fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Paul Verhoeven - mistrz prowokacji

ARTE
W swoich filmach pokazuje amoralny świat, którego brak granic wielu fascynuje. Paul Verhoeven potrafi bowiem prowokować.

– Trzy najważniejsze rzeczy na świecie to seks, przemoc i religia – przekonuje Verhoeven. – Nie pokazuję nieprawdy.
Isabelle Huppert uważa, że ten reżyser nie prowokuje dla samej prowokacji, ale po to, by zadać ważne pytania.

 

Prywatnie jest ponoć inny niż jego filmy pełne przemocy i seksu. Urodzony w 1938 roku w Amsterdamie Paul Verhoeven był dzieckiem, gdy przyszła II wojna światowa i tak jak na całym jego pokoleniu, odcisnęła ona mocny ślad. Opowiadał potem, że gdy miał 6 lat, na podwórku na którym się bawił zjawili się Niemcy i postraszyli, że go zabiją. 
Tak naprawdę miał szczęśliwe dzieciństwo jako hołubiony jedynak. Wiele od niego oczekiwano, bo był zdolny. I stał się perfekcjonistą, co w dorosłym życiu nieraz odczuła pracująca z nim na planie filmowa ekipa. Przez rok jako nastolatek mieszkał we Francji i marzył, że zda do szkoły filmowej. Stało się inaczej – wrócił więc do Holandii i podjął studia matematyczne i fizyczne. Zaczął kręcić pierwsze amatorskie filmy z kolegami z wydziału, utwierdzając się w przekonaniu, że to jest właśnie dla niego odpowiednie zajęcie. Wtedy poznał swą przyszłą żonę – Martine. 

Miał 26 lat, gdy dostał pierwszą nagrodę za swój krótkometrażowy film i wstąpił jako filmowiec do Królewskiej Marynarki. Mógł tam kręcić poważniejsze obrazy. Niechciana ciąża jego żony skłoniła go ponoć ku mistycyzmowi – przez kolejnych 20 lat uczestniczył w seminarium teologicznym, choć jest zdeklarowanym ateistą. Potem motyw Jezusa – różnie przetworzony – pojawiał się w jego obrazach. 

Nie stronił od bluźnierstw. Drugi z kolei jego film „Tureckie owoce” nominowany został do Oscara w 1974 roku przynosząc mu także popularność. W kolejnym obrazie pokazał gwałt homoseksualny przełamując kolejną granicę. Wykreowany w filmach niemoralny i cyniczny obraz świata, który działał na widzów jak magnes, choć krytycy nie byli zachwyceni, a fundusze na realizację kolejnych filmów nie płynęły szerokim strumieniem. – Im lepiej ci idzie, tym bardziej ci przeszkadzają – uważa Verhoeven.

Wyjechał do Hollywood, gdzie zasłynął takimi filmami jak „RoboCop” (1987), „Pamięć absolutna” (1990) czy „Nagi instynkt” (1992). Kiedy „Showgirls”, cyniczny obraz Ameryki, w 1996 dostały nominację do Złotej Maliny, czyli nagrody będącej przeciwieństwem Oscarów – reżyser przyszedł na ceremonią, co jest rzadkością. I odebrał nagrodę.

Dokument „Paul Verhoeven - mistrz prowokacji” dostępny na na kanale ARTE do 22 marca:
https://www.arte.tv/pl/videos/064449-000-A/paul-verhoeven-mistrz-prowokacji/

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA