fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Interior": Bohaterowie jak wielu z nas

Magdalena Popławska (Magda) w filmie „Interior”
Fotorzepa, paweł flis Paweł flis
Marek Lechki portretuje w „Interiorze" ludzi oszukanych przez nowy system, zagubionych, zmuszonych do zadania pytań o sens własnego życia.

Dwoje 35-latków. Bardzo różnych. Nie łączy ich nic. Pochodzą z różnych miast, mają inną sytuację życiową, inne charaktery.

Maciek (Piotr Żurawski) jest samotny, haruje, żeby spłacić kredyt na 30-metrową kawalerkę. A gdy nie dostaje zapłaty, wdziera się do gabinetu dyrektora. Chce tylko to, co wypracował dniówkami i nadgodzinami. Podczas bójki, która się między nimi wywiązuje, trafiają w jego ręce kluczyki od samochodu szefa. Brutalnie wyrzucony z budynku, w złości wsiada do jego czarnej limuzyny i odjeżdża. Przed siebie. Trafia do rodzinnego domu w małym mieście.

Magda (Magdalena Popławska) jest urządzona w życiu, ma męża, kilkuletnią córkę, organizuje eventy w radzie miasta, czeka ją awans na zastępcę burmistrza. Elegancko ubrana, właśnie przyjmuje ważną delegację norweską. A mąż mówi jej, że dziecko ma gorączkę. Odpowiada: „Mam jutro w pracy masakrę".

To dwa różne światy. Jeden całkiem bez perspektyw. Mały brat Maćka, nad wiek mądry, mówi: „Czemu przyjechałeś? Nie przyjeżdżaj". Tylko z nim Maciek porozmawia o swoich niespełnieniach.

Maciek chce uciec od losu. A przecież wszystko zawodzi. Nawet ciotka na Cyprze nie chce go przyjąć pod swój dach, choć kiedyś zapraszała. Jest tylko marazm.

Drugi świat gna jak szalony. Magda tłamsi bunt mieszkańców, szykuje program wizyty Norwegów. Wszystko jednak się wali, nawet pokaz sztucznych ogni, bo nad miasto nadciąga gęsta mgła. A jej córka trafia do szpitala.

Magda kursuje między szpitalną salą a wściekłymi na nią za zawalanie roboty kolegami z rady miasta. Z coraz większym poczuciem bezsensu i złych życiowych wyborów.

Dwójka ludzi musi spojrzeć na życie, jakie prowadzą. Rodzi się w nich bunt? Przeżyją dzień, który każe im zadać sobie najważniejsze pytania. Tylko czy naprawdę są w stanie coś zmienić? Mijając się przypadkiem na ulicy, spojrzą na siebie, wyczują ten sam lęk, te same niespełnienia. I tyle. Nic więcej.

Marek Lechki robi filmy rzadko. Pewnie niełatwo jest zdobyć pieniądze na kino, które uprawia: delikatne, pełne zamyśleń. Ale umie pięknie opowiadać o chwilach, gdy życie się zatrzymuje. Podpatrzeć społeczność bloku w górnośląskim osiedlu, jak w „Moim mieście", czy przyjrzeć się młodemu mężczyźnie, który po latach rozlicza się z przeszłością, próbuje odzyskać kontakt z ojcem, jak w „Erratum".

Zawsze jest w jego filmach to samo wolne tempo, subtelnie rysowany pejzaż wewnętrzny i czas, który przecież wyraźnie odbija się na ekranie. „Interior", tak jak jego wcześniejsze filmy, niepokoi. Bo może my też mogliśmy się znaleźć obok Magdy i Maćka na zamglonym rynku, na którym nie udał się pokaz sztucznych ogni?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA