fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Tożsamość zdrajcy" o terroryzmie na londyńskiej ulicy

Michael Douglas (Eric Lasch) i Noomi Rapace jako agentka CIA Alice Racine. „Tożsamość zdrajcy” od piątku w kinach.
Forum
„Tożsamość zdrajcy" o terroryzmie na londyńskiej ulicy nawiązuje do wielkich tradycji kina politycznego.

Michael Apted to bardzo ciekawy reżyser i świetny filmowy rzemieślnik, twórca z jednej strony znakomitej dokumentalnej serii „7 Plus Seven" i „Córki górnika", z drugiej wielkich kasowych przebojów, takich jak „Goryle we mgle", „Opowieści z Narnii" czy bondowski „Świat to za mało". Do tego w jego najnowszym filmie pojawiają się aktorzy tej klasy, co Michael Douglas, Noomi Rapace, Orlando Bloom, John Malkovich, Toni Colette.

Zestaw nazwisk firmujących „Tożsamość zdrajcy" może zatem przyprawić o zawrót głowy. A do tego dochodzi temat, dzisiaj może najważniejszy: walka z terroryzmem, próba uniemożliwienia przeprowadzenia ataku biologicznego, podczas którego mogłyby zginąć już nie setki, ale tysiące osób.

Szpieg po przejściach

Noomi Rapace gra tajną agentkę CIA Alice Racine, która penetruje islamskie środowiska we wschodnim Londynie. Nie chce wchodzić w poważne akcje, bo prześladuje ją wspomnienie ataku w Paryżu, którego nie zdołała powstrzymać. Ma przed oczami obrazy umierających ludzi, zakrwawionych, porozrywanych ciał.

Pewnego dnia agentka Racine dostaje jednak trudne zadanie: ma przesłuchać i złamać aresztowanego terrorystę. Do powrotu do takiej pracy namawia ją londyński zwierzchnik. Wkrótce potem zostaje zgarnięta z ulicy, bo to nie jest już prośba, lecz rozkaz centrali. Alice dostaje kody dostępu, jest profesjonalna i właściwie osiąga już swój cel. Aresztowany muzułmanin zaczyna zeznawać. Ale nagle agentka orientuje się, że ta robota nie została jej zlecona przez szefa z Langley. I że zarówno jej przesłuchiwany, jak i ona sama są w poważnym niebezpieczeństwie.

Akcja „Tożsamości zdrajcy" jest skomplikowana. Mieszają się tu polityczne interesy, walka toczy się między innymi o podsłuchy, bo w powietrzu wisi pytanie, do czego można się posunąć, jakich metod, choćby najbardziej niedemokratycznych, można użyć do walki z terroryzmem. Postacie są niejednoznaczne, toczą własne, piekielnie niebezpieczne gry. W tym kotle, w którym do końca nie wiadomo, kto jest sojusznikiem a kto wrogiem, Alice ma jeden cel: nie dopuścić do ataku terrorystycznego. Musi się dowiedzieć, gdzie akcja jest planowana, bo inaczej w publicznym miejscu zacznie się ulatniać zabójcza substancja.

Michael Apted ma za sobą mocne zaplecze twórcy dokumentów. Kiedy w ubiegłym roku, podczas festiwalu Camerimage w Bydgoszczy spytałam go, który ze swoich filmów sam ceni najwyżej, bez namysłu wymienił serię „7 Plus Seven". Wracał w niej co siedem lat do tych samych ludzi, żeby zadać im podobne pytania co zawsze, by zobaczyć, jak w miarę upływu czasu zmieniają się ich poglądy i ich życie.

Ta jego odpowiedź wydaje się znamienna, bo nawet w najbardziej hollywoodzkich filmach, które zrealizował, czuje się rękę dokumentalisty wyczulonego na prawdę.

– Lubię opowiadać historie – mówi Michael Apted. – Ale moje serce pozostało przy dokumencie i myślę, że to, czego się nauczyłem, rejestrując prawdziwe życie, zawsze mi się bardzo przydawało na planie filmów fabularnych.

W „Tożsamości zdrajcy" też czuje się rękę dokumentalisty. Choćby w sposobie, w jaki Apted filmuje wielorasowy i wielokolorowy Londyn. I jest to osiągnięcie wyjątkowe, bo taki pełen prawdy i dbałości o szczegół obraz twórcy filmu osiągnęli w... Pradze. Na zdjęcia w brytyjskiej stolicy nie było ich stać.

Michael Apted wielokrotnie powtarzał, że opuścił Anglię i wybrał karierę w Stanach, gdyż był zakochany we wspaniałym, mocnym, politycznym kinie amerykańskim lat 70.. I dodaje, że to kino skończyło się, gdy w 1975 roku na ekrany weszły „Szczęki" Stevena Spielberga, a dwa lata później „Gwiezdne wojny" George'a Lucasa.

Widowiskowa bajka pokonała wtedy, jego zdaniem, rzetelną rozmowę o świecie i społeczeństwie, zmiotła modę na kino w stylu „Wszystkich ludzi prezydenta" Alana Pakuli. Na wiele lat. On sam dał się zresztą porwać widowisku, robiąc m.in. „Opowieści z Narnii".

Inteligentne kino

Tamto inteligentne, wnikliwe kino zaczęło się jednak odradzać w ostatnich niespokojnych czasach. Pojawiły się filmy o związkach świata wielkiego biznesu i polityki, o machlojkach bankowych, które doprowadziły do kryzysu 2008 roku, a wreszcie o terroryzmie.

Do tej właśnie tradycji chciał wrócić Michael Apted w „Tożsamości zdrajcy". Pokazał, jak bardzo skomplikowana i wręcz szalona jest nasza współczesność. I jak bardzo nie liczy się ona z ludzkim życiem, jak zwyrodniałe stały się systemy polityczne.

Reżyser zadbał przy tym o bardzo szybkie tempo akcji, wzorowane na „Tożsamości Bourne'a" Douga Limana. I, co znaczące, główną bohaterką swego filmu uczynił kobietę. To ona jeszcze może stać na straży podstawowych wartości, przeciwstawić się złu.

Michael Apted nie proponuje łatwego thrillera: co chwilę dodaje nowe tropy i komplikuje akcję. Tworzy na ekranie łamigłówkę, zostawia widza z wieloma pytaniami. Także tymi dotyczącymi metod walki z terroryzmem. Nie każdemu i nie na wszystkie pytania uda się znaleźć odpowiedzi. Ale czy nie taka właśnie jest dzisiaj rzeczywistość?

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: b.hollender@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA