fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

M2 Films
Dzisiaj prawdziwy delikates. „Green Book” Petera Farrelly’ego to opowieść o rasizmie w Ameryce lat 60., o świecie pełnym nierówności, ale też o przyjaźni ponad podziałami. Zdobywca trzech Oscarów: dla najlepszego filmu 2018, za scenariusz i rolę Mahershala Ali

Dr Don Shirley, syn emigrantów z Jamajki, był znakomitym kompozytorem i pianistą. Grał muzykę klasyczną, eksperymentował z jazzem. W latach 50. i 60. XX wieku wydał wiele albumów, stał się znaczącą postacią w świecie muzyki, zyskał dużą popularność. Tony Vallelonga przez 12 lat był bramkarzem w nocnym klubie „Copacabana” w Nowym Jorku. Prosty facet z Bronxu zyskał przydomek „Lip” (Warga), bo wygadany i sprytny, zwracał na siebie uwagę gości i niejedno potrafił załatwić. Życie ich zetknęło, gdy Tony stracił pracę, a Don Shirley szukał kierowcy i ochroniarza, który mógłby towarzyszyć mu w czasie koncertów na południu USA.

Oni właśnie są bohaterami filmu Petera Frrelly’ego „Green Book”, którego współscenarzystą jest syn Vallelongi – Nick. Tak naprawdę trudno byłoby znaleźć dwójkę ludzi bardziej do siebie niepasujących. Shirley był Afroamerykaninem, a Vallelonga pochodził ze środowiska gardzącego  „czarnuchami”. Vellalonga miał dużą rodzinę, Shirley był gejem, co w tamtym czasie było piętnowane i nieakceptowane. Vellalonga ledwo wiązał koniec z końcem, Shirley zarabiał znakomicie, mieszkał w luksusowym apartamencie i jeździł Cadillakiem. Vellalonga był typem mięśniaka, facetem prostym i dość prymitywnym, Shirley miał za sobą studia na wydziałach muzycznych i psychologii, był eleganckim, wyrafinowanym inteligentem. Vellalondze nie zamykały się usta, małomówny Shirley wolał z dystansu obserwować świat. A przecież wspólna podróż na Południe, która trwała kilka miesięcy, z każdym dniem coraz bardziej zbliżała ich do siebie. Sprawiała, że pokonywali własne uprzedzenia i niechęci, wyzbywali się wzajemnej pogardy. Uczyli się od siebie nawzajem. Ta konfiguracja rodzi zresztą ogromnie dużo zabawnych sytuacji.

Ale to jest także, a może przede wszystkim film o świecie, w którym silnie zakorzenione były nierówności rasowe. Mistrz fortepianu może zagrać koncert, który wszyscy będą oklaskiwać, ale nie może w tym samym klubie usiąść przy stole, żeby zjeść kolację. A tytułowa Zielona Książka to przewodnik po Stanach, który ukazywał się w latach 1936-66. Oznaczone były w niej hotele, restauracje i sklepy, do których wpuszczani byli Afroamerykanie. Tak naprawdę przestał on być potrzebny dopiero po 1964 roku, gdy prezydent Lyndon Johnson podpisał ustawę o prawach obywatelskich, znoszącą segregację rasową.  

Film Farelly’ego robi ogromne wrażenie. To prawdziwa wirtuoreria reżyserska i wspaniałe kreacje aktorskie dwóch głównych bohaterów – Mahershala Ali oraz Viggo Mortensena. To wnikliwe obserwacje świata, który wciąż jeszcze nie jest tylko wspomnieniem. To inteligetny humor. Przede wszystkim zaś piękna opowieść o pokonywaniu granic, zakopywaniu przedziałów. O człowieczeństwie. Autentyczni bohaterowie „Green Book”   Shirley i Vellalonga przyjaźnili się do końca życia. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA