fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Konrad Kołodziejski: Kto ucywilizuje Warszawę

Fotorzepa, Robert Gardziński
Mała ustawa reprywatyzacyjna, która – w założeniu – ma przynajmniej częściowo ukrócić proceder zawłaszczania Warszawy przez sitwę spekulantów, została ostatnio skrytykowana w „The New York Times".

We wpływowej gazecie dostało się Trybunałowi Konstytucyjnemu, który nie odrzucił małej reprywatyzacji, czym najwyraźniej srodze rozczarował środowiska żydowskie w USA, domagające się odszkodowań za mienie utracone podczas drugiej wojny światowej przez dalekich powinowatych z Polski.

Wpisując się w modną na Zachodzie narrację, należałoby zapewne uznać, że zarówno twórcy ustawy, jak i sędziowie TK, ignorując żydowskie roszczenia do warszawskich gruntów, dali upust swoim dzikim antysemickim żądzom. Jest to jednak trudne, jeśli weźmie się pod uwagę, że ustawę przygotowała Platforma Obywatelska, a Trybunał – jak do tej pory nas przekonywano – jest przecież ostatnią ostoją demokracji w Polsce. W tym kontekście przestaje więc dziwić, że antypisowskiej opozycji – tak zwykle wyczulonej na krytyczne głosy zagranicznych mediów – tym razem jakoś umknęły zarzuty „NYT".

Złośliwości na bok. Nowa ustawa rzeczywiście ma szansę nieco ukrócić grabież warszawskiego majątku. Jednak powstałych do tej pory ogromnych szkód oraz całkowicie nieuzasadnionych z materialnego punktu widzenia decyzji o „zwrocie majątku" nie poddaje ona żadnej weryfikacji. Inaczej mówiąc, ci, którym przez ostatnie kilkanaście lat udało się uwłaszczyć na wyłudzonych nieruchomościach, mogą spać spokojnie. To błąd.

Trudno tu nie postawić zarzutu politykom i radnym PiS, którzy ostro krytykując ekipę Hanny Gronkiewicz-Waltz, nigdy nie zająknęli się na temat najbardziej skandalicznego procederu, jakim była grabież Warszawy dokonywana przez gangi spekulantów. To tym bardziej dziwne, że środowisko Jarosława Kaczyńskiego wyjątkowo trafnie zdiagnozowało patologie dręczące polską gospodarkę w latach 90. A przecież uwłaszczanie się cwaniaków na warszawskich nieruchomościach było powtórką grabieży publicznego majątku z lat 90., tyle że przeprowadzaną na lokalną skalę.

Tamten proceder został ostatecznie zakończony nie dzięki ustawom, lecz wskutek wejścia Polski do struktur europejskich, co zaowocowało wyparciem nomenklaturowej sitwy przez znacznie sprawniejszy kapitał międzynarodowy i ucywilizowaniem polskiej gospodarki.

Jeśli nie uda się dziś powstrzymać złodziejstwa w Warszawie własnymi siłami, to jutro jedynym ratunkiem będzie reprywatyzacja części nieruchomości na rzecz domniemanych żydowskich spadkobierców z Ameryki i wpuszczenie w ten sposób do Warszawy kapitału, który skutecznie wykosi bezwzględnych gangsterów kupujących roszczenia za bezcen i zastraszających lokatorów.

Warszawiacy może niewiele na tym zyskają (choć raczej nie stracą), za to korzyści wizerunkowe dla Polski byłyby bezcenne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA