fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Czy kobiety są towarem

GUTEK
Deniz Gamze Erguven, francuska reżyserka tureckiego pochodzenia opowiada Barbarze Hollender o „Mustangu".

Rzeczpospolita: Europejska Nagroda Filmowa dla odkrycia roku, nominacja do Oscara i Złotego Globu, Label Europa Camera w Cannes, cztery francuskie Cezary, Lux Prize Parlamentu Europejskiego, dziesiątki trofeów na festiwalach świata. Można dostać zawrotu głowy.

Deniz Gamze Erguven: „Mustang" to skromny film, bez gwiazd i efektów specjalnych, nie mogłam spodziewać się takiego sukcesu. Jadąc na festiwal canneński, mówiłam swojej ekipie: pokaz będzie we wtorek, w środę dzień prasowy, a w czwartek wszyscy o naszym filmie zapomną. I ten czwartek nie nadszedł. Stał się cud. Festiwale, nagrody... A zawrót głowy? Może bym go dostała, gdyby nie pewien maluch, który ściągał mnie na ziemię, dopominając się krzykiem o swoje prawa: karmienie, przewijanie, usypianie.

„Mustang" jest chyba dla pani filmem bardzo osobistym?

To nie jest moja autobiografia, miałam inne życie. Urodziłam się w Ankarze, ale wychowywałam się głównie we Francji. Jednak mój kraj ojczysty jest mi bliski i nie przez przypadek wróciłam do niego, realizując fabularny debiut. Bardzo długo przygotowywałam w Los Angeles inny projekt „The Kings", ale nie mogłam zebrać budżetu. I wtedy Alice Winocour, koleżanka z paryskiej szkoły filmowej, namówiła mnie, żebym zrobiła film o tureckich kobietach. Miała rację. Razem napisałyśmy scenariusz, w którym moje własne wspomnienia z powrotów do Turcji splatają się historiami, o których słyszałam.

Opowiedziała pani o pięciu siostrach z małego miasteczka. Te, które ulegają tradycji, przeżywają tragedie. Te, które się z niej wyłamują, muszą uciec z domu. Ale to one wygrywają.

W Turcji potwornie mnie razi traktowanie kobiet, dziewczyn, a nawet bardzo młodych dziewczynek jak obiektów seksualnych. To jest głęboko zakorzenione w tureckim patriarchalnym społeczeństwie. Zwłaszcza na prowincji, gdzie kobiety bywają przez mężczyzn oceniane jak towar do kupienia. Oczywiście w dużych miastach jest dziś zupełnie inaczej, ale i tutaj wyzwolone młode kobiety wciąż narażone są na złe traktowanie i niesprawiedliwe oceny wielu konserwatywnych środowisk. A ostatnio również rządu.

A jednak „Mustang" nie jest paradokumentem. Pani film ma w sobie wiele poezji.

Starałam się, żeby niósł prawdę. Losy sióstr nie są wyłącznie wytworem wyobraźni. Nie wymyśliłam nawet sceny, w której jedna z nich po nocy poślubnej trafia do szpitala. Znajomy lekarz opowiadał mi, że w okresie wzmożonych ślubów często się zdarza, że podejrzliwe rodziny oblubieńca przywożą młodą żonę, żeby medycy sprawdzili, czy była dziewicą. A niestety, zdarzają się też przypadki, gdy na oddziały trafiają dziewczyny, które w noc poślubną usiłowały popełnić samobójstwo. Ale to prawda: choć scenariusz „Mustanga" został oparty w dużej mierze na różnych, pozbieranych faktach, chciałam by nie było to tylko kino społeczne, lecz również przypowieść o ludzkim losie i prawie do wolności.

Jak „Mustang" został przyjęty w Turcji?

Recenzje miał na ogół bardzo dobre, ale mnóstwo ludzi agresywnie mnie atakowało. Dostawałam obraźliwe e-maile i wpisy na Facebooku, głównie zresztą od tych, którzy filmu nie widzieli, ale coś słyszeli, i oburzali się, że źle przedstawiam Turcję i uderzam w tradycję.

Za to Francuzi pokochali „Mustanga", który stał się ich kandydatem do Oscara. I to dla Francji zdobyła pani nominację.

Byłam zaskoczona i jednocześnie zaszczycona, że francuska kinematografia zgłosiła jako swojego kandydata w kategorii filmu nieangielskojęzycznego obraz zrealizowany w Turcji przez reżyserkę tureckiego pochodzenia. To dla mnie naprawdę bardzo dużo znaczyło, bo czuję się trochę jak adoptowana córka tego kraju. I on to potwierdził.

Dzisiaj pani życie związane jest głównie z Francją.

Wygrałam los na loterii, gdy dostałam się do paryskiej szkoły filmowej Le Femis. To niezwykłe miejsce, gdzie przez cztery lata człowiek żyje wyłącznie kinem, kręcąc etiudę za etiudą. I nie znam kraju, w którym ludzie by tak kochali kino. Francja ma wspaniale rozwinięty przemysł filmowy, najważniejszy festiwal świata w Cannes i znakomitą publiczność, która masowo chodzi na rodzime produkcje. Dobrze czuję się w Stanach, mam sentyment do Turcji, ale osiąść na dłużej postanowiłam w Paryżu.

I tu będzie rósł mały człowiek, który nie pozwolił, by „odfrunęła" pani po sukcesie?

Mój syn jest bardzo filmowym dzieckiem. Odkryłam, że jestem w ciąży w 2014 roku, tydzień przed rozpoczęciem zdjęć, i zaczęłam się spieszyć, żeby skończyć film przed porodem. Pracowaliśmy nawet w święta Bożego Narodzenia. Potem siedziałam w montażowni, coraz większa i większa. Nie udało nam się postawić kropki nad „i" przed porodem. Mój syn przyszedł na świat na początku lutego 2015 roku. Kończyłam postprodukcję jak kangurzyca, nosząc ze sobą wszędzie niemowlę. A potem było Cannes i następne festiwale, na które lataliśmy razem. Teraz należy mu się trochę spokoju. W Paryżu.

A co chciałaby pani powiedzieć młodym dziewczynom, które dzisiaj dorastają w pani kraju?

Że najważniejsza jest wolność i trzeba o nią walczyć.

Sylwetka

Deniz Gamze Erguven, reżyserka, scenarzystka

Urodziła się 4 czerwca 1978 roku w Ankarze, wychowała się we Francji. Dziś ma obywatelstwo francuskie. W 2008 roku skończyła studia w słynnej paryskiej szkole filmowej Le Femis. Nagradzany „Mustang" jest jej fabularnym debiutem, który zrealizowała w koprodukcji francusko-niemiecko-turecko-katarskiej. —bh

Wolność trudna do okiełznania

O prawo do wyboru życiowych dróg  i decydowaniu o swoich losach przez tureckie kobiety upomniała się Deniz Gamze Erguven w fabularnym debiucie zatytułowanym „Mustang". Żyjący na swobodzie dziki koń, dziś pod ścisłą ochroną, jest w kulturowej tradycji symbolem nieokiełznanej wolności. Takie właśnie są bohaterki tego filmu.

Pięć nastoletnich sióstr, których rodzice zginęli w wypadku, mieszkało daleko od Stambułu pod opieką babci i wuja. Ich beztroskie figle w morskich falach w towarzystwie szkolnych kolegów wywołały zgorszenie. Opiekunowie w obawie przed skandalem skazują dziewczyny na areszt domowy. Dosłownie. W oknach pojawiają się kraty, mur odgradzający od sąsiadów zostaje podwyższony, komputery  i telefony skonfiskowane, kolorowe stroje zamienione na brunatne, przypominające worki suknie.

W domu pojawiają się nieznani im wcześniej kandydaci na mężów. Ale dziewczyny, dzięki determinacji najmłodszej z nich, łatwo się nie poddadzą. „Mustang" to na przemian zabawna i dramatyczna opowieść o przyspieszonym przez tradycyjną obyczajowość wchodzeniu w dorosłość i próbach ucieczki przed nią.

Erguven nie ma złudzeń: kobiety w Turcji, zwłaszcza na prowincji, nie mają szans w starciu z tradycją i presją lokalnych społeczności. Dlatego nie waha się przed pomieszaniem realizmu z konwencją optymistycznej baśni. Świetne są aktorki amatorki w rolach sióstr, psychologicznie zniuansowane, wiarygodnie ukazujące niezgodę na rzeczywistość. —Marek Sadowski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA