparcie, po drodze uległa rozwodnieniu. Z dokumentów, które widziała „Rzeczpospolita", wynika, że do obdarowania będzie aż 50 regionów w UE. Komisja nie ukrywa, że to konieczne, żeby zyskać poparcie dla nowego instrumentu, który będzie częścią unijnego budżetu. A ten musi zostać zaakceptowany jednomyślnie. Zatem, zgodnie z tą logiką, nie może finansować tylko polskich czy niemieckich kopalni, muszą na nim też skorzystać inni. Tyle że wtedy taka pomoc może nie osiągnąć zamierzonych skutków.

Kwota hipotetyczna

Co konkretnie znajdzie się w nowej propozycji? Przede wszystkim liczby. Fundusz ma obejmować 15 mld euro, z czego tylko 5 mld euro to nowe pieniądze, na które będą się musiały zgodzić państwa członkowskie. Albo dokładając więcej niż to przewidziano w obecnej propozycji wieloletniego budżetu UE, albo szukając oszczędności w innych wydatkach. Do tego dochodzi 5 mld euro, które będzie wykrojone z funduszy zaproponowanych na politykę spójności i 5 mld euro jako wkład własny państw członkowskich.

Drugim filarem inicjatywy ma być fundusz inwestycyjny. UE dałaby z budżetu 500 mln euro, które zostałyby przekształcone w 1,5 mld euro gwarancji bankowych i przemnożone zakładaną dźwignią finansową na poziomie 13,7 miałyby dać 20 mld euro inwestycji prywatnych. Dlatego KE z pewnością poinformuje, że będzie 35 mld euro na transformację energetyczną. Tyle że, jak wynika z naszych rozmów z ekspertami, to kwota bardzo hipotetyczna. Po pierwsze, nie wiadomo, czy państwa członkowskie zgodzą się na dołożenie 5 mld euro do budżetu na ten cel. Na razie w toczących się negocjacjach widać raczej tendencję do zmniejszania dostępnych funduszy. Po drugie, bardzo wątpliwy jest drugi filar. Na tej samej zasadzie działa Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych i trudno znaleźć znaczące inwestycje z niego sfinansowane. – Łatwiej może być o inwestycje w regionach bardziej rozwiniętych, ale trudniej w tych bardziej zacofanych. Nie wiadomo, czy one nastąpią i nie wiadomo kiedy – mówi nam ekspert w unijnych instytucjach zajmujący się tą tematyką.

Kto skorzysta

Sama kwota 5 mld euro nie jest zaskoczeniem, bo o podobną wnioskował PE i trudno na tym etapie – propozycja budżetu została przedstawiona w maju 2018 roku – o bardziej spektakularne sumy. Jednak niepokojąca jest zmiana przeznaczenia funduszu. Na początku był on wyraźnie pomyślany jako pomoc dla regionów węglowych, które poniosą największe koszty dekarbonizacji. To ograniczyłoby liczbę beneficjentów. Ostatecznie kryteria sformułowano tak, że zamiast 16–18 regionów, jak to planowano na początku, z pieniędzy ma skorzystać aż 50 regionów w 18 państwach UE: dziesięć regionów Polsce, osiem w Niemczech, sześć w Hiszpanii, pięć w Grecji, cztery we Włoszech, po dwa w Bułgarii, Czechach, Słowacji i Rumunii oraz po jeden w Belgii, Chorwacji, Cyprze, Estonii, Francji, Węgrzech, Holandii, Słowenii i Portugalii.

Konkretnej listy regionów jeszcze nie ma, w Polsce prawdopodobnie zostaną wybrane te najbardziej uzależnione od produkcji węgla lub jego spalania w elektrowniach. Gdyby za miarę przyjąć zatrudnienie łączne w kopalniach i elektrowniach węglowych, to z funduszy mogłyby skorzystać województwa: śląskie, łódzkie, lubelskie, małopolskie, wielkopolskie, mazowieckie, dolnośląskie, opolskie, świętokrzyskie i zachodniopomorskie.

Dwa obozy

Fundusz na transformację energetyczną w formie Inicjatywy Sprawiedliwej Transformacji, musi zostać dopisany do budżetu UE na lata 2021–2027. I bez niego budżet jest już przedmiotem burzliwych negocjacji między państwami UE. Uformowały się dwa obozy: Polska i tzw. przyjaciele polityki spójności (kilkanaście krajów UE) chcą albo zachowania propozycji Komisji wydatków równych 1,11 proc. dochodu narodowego brutto, z przesunięciem w ramach tego limitu na politykę spójności, albo zwiększenia limitu. Po drugiej stronie jest oszczędna piątka chcąca redukcji wydatków do 1 proc. DNB. Niemcy, Holandia, Dania, Szwecja i Austria argumentują, że nawet przy mniejszym budżecie ich kontrybucja netto wzrośnie z powodu wyjścia z Unii Brytyjczyków. Rozwiązać ten dylemat mogłoby uchwalenie, by np. opłaty za plastik czy za emisje CO2 szły bezpośrednio do budżetu Unii. Tego jednak państwa UE nie chcą.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Jan Olbrycht, eurodeputowany PO, sprawozdawca wieloletniego budżetu UE

Fundusz Sprawiedliwej Transformacji Energetycznej został wymyślony jako pomoc dla regionów opartych na węglu, których w UE jest ograniczona liczba. Proponowana wtedy suma 4,8 mld euro nie jest imponująca, ale ma znaczenie z punktu widzenia uruchomienia procesów transformacji. Jednak w toku dyskusji pojawiały się kolejne postulaty i każdy chciał się zmieścić w tym otwartym nagle oknie możliwości finansowych. Dla tak pomyślanej szerokiej inicjatywy kwota 4,8 mld czy 5 mld euro już nie wystarczy. Sam pomysł nie jest zły, ważne, że coraz więcej ludzie dostrzega potrzebę unijnego finansowania dla transformacji energetycznej. Chodzi jednak o to, żeby zachować tę pierwotną ideę wspierania najbardziej potrzebujących, czyli regionów węglowych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA