fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2016

Euro 2016: Morze, basen i luz

Rowerowy relaks w La Baule
PAP, Bartłomiej Zborowski
W La Baule piłkarze nie narzekają na klasztorne odcięcie od świata. Wprost przeciwnie – mają dużo swobody.

Relacja z La Baule

Zgrupowania drużyn piłkarskich kojarzą się z pobytem w zakonie o zaostrzonej regule. Zamknięte dla osób z zewnątrz hotele, tak ściśle chronione, że przypominają twierdze. Do tego rytm każdego dnia nie tylko skrupulatnie zaplanowany, ale też do bólu powtarzalny.

Kolejne dni zaczynają się zlewać w jeden, a każdy wyłom w tej rutynie traktowany jest jak święto. Czas wolny ogranicza się do siedzenia w pokoju przed telewizorem lub konsolą do gier wideo albo rozmów o niczym w hotelowym lobby.

O ile w trakcie sezonu zgrupowania reprezentacji trwają maksymalnie do dziesięciu podobnych jeden do drugiego niczym bliźnięta dni, o tyle wielki turniej to już kilka tygodni wspólnego pobytu. A przecież wyjazd na każdą imprezę poprzedzony jest jeszcze obozem przygotowawczym.

Piłkarze Adama Nawałki – nie wszyscy, ale zdecydowana większość – przygotowania zaczęli 17 maja od tygodniowego pobytu na luźniejszym zgrupowaniu w Juracie, gdzie mogli przebywać z rodzinami.

Później – z kilkoma dniami przerwy – był pobyt w Arłamowie, następnie wyjazd do Gdańska na mecz z Holandią, do Krakowa na spotkanie z Litwą i wylot do Francji, do La Baule.

To znaczy, że zawodnicy od sześciu tygodni codziennie rano oglądają się na śniadaniu, od ponad 40 dni przed zaśnięciem widzą się na kolacji i setki razy mijają na korytarzach. A jednak Adam Nawałka i na to znalazł receptę, i jest to ważna składowa tego, jak reprezentacja Polski na tym turnieju się prezentuje.

Tak luźnego zgrupowania nie było chyba jeszcze nigdy w historii polskiej piłki. W La Baule mieszkają bliscy piłkarzy, do niektórych zawodników przyjechały żony z dziećmi, narzeczone czy dziewczyny. Piłkarze w wolnym czasie mają najbliższych na wyciągnięcie ręki. Do tego hotel Hermitage – położony nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, wszyscy zawodnicy mieszkają w pokojach z widokiem na plażę – jest otwarty. Każdy może do niego wejść – ściśle pilnowane są tylko piętro czwarte i piąte, na które nikt spoza ekipy nie ma wstępu. Nawet Anna Lewandowska.

Co jednak ważniejsze – w hotelu nie obowiązuje ruch jednostronny. To znaczy, że nie tylko każdy może do piłkarzy wejść, ale i zawodnicy mogą – oczywiście gdy nie mają żadnych zajęć – z niego w każdej chwili wyjść. Nie ma obrazków tak dobrze znanych z historii polskiej piłki, że piłkarze muszą wymykać się oknami, pod osłoną nocy, a w hallu hotelowym siedzą oddelegowani przez trenera członkowie sztabu, którym wydaje się, że pilnują porządku.

Adam Nawałka zna z autopsji klasyczną polską szkołę trenerską, która ze zgrupowania reprezentacji nakazywała robić zamknięty obóz, a piłkarze po kilku tygodniach nie wytrzymywali już z nudów i zaczynali skakać sobie albo wyimaginowanym wrogom – często byli to dziennikarze – do oczu.

W 1978 roku podczas mundialu w Argentynie Jacek Gmoch przedziwnie zagospodarował czas swoim piłkarzom – w tym obecnemu selekcjonerowi, a także obecnemu szefowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi. Kadra mieszkała w Rosario, ale całe dnie spędzała w ośrodku pod miastem – Jockey Clubie. Piłkarze nawet nie mieli gdzie się zdrzemnąć w czasie dnia, dopiero wieczorem wracali autokarem do hotelu.

Surowe zakazy wywołują w piłkarzach zazwyczaj tylko chęć ich łamania – dla zasady. Andrzej Iwan wspominał, jak wymykali się z Nawałką z hotelu, byle pochodzić trochę po ulicach miasta, by napić się kawy (w przypadku Nawałki, Iwan chodził raczej na piwo), zrzucić chociaż na chwilę reprezentacyjne dresy.

Kontakt z rodziną – na co oczywiście wpływ miały przede wszystkim zupełnie inne czasy – odbywał się przez łącze satelitarne, którym dysponowała telewizja. Piłkarze zapisywali się więc do kolejki, by chociaż przez chwilę porozmawiać z żonami czy dziećmi.

Legendy też krążą o wypadach Kazimierza Deyny nocą podczas mistrzostw świata w 1974 roku  w Niemczech.

Ale zamknięte zgrupowania to nie tylko melodia bardzo odległej przeszłości. W 2002 roku piłkarze swoje frustracje w Korei wyładowywali w trakcie całkowicie otwartej wojny z dziennikarzami.

W poniedziałek w La Baule piłkarze znów mieli cały dzień wolny. Część drużyny w cywilnych ubraniach pojechała na obiad (ten w hotelu nie był obowiązkowy) z rodzinami do Saint Nazaire, inni poszli pograć w golfa, jeszcze inni zostali na hotelowym basenie. Na razie taka luźna formuła zgrupowania doskonale się sprawdza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA