fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Bohaterowie Olgi Tokarczuk na dużym ekranie

Andrzej Grabowski w roli prezesa Wolskiego w filmie "Pokot"
Next Film
- Zawsze uważałam Olgę Tokarczuk za wspaniałą pisarkę. Jej książki są mądre i inspirujące – mówiła na festiwalu w Berlinie Agnieszka Holland po pokazie filmu „Pokot”.

– Żyjemy w czasach kryzysu intelektualnego. Nie możemy znaleźć czegoś, co mogłoby się przeciwstawić ruchom totalitarnym, które coraz bardziej się nasilają. Nasz film próbuje wskazać fundamentalne wartości, bez których nie ma demokracji. Bo nie ma demokracji bez myślenia o słabszych, o wykluczonych, o tych, którzy są w mniejszości – dodała na tej samej konferencji prasowej w 2017 roku Olga Tokarczuk.

Agnieszka Holland przyznała wówczas także, że w jej książkach nie dostrzegała struktury, która dawałaby się przenieść na ekran. Znalazła ją dopiero w powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Czytaj także:
Olga Tokarczuk nagrodzona literackim Noblem. „Cieszę się, że jeszcze się trzymamy”

Bohaterką „Pokotu” jest emerytowana inżynier, która przeniosła się z Wrocławia na odludzie, do wsi w Kotlinie Kłodzkiej. W małej, sudeckiej wsi nie ma ludzi o prostych losach. Może dlatego Janina Duszejko, która niejedno w życiu widziała, tutaj chciała uciec od świata? Ten film mógłby mieć podtytuł „To nie jest kraj dla starych kobiet”.

Do bohaterki miejscowi stale zwracają się „Duszeńko”. Nie są w stanie zdobyć się nawet na drobny wysiłek, by zapamiętać jej nazwisko. Bo kto by się przejmował starą babą? Do tego „wariatką”. Ale przecież to ona jak Don Kichot walczy ze światem – brutalnym, bezmyślnym, zakłamanym, skorumpowanym i maczystowskim. Na myśliwych patrzy jak na morderców: na posterunku policji stale obojętnym policjantom donosi na kłusowników, którzy „popełniają zbrodnię na dzikich zwierzętach”.

– Wdzięk tej postaci polega na tym, że ona nachyla się nad wszystkim, co skrzywdzone, odrzucone – uważa Agnieszka Holland. – I nie godzi się, by zredukowano ją do przezroczystej osoby akceptującej każdą rzeczywistość.

Na festiwalu w Berlinie w 2017 roku Agnieszka Holland dostała za „Pokot” nagrodę Alfreda Bauera za innowacyjność. Bo też rzeczywiście przenosząc na ekran opowieść Tokarczuk grała z widzem. Eksperymentowała, łączyła różne gatunki, malowała rzeczywistość z dystansem. Dramat społeczny mieszała z thrillerem i czarną komedią, realizm z metafizyką, przerysowaniem, nawet baśnią. I ten film wyrywający widza z poczucia bezpieczeństwa, zrobiony w obronie słabszych, ma dziś mocną wymowę polityczną.

„Pokot” nie był pierwszą próbą, w której kino mierzyło się z prozą tej pisarki. W 2003 roku Ryszard Brylski zaadoptował na ekran jej krótkie, zaledwie kilkustronicowe opowiadanie z tomu „Gra na wielu bębenkach”.

Film „Żurek” zaczyna się od sceny w surowym, zimowym krajobrazie. Dwie kobiety idą po torach, starsza niesie otulonego w koc niemowlaka. Młodsza ma tylko piętnaście lat, ale to dziecko z zawiniątka jest jej. Dziewczyna jest trochę dziwna, jakby miała nie po kolei w głowie. Nie sposób z niej wydobyć, kto jest ojcem jej syna. A one idą do pobliskiego miasteczka szukać dla dziecka ojca. Bo zbliża się Nowy Rok, malucha trzeba ochrzcić, a bez ojca przecież nie wypada.

Ryszard Brylski dodał do opowiadania Tokarczuk kilka wątków, dopisał bohaterom przeszłość i mroczną tajemnicę. „Żurek” był opowieścią o polskiej prowincji, odległej o lata świetlne od wielkomiejskiego stylu życia. O świecie, w którym czas się niemal zatrzymał, o ludziach prostych, ale mających swoją godność i dystans do tego, co nieosiągalne i obce. Ten film stał się uniwersalną przypowieścią o ludzkich tęsknotach, o płynnej granicy pomiędzy dobrem a złem, o harcie ducha i poświęceniu. Ale także o tragedii ponad ludzkie siły, z którą trzeba przecież jakoś dać sobie radę.

W zrealizowanej z kolei w 2009 roku w Szkole Wajdy „Arii Divie” Agnieszka Smoczyńska i jej współscenarzysta Robert Bolesto sięgnęli po jej opowiadanie „Ariadna z Naksos”. Opowiedzieli historię dwóch kobiet. Jedna, choć skończyła dwa fakultety, poświęciła karierę dla męża-lekarza i dwóch synów, stając się kurą domową. Druga jest słynną śpiewaczką, osobą niezależną, prowadzącą bujne, ciekawe życie. Poznają się przypadkiem, na klatce schodowej. To spotkanie obudzi w nich tęsknotę, może za tym, co straciły. I wzajemną fascynację.

Dwa lata później po jeden z wątków książki „Bieguni” sięgnął Adam Uryniak robiąc film „Zniknięcie” o mężczyźnie, który próbuje zrozumieć tajemnicę zaginięcia swojej żony.

Niełatwa, pełna dygresji proza Olgi Tokarczuk nie jest łatwa do przenoszenia na ekran. Ale jej niestereotypowość, intelektualna i emocjonalna intensywność jest dla filmowców wyzwaniem. I okazuje się, że tak bardzo polska, tak bardzo lokalna proza – jest ogromnie uniwersalna.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA