fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Krzysztof Kowalski: Przeklinam, więc jestem

Strajk kobiet w Bydgoszczy
Język jest jedną z najbardziej uchwytnych manifestacji tego, co odczuwamy. Na zdjęciu protest po wyroku TK w Bydgoszczy
Fotorzepa/ Roman Bosiacki
Matylda Damięcka (ze znanej aktorskiej rodziny, siostra aktora Mateusza Damięckiego) napisała „Kołysankę dla hejtera", wykorzystując w niej hasło masowych protestów kobiet po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. Rzeczone hasło to „wypier....ć".

„Proszę, nie mów do mnie mała,
bo ci każę wypierdalać,
jestem duża, myślę sama...”

W „Słowniku etymologicznym języka polskiego" Aleksandra Brücknera (Wiedza Powszechna, Warszawa 1957) na stronie 410 widnieje hasło „pierdolić". Konia z rzędem temu, kto wiedział, że czasownik ten urobiono od wyrazu „pierdoła" oznaczającego pierdzącego starca. „Pierdolić – mówić, pleść, bajać; ludowe powszechne już od XVI wieku, od »pierdoła«, a to od »pierdzieć«...".

Na karcie tytułowej swojego słownika Brückner umieścił motto zaczerpnięte z Norwida:

„I gdy wciąż wszyscy mówią, mało kto się spyta,
jakiż też jest cel słowa, jak słowo się czyta
W sobie samem? I dziejów jego promień cały
Rozejrzeć, mało kto jest ciekawy, zuchwały".

Protestujące kobiety nie są oryginalne, sięgając po ten czasownik. Na przykład jeden z rozdziałów książki Melchiora Wańkowicza „Na tropach Smętka" młodzi adepci dramatopisarstwa poszatkowali na kawałki, złożyli na nowo i opatrzyli tytułem „Pierdol się, Hitlerze" (e-teatr.pl, 2.12.2016).

Wańkowicz, mistrz reportażu, bynajmniej nie przewraca się z tego powodu w grobie. Przecież w książce „Prosto od krowy" (Iskry, Warszawa 1965), pisząc o języku, „broni obywatelstwa dupy w literaturze", oddaje w niej sprawiedliwość „kurwie", przedstawia uniwersalne słowo wytrych (wraz z jego derywatami): opisuje salę w koszarach, gdzie plutonowy uczy żołnierzy rozkładania i składania karabinu, posługując się praktycznie tylko tym słowem wytrychem: to wypierdalamy i wpierdalamy tam, potem to odpierdalamy, ale uważamy, żeby nie spierdolić...

Do dziś znana jest anegdota o tym, jak do warszawskiego Spatifu wtoczył się pijany Jan Himilsbach i już od drzwi wrzasnął: „Inteligencja – wypierdalać!". Na co wstał Gustaw Holoubek i oznajmił: „Nie wiem jak państwo, ale ja wypierdalam" – i wyszedł.

W wywiadzie dla „Newsweeka" (17 grudnia 2011 r.) prof. Jan Miodek powiedział: „Wulgaryzmy są stare jak świat i nie sposób się od nich uwolnić. Są takie sytuacje życiowe, w których jesteśmy bardzo źli, zdenerwowani czy nawet bezradni. Pewne zjawiska są dla nas ekstremalnie negatywne i kiedy do ich wyrażenia brakuje już normalnych słów, wtedy sięgamy po wulgaryzmy".

Dzisiejszy wulgaryzm nie zawsze nim był. Jeszcze w XIX wieku w eleganckich salonach można było usłyszeć: „Co on/ona pierdoli?" – gdy ktoś gadał coś bez sensu. Z czasem czasownik „pierdolić" przybrał nowe znaczenia. Obecnie znajduje zastosowanie w wielu kontekstach i życiowych sytuacjach. Dziś można kogoś „pierdolić", gdy się go lekceważy, można komuś „przypierdolić", czyli dać mu w mordę, można komuś kazać gwałtownie opuścić pomieszczenie, scenę teatralna bądź polityczną, plac sportowy, mówiąc „wypierdalaj", wreszcie „pierdolić" to odbywać stosunek płciowy bez romantycznego entourage'u, etc.

Język jest jedną z najbardziej uchwytnych manifestacji tego, co odczuwamy. Słowa oddają temperaturę emocji. Dlaczego więc od stuleci trwa dyskusja o tym, jak należy mówić, a jak mówić nie należy, skoro słowa płyną prosto z serca? Norbert Elias w tomie „Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu" przytacza dziełko François de Caillieres „Des Mots a la mode, des nouvelles façons de parler" wydane w 1693 roku, w którym rozważany jest problem: „Na jakiej właściwie podstawie orzekają oni [ludzie dworscy], jak należy mówić, a jak nie należy? Jakie są ich kryteria selekcji językowej, polerowania i transformowania tych czy innych zwrotów? Dane słowa, wyrażenia, zwroty są właściwe, ponieważ posługują się nimi oni, elita społeczna, inne zaś są niewłaściwe, ponieważ w takiej formie używają ich warstwy niższe".

Mikołaj Rej nie należał do warstwy niższej, liczony jest w poczet ojców polskojęzycznej literatury, dzieci w szkołach podstawowych dowiadują się o słynnym Rejowym stwierdzeniu, „iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają". Pochodzi ono z tomu zatytułowanego „Figliki", a owych figlików jest 237 (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970). Gdyby dziatwa je czytywała i zapamiętywała, i wplatała je do rozmów, rodzice byliby wzywani do szkół w trybie pilnym w sprawie niewłaściwego zachowania ich latorośli. Oto dowód:

„Panny jednej proszono do księdza biskupa,
siadając podle niego, puściła jej dupa...".

Albo:

„Jakie benedicite, też oremus taki,
kto tym rymom przygani, całuj babę w kłaki".

W wierszyku stanowiącym wstęp do „Figlików" („Ku temu, co czyść będzie ty fraszki") Mikołaj Rej stwierdza (i to też należałoby wtłaczać dziatwie do głów):

„Ale wszak wiesz, miły bracie, na świecie nowego
Nie najdziesz nic, aby przedtym nie bywało tego".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA