fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#PROSTOzPARKIETU. Łukasz Zembik, TMS Brokers: Sell in May, ale niekoniecznie go away

ROL
Gościem wtorkowego programu #PROSTOzPARKIETU był Łukasz Zembik, menedżer ds. rynku OTC w TMS Brokers z którym rozmawialiśmy m.in. czy faktycznie należy sprzedawać akcje w maju.

Wierzy pan w „prawdy" i porzekadła giełdowe typu „Sell in may and go away" albo w rajd św. Mikołaja?

Faktycznie na rynku mamy wiele giełdowych „prawd". One sprawdzają się w 50 procentach, czyli mówiąc wprost: raz się sprawdzają, raz nie. Mamy obecnie początek maja, więc oczywiście na myśl przychodzi powiedzenie „Sell in May and go away". Mówi ono, żeby pozbyć się akcji w maju i kolejne zakupy rozpocząć dopiero na przełomie października i listopada. Analizując trafność tego powiedzenia, ważne jest rozgraniczenie tego, jak zachowuje się wobec niego rynek polski i rynki rozwijające się, a jak rynki rozwinięte. Badania empiryczne z ostatnich 20 lat pokazują, że jeśli chodzi o rynki rozwinięte, czyli Stany Zjednoczone i część rynków w Europie, w okresie maj–październik zysk z akcji jest dwukrotnie mniejszy niż w okresie od listopada do początku maja.

A na ile ta zasada sprawdza się na warszawskiej giełdzie?

Na naszej giełdzie sprawdza się ona rzadziej. Badając ostatnie lata, m.in. 2013 i 2014 r., widać, że w okresie liczonym od maja akcje dawały zarobić, natomiast w tym teoretycznie lepszym, czyli od listopada, potrafiły tracić. To pokazuje, że ta zasada w Polsce się nie przyjęła i sprawdza się w mniej niż w 50 proc.

Na ile takie powiedzenia działają na psychologię inwestowania, a ile w nich jest argumentów fundamentalnych?

Na pewno w dużej mierze działa aspekt psychologiczny. Oczywiście teraz działają też czynniki fundamentalne i techniczne i ewentualne spadki będą zapewne wypadkową wszystkich tych aspektów. Do tego dochodzą jeszcze czynniki polityczne i geopolityczne, które kreują to, co dzieje się na rynkach głównych aktywów. Poza tym przyjęło się, że maj rozpoczyna już trochę okres wakacji na rynku, więc z reguły inwestorzy odpoczywają wtedy od inwestowania. Tak, jak jednak wcześniej wspomniałem, ta zasada nie zawsze się sprawdza.

A w tym roku się sprawdzi? WIG20 ma za sobą kilka mocnych miesięcy, więc teoretycznie teraz powinien przyjść czas na wycofanie się z rynku.

Jest kilka czynników przemawiających za tym, aby hossa na GPW trwała, ale również pojawiają się elementy ryzyka. Nie jestem zwolennikiem tego, aby negować aktualny trend. Widzimy, że od listopada 2016 r. WIG20 wzrósł już około 30 proc. i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten wzrost był kontynuowany. Barierą psychologiczną dla indeksu jest obecnie pułap 2400 pkt, a później 2500 pkt. Uważam, że patrząc na długi termin, potencjał wzrostu oczywiście jest, natomiast nie ma go np. na rynkach rozwiniętych. Jest to pewnego rodzaju czynnik ryzyka również dla naszego rynku. Realizacja zysków na innych rynkach przez inwestorów globalnych może doprowadzić do korekty na GPW.

Za majową korektą przemawia też to, że rynek polski nie jest już aż tak atrakcyjny. Owszem, nastąpiła poprawa w danych makroekonomicznych, ale pamiętajmy, że inwestorzy zaczęli kupować akcje w Polsce, kiedy dane makro nie wskazywały jeszcze na ożywienie w koniunkturze, więc można powiedzieć, że dyskontowali oni przyszłość, a zatem i aktualnie prezentowane dane nie robią na nich wrażenia. Co więcej, może dojść do sprzedawania faktów. Dlatego też uważam, że w maju możliwa jest korekta, chociaż tak jak wspomniałem na początku, będzie to też zależało od tego, co będzie się działo na giełdzie niemieckiej czy amerykańskiej.

Mówimy o WIG20, a co z małymi i średnimi spółkami?

Widzimy, że faktycznie zachowują się one nieco gorzej niż WIG20 i to też może być sygnał, że wszystkie dobre dane z gospodarki są już w cenach.

A co z innymi czynnikami? Prezydenckie wybory we Francji mogą jeszcze mieć wpływ na rynek?

Największe ryzyko związane z tym wydarzeniem było przed pierwszą turą. Teraz w sytuacji, w której przewaga Emmanuela Macrona nad Marine Le Pen jest kilkuprocentowa, obstawiam, że drugą turę wyborów powinien wygrać kandydat centrowy. Największe ryzyko wyborów prezydenckich we Francji, czyli przedostatnie się do drugiej tury wyborów dwójki skrajnych eurosceptyków, nie zmaterializowało się. Stąd też wybory we Francji schodzą teraz na drugi plan. Znów natomiast mówi się o Donaldzie Trumpie, który ostatnio znów rozczarował, jeśli chodzi m.in. o projekt obniżki podatku CIT z 35 proc. do 15 proc. Pojawiło się niewiele szczegółowych informacji na ten temat i rynek uznał to za rozczarowanie. Widzimy więc, że działania Trumpa wciąż nie do końca są przewidywalne.

Obstawia pan spadki w maju, przy czym jednocześnie podkreśla pan, że będzie to raczej tylko korekta. Co więc przemawia za wzrostem w dłuższym terminie?

Na pewno dobre dane makroekonomiczne powinny nadal przekładać się na wyniki średnich i małych spółek. Z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika bowiem, że po publikacji bardzo dobrych danych makroekonomicznych przez GUS szeroki rynek zyskuje. Było tak w ostatnich czterech z pięciu przypadków. Jestem więc za tym, że po ostatnim wystrzale notowań korekta będzie czymś naturalnym, ale radziłbym inwestorom, aby niższe wyceny spółek wykorzystywać do tego, aby uzupełniać portfel.

Czyli nawiązując do giełdowego powiedzenia... „sell in May", ale już niekoniecznie „go away"?

Dokładnie tak.

W takim razie, jakie poziomy docelowe widzi pan w tym roku dla polskich indeksów?

Jeśli chodzi o indeks WIG20 to uważam, że w zasięgu jest poziom 2500 pkt. Kiedy natomiast mówimy, o szerokim rynku, czyli o indeksie WIG, myślę, że w tym przypadku poziom 68 tys. pkt też jest jak najbardziej do zrealizowania.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA