fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Syn": Jak James Bond na emeryturze został Indianinem

Pierce Brosnan jako głowa teksańskiego rodu w serialu „Syn”.
materiały prasowe
"Syn" nie dorasta do pięt swojemu powieściowemu pierwowzorowi, ale i tak warto zobaczyć brutalną historię amerykańskiego Południa.

Zaczyna się okrutnie. Najazdem na ranczo osadników. Ojciec jest na polowaniu, w domu została żona, córka i dwóch synów. Przeżyją tylko chłopcy, bo Komancze uprowadzą ich, aby zmienić w niewolników lub wojowników, jeśli któryś z nich zechce się dostosować do indiańskiego życia. Nieraz w historii się zdarzało, że porwane dziecko wyrastało na Indianina.

 

W takich okolicznościach poznajemy Eliego McCullougha, bohatera powieści Philippa Meyera i serialowej adaptacji stacji AMC. Polska filia AMC wyemitowała w czwartek pierwszy z dziesięciu odcinków „Syna" i przez najbliższe dni można oglądać powtórki, a w kolejnych tygodniach dalsze odcinki.

W młodego Eliego wcielił się 20-letni Jacob Lofland, natomiast dorosłego bohatera zagrał Pierce Brosnan, który na bondowskiej emeryturze wciąż szuka ciekawych, ambitnych ról.

Akcja biegnie dwutorowo. Poznajemy indiańskie perypetie młodego McCullougha, a kilkadziesiąt lat później jest on głową szanowanego teksańskiego rodu. Stawia pierwsze kroki w biznesie naftowym i zwalcza niewygodnych meksykańskich sąsiadów.

Jego syn Peter (Henry Garrett) nie akceptuje postępowania ojca, w przeciwieństwie do brata Phineasa (David Wilson Barnes), który wspiera ojca w naftowej inwestycji. Peter wolałby pozostać przy hodowli bydła.

Konflikt ojca z synem narasta także dlatego, że Peter opowiada się za pokojowym współżyciem z Meksykanami, a ojciec chce przejąć roponośną ziemię sąsiadów. Jednocześnie cały czas śledzimy jego dramatyczne młodzieńcze losy i rozumiemy, co go ukształtowało.

Adaptacja obejmuje fragment epickiej powieści Meyera, skupiając się na młodości Eliego i na konflikcie McCulloughów z rodziną Garcia. Scenarzyści uprościli rozległe drzewa genealogiczne i odmłodzili niektórych bohaterów. Nie ma też w serialu tyle naturalizmu, który były znakiem rozpoznawczym Meyera, przez co jego dzieło porównywano do powieści Cormaca McCarthy'ego.

Serial „Syn" wydaje się więc rozczarowująco wygładzony. O ile wątek indiański trzyma w napięciu, o tyle już trudno uwierzyć w Pierce'a Brosnana jako bezwzględnego i mściwego południowca. Nie ma w nim surowej krzepy i demonizmu, gra nazbyt teatralnie. Wiarygodniej wypada już Henry Garrett jako rozdarty Peter. Słabością „Syna" są też postacie kobiece – piękne, ale bezbarwne i pozbawione fabularnego znaczenia.

Mimo to serial zasługuje na uwagę. Jest rzadkim przykładem ekranizacji literatury współczesnej i barwnie oddaje historię amerykańskiego Południa, obalając mity i pokazując bezwzględną walkę amerykańskich osadników z Indianami, potem z Meksykanami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA