fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Henryka Bochniarz: Pytania bez odpowiedzi

Fotorzepa, Robert Gardziński
Szkoda byłoby zmarnować ten kryzys. Jak każdy, może i powinien być szansą budowy czegoś na miarę starych i nowych wyzwań.

Mimo odmrażania gospodarki nadal żyjemy w ogromnej niepewności. Jak podaje WHO dwa razy więcej państw notuje wzrost zachorowań związanych z pandemią niż spadek. W Polsce mamy dwukrotnie więcej nowych przypadków niż poprzednich tygodniach. To nie tylko efekt dużych ognisk zakażeń, ale także większej liczby testów. Teraz odpowiedzialnością za nawrót pandemii w Polsce obarcza się niezdyscyplinowne społeczeństwo. Enigmatycznie mówi się o możliwości powrotu do restrykcji i ograniczeń, choć nie ma być to lockdown. Bitwa z pandemią nie jest wygrana, wręcz przeciwnie trwa.

Nie wiemy czy będzie druga fala zakażeń, nie wiemy czy zachorowanie zwiększa odporność, nie wiemy kiedy będzie szczepionka. Jedno co wiemy: pandemia trwale zmienia nasze życie społeczne, polityczne i gospodarcze.

Musimy zbudować nowy ład. Następuje koniec epoki, dotychczasowe recepty przestają działać. To, co do niedawna było projekcją przyszłości, właśnie się wydarzyło lub się wydarza. Pewne odpowiedzi już się zarysowały, widać to szczególnie dobitnie w sferze gospodarki. Dotyczą: zmian na rynku pracy, zmian w strukturze gospodarki, nierówności między krajami i regionami, zmiany sieci dostaw, zwiększenia roli państwa, deglobalizacji czy przyspieszonej digitalizacji.

Rynek pracy

Kryzys i lockdown sprawiły, że de facto wracamy do spraw już wcześniej dyskutowanych, a których rozwiązanie odkładaliśmy na przyszłość. Zdalna praca, choć już z różnymi wątpliwościami stosowana, nagle stała się zbawieniem dla rynku pracy. Nastąpiła rewolucja! Okazało się, że w ciągu kilku dni można zupełnie zmienić dotychczasową organizację pracy. Zależnie od struktury gospodarki krajów, wdrażanie zdalnej pracy jest różne. Według danych OECD w Grecji, Hiszpanii ok. 30 proc. pracy może być wykonywane zdalnie, w Wielkiej Brytanii i USA ponad 40 proc. Twitter pozwoli na to całej załodze, Facebook połowie. Według krajowych sondaży 80 proc. respondentów stanowczo opowiada się za takim modelem pracy, gdy tylko jest to możliwe, choć większość wybrałaby model hybrydowy. To oznacza, że nie będzie już powrotu do dotychczasowego modelu: z biurami, z biurkami, z godzinami od do, z listami obecności, itp.

Doświadczenia pracy zdalnej są dobre i złe. Te na plus to: zdecydowanie większa efektywność, możliwość elastycznego zarządzania czasem, ograniczenie dojazdów do pracy, zmniejszenie kosztów pracy, dyscyplina spotkań, konkluzywność spotkań. Na minus: mniejsze możliwości kontroli pracowników, gorszy start dla młodych pracowników, którzy wymagają mentoringu, mniejsza kreatywność, większe nierówności między pracownikami, bo młodzi mają zwykle gorsze warunki mieszkaniowe, mniejsze poczucie wspólnoty. Jest jeszcze jeden skutek: zmniejszenie popytu na powierzchnie biurowe. Dla inwestujących to zła wiadomość, dla środowiska i rozrastającej się infrastruktury – lepsza.

Nowy system pracy stawia przed pracodawcami i pracownikami nowe wyzwania: jak rozliczać koszty ubezpieczenia, telefonów, drukarek, energii, czynszów, jaka będzie reprezentacja pracowników, czy jest miejsce dla związków zawodowych, jak budować wspólnotę i markę firmy. To także, dziś już wyraźnie sygnalizowane przez pracujących zdalnie, zagrożenie pomieszania, a nawet wręcz przenikania życia zawodowego i prywatnego, z trudno przewidywalnymi konsekwencjami. Lista pytań z tym związanych jest długa: jak praca zdalna zmienia regulacje kodeksowe i podatkowe, jak mają wyglądać umowy o pracę, a może kontrakty, jak ma wyglądać zabezpieczenie społeczne osób pracujących zdalnie, którzy chcą zachować obecne regulacje kodeksowe, co przepisami bhp, ppoż, wypadkami w pracy, jak gwarantować bezpieczeństwo danych, skoro pracownik musi mieć zdalny dostęp do firmowej chmury, jak wynagradzać pracujących zdalnie, skoro są efektywniejsi od pracujących w biurze, pamiętając jednak, że ci ostatni tracą siły i czas na dojazdy. Na wszystkie te i inne pytania musimy szybko znać odpowiedź, skoro to już nie jest nasza przyszłość a teraźniejszość! I to jest najpilniejsze zadanie dla Rady Dialogu Społecznego!

Pytanie co stanie się z miastami, które dziś przyciągają ludzi jako centra pracy, kultury, edukacji szansy na rozwój, centrów usług publicznych? Jak będzie się musiał zmienić transport publiczny? Zamiast centralizacji życia w miastach – decentralizacja. I to się już dzieje. Firmy wprowadzają na stałe pracę zdalną, np.: Pewnie skończy się w wielu miejscach na modelu hybrydowym, ale „stare" już nie wróci.

Większe nierówności

Według badań „The Economist", przy dobrej koniunkturze tempa wzrostu PKB zbliżają się, a w recesji różnice się powiększają. Podobnie będzie teraz. W wielu krajach rozwijających się lockdown i inne restrykcje były takie jak w krajach rozwiniętych. Za to pakiety antykryzysowe - zupełnie różne. Przeciętnie, kraje bogate wydają na walkę ze skutkami pandemii ok. 8 proc. PKB, a kraje rozwijające się 0,8 proc. PKB.

Między krajami bogatymi też są ogromne różnice. Niemcy wydały dotychczas 25 proc. swojego PKB na pakiety wsparcia, w tym na samo ratowanie biura turystyki TUI - 2 mld euro, a na wsparcie Lufthansy 7 mld euro. Francja 18 proc. PKB. USA na dofinansowanie linii lotniczych wydały 50 mld dolarów.

Oprócz skali pomocy istotna jest również efektywność aparatu administracyjnego, stopień zaufania do obywateli i firm, które pozwala na szybkie uruchomienie pomocy.

Nie bez znaczenia jest też struktura gospodarki. W Grecji ok. 20 proc. PKB, a w niektórych regionach nawet 90 proc., pochodzi z turystyki. To 25 proc. rynku pracy! Zamknięcie granic ma więc dużo bardziej negatywny wpływ niż w krajach o zróżnicowanej strukturze gospodarki.

Podobny problem mają gospodarki uzależnione od eksportu, np. Słowacja, gdzie eksport to 96 proc. PKB, czy Węgry z 85-proc. udziałem eksportu w PKB.

Dobrze, że UE przygotowuje pakiet pomocy dla krajów członkowskich blisko 750 mld euro, co z jednej strony, pozwoli krajom wewnątrz wspólnoty najbardziej dotkniętym epidemią lepiej wyjść z kryzysu i zmniejszyć nierówności między krajami członkowskimi, z drugiej zakłóci reguły konkurencyjności. Kluczowa będzie efektywność unijnej pomocy, dlatego Komisja Europejska musi ściśle monitorować charakter i celowość współfinansowanych projektów, by istotnie zmieniały strukturę gospodarek krajów członkowskich, zgodnie z założeniami Zielonego Ładu, a nie petryfikowały obecnej. Nie możemy ratować tego, co i tak powinno się skończyć, lecz inwestować w nowe!

Zmiany w strukturze gospodarki

Kto zyskał, kto stracił? Patrząc z perspektywy branż, do największych przegranych na pewno należy motoryzacja, przemysł lotniczy, energetyka i sektor finansowy. Szczególnie przemysł motoryzacyjny, który miał kłopoty jeszcze przed pandemią, stoi przed ogromnymi wyzwaniami. Produkcja w Europie spadła o 50-70 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Znaczna część z ok. 10 mln zatrudnionych w tym sektorze musi się liczyć ze spadkiem wynagrodzeń i zwolnieniami. Można też oczekiwać dalszej konsolidacji, czego przykładem jest długo oczekiwane połączenie Nissana i Renault. Spadek cen akcji firm motoryzacyjnych będzie zwiększał zainteresowanie przejęciami tych firm, skoro np. akcje Daimlera kosztują obecnie połowę tego, co płacił Geely, kiedy w 2018 roku kupował 10 proc. akcji. Nic więc dziwnego, że poszczególne kraje wprowadzają restrykcje w przejmowaniu firm europejskich przez firmy spoza Unii.

Wielkim wygranym są firmy technologiczne. Nastąpił ogromny wzrost popytu na ich produkty. Ocenia się, że Alphabet, Amazon, Apple, Microsoft i Facebook dysponują obecnie gotówką ponad 570 mld dol. Można oczekiwać, że, wykorzystując swoją silną pozycję, wielka piątka będzie agresywnie realizowała proces konsolidacyjny. Jednocześnie, i to jest istotny problem, system regulacyjny nie jest przygotowany do walki z tak wielkimi, globalnymi korporacjami, które, niestety, wielokrotnie udowodniły, że potrafią wykorzystywać swoją dominującą pozycję, niekoniecznie zgodnie z regułami odpowiedzialnego biznesu. Naruszanie polityki prywatności, wykorzystywanie cudzych treści, nieuczciwe traktowanie konkurencji - to tylko część ich praktyk, z którymi ani poszczególne rządy, ani organizacje międzynarodowe sobie nie radzą. Jednocześnie, wielkie firmy technologiczne stają się tak samo ważne i nieodzowne jak te, zarządzające wodą czy energią. Dobitnie pokazał to czas lockdown. Odpowiedni system regulacji staje się kluczowy dla przyszłości świata.

Nie unikajmy globalizacji, tylko na nowo ją zdefiniujmy

Kryzys spowodowany koronawirusem uświadomił kruchość obecnego ładu globalnego nie tylko w sferze politycznej czy gospodarczej, ale przede wszystkim w sferze bezpieczeństwa, niezależności państw czy kontynentów, społeczeństw, minimalnych zasobów. Dodatkowo, wydarzył się w momencie, kiedy świat zdał sobie sprawę z zagrożeń klimatycznych, środowiskowych, spowodowanych lekceważeniem praw natury i pędem do niczym nieograniczonego wzrostu produkcji i konsumpcji. Globalizacja, choć bezsprzecznie stała się silnym impulsem rozwojowym, wzmagając konkurencję międzynarodową, uruchomiła jednocześnie nowego rodzaju kolonializm gospodarczy. Idea wolnego handlu objęła nowe rejony globu, ale nie zapewniła zrównoważonych zysków wszystkim stronom. Kryzysy migracyjne są tego efektem, a bogatsza część globu odgradza się murami w obawie przed utratą swojego standardu życia i wartości.

Koronawirus pokazał, że katastrofy, epidemie lokalne czy regionalne szybko przeradzają się w globalne. Sposoby reakcji na owe zagrożenia nie są zharmonizowane, nie ma globalnych sztabów antykryzysowych, a wpływ takich instytucji jak WHO czy ONZ jest nader ograniczony. Świat nie przeżył jeszcze kryzysu spowodowanego globalnym cyberatakiem, który grozi katastrofą przede wszystkim krajom wysoko rozwiniętym i rozwiniętym, ich infrastrukturze krytycznej, finansowej, obronnej itd., i, co gorsza, nie jesteśmy na taki kryzys przygotowani. Istotne też staje się uzależnienie technologiczne: globalne centra zarządzania, magazyny danych, centra obliczeniowe itp., z pewnością mają backupy, ale pytanie czy wystarczające. Globalna centralizacja może się okazać mniej odporna na kryzys niż struktury rozproszone.

A jednak globalizacja jest niezbędna. Nie możemy wrócić do granic, podziałów, samowystarczalności, gdy globalne problemy wymagają globalnej współpracy. Trzeba teraz na nowo ją zdefiniować, wzbogacając o elementy, na ile to możliwe, krytycznej niezależności od zasobów, niezbędnych potrzeb, koniecznych rezerw i chęci wspierania rozwoju regionów biednych i zacofanych.

Odpowiedzialność państw

Kryzys, szczególnie tak silny, w sposób naturalny powoduje, że szukamy bezpieczeństwa i wsparcia w instytucjach, które są za to odpowiedzialne. Dotyczy to zarówno obywateli jak i firm. Jeżeli wprowadzane jest zamknięcie lub znaczące ograniczenie całej gospodarki oczekujemy, że państwo i jego instytucje wezmą na siebie odpowiedzialność za wspieranie tych, którzy zostali dotknięci restrykcjami. Jeżeli wprowadzają ograniczenia praw obywatelskich to czynią to z poszanowaniem prawa.

Mądrzy i odpowiedzialni politycy, którzy potrafią korzystać z nadzwyczajnej władzy we właściwy sposób, stopniowo wycofują swoje nadzwyczajne uprawnienia. W wielu krajach pandemia stała się, niestety, powodem do radykalnego ograniczenia praw obywatelskich i wartości demokratycznych.

Tak jak kryzys związany z Covid-19 był weryfikatorem sprawności państwa i stopnia zaufania między obywatelami i władzą, tak teraz wychodzenie z kryzysu będzie sprawdzianem, na ile rządzący potrafią się sami ograniczać w stosowaniu instrumentów, które niszczą demokratyczny porządek.

Niepokojące są też próby wykorzystywania słabości sektora prywatnego i przejmowania firm oraz nacjonalizacji gospodarki rynkowej. Szczególnie widoczne jest to w krajach Europy Środkowej, które pamiętają gospodarkę państwową. Dziś podejmują decyzje o powrocie do takiego modelu tworząc narodowe czempiony, które zarządzane politycznie, dramatycznie dołują na giełdach, a kolejne państwowe przejęcia tylko to pogłębiają. Dość kabaretowo wygląda kolejny pomysł tworzenia państwowej sieci sklepów spożywczych. Nie na tym polega rola państwa!

Po kryzysie 2006-2008 wiele rządów nie odpowiedziało na wyzwanie, które kryzys finansowy spowodował. Efektem była rosnąca fala populizmów, której skutki do dzisiaj możemy obserwować. Miejmy nadzieję, że obecny kryzys nie będzie powtórką poprzedniego. Szkoda byłoby zmarnować ten kryzys. Jak każdy, może i powinien być szansą zbudowania czegoś nowego na miarę starych i kolejnych wyzwań.

Dr Henryka Bochniarz jest przewodniczącą Rady Głównej Konfederacji Lewiatan i wiceprezydentem BusinessEurope

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA