fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Inwazja obcych gatunków

Handel pochodzącym z Ameryki Północnej żółwiem malowanym (Chrysemys picta), należącym do rodziny żółwi błotnych, został zakazany w Unii Europejskiej ze względu na zagrożenie dla rodzimych gatunków europejskich
shutterstock
Krokodyl na Mazurach, kobry królewskie na krakowskich Plantach czy szopy pracze w zielonogórskich lasach? Choć brzmi to niewiarygodnie, to zaledwie początek długiej listy gatunków inwazyjnych zagrażających naszej przyrodzie.

Rok temu siedmioletni chłopiec z Poznania trafił do szpitala z nietypowymi poparzeniami. Maluch bawił się przed domem. W pewnym momencie przewrócił się i wpadł w chaszcze oddzielające podwórko od sąsiedniego domu. Następnego dnia na skórze chłopca pojawiły się swędzące bąble i ślady jakby po poparzeniach. Miał też kłopoty z oddychaniem, więc został zabrany do szpitala. Okazało się, że podczas zabawy wpadł na wielką roślinę rosnącą w gąszczu innych. Był to barszcz Sosnowskiego, groźna roślina zielna z rodziny selerowatych.

Gatunek ten został sprowadzony do Europy środkowej i wschodniej w 1947 roku z ZSRR jako bardzo wydajna roślina pastewna, miododajna, ozdobna i lecznicza. Okazało się jednak, że wśród uprawiających ją rolników coraz częściej zaczęły się zdarzać przypadki poparzeń i duszności. Dopiero ponad dwie dekady później uznano, że barszcz Sosnowskiego stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Zakazano uprawy tej rośliny i nakazano jej wyniszczenie. W latach 90. Rosjanie nazwali barszcz Sosnowskiego „zemstą Stalina" , bowiem to on nakazał sprowadzić ją z Kaukazu do Rosji.

Barszcz Sosnowskiego otwiera listę blisko 1,5 tysiąca gatunków roślinnych i zwierzęcych, które stanowią potencjalne zagrożenie dla polskiego ekosystemu.

Niepozorny intruz

Do najbardziej inwazyjnych gatunków IAS (ang. invasive alien species) należy niepozorny niecierpek drobnokwiatowy (Impatiens parviflora), roślina pochodzenia azjatyckiego, która rozsiała się z europejskich ogrodów botanicznych. Przez to, że wymaga gleby żyznej i zajmuje stanowiska zacienione, skutecznie wypiera rodzime gatunki roślin wymagające tych samych warunków. Niecierpek drobnokwiatowy bezlitośnie zmienia krajobraz parków miejskich i lasów liściastych.

Podobnie nieubłagana jest robinia akacjowa (Robinia pseudoacacia), pochodzący ze wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej gatunek drzew z rodziny motylkowatych, który coraz bardziej agresywnie i samorzutnie rozprzestrzenia się w Polsce, zmieniając krajobraz widnych lasów i zadrzewionych pól. Mimo że jest rośliną miododajną i leczniczą, uznaje się ją za roślinę silnie trującą, ze zmiennym natężeniem związków trujących.

Robinia, czasami błędnie nazywana akacją, jest często traktowana jako piękne drzewo stanowiące ozdobę parków i ogrodów. Jest to jednak roślina zdradliwa. Kiedy jego korona kusi nas pięknem swoich kwiatów, to pod ziemią dzieją się rzeczy jak z prawdziwego horroru. Korzenie robinii rozrastają się w tempie 1–2 metrów rocznie, zajmując po kilkudziesięciu latach naprawdę ogromne powierzchnie, na których brutalnie pilnują swojego monopolu pod murawą.

Kosztowny problem

Wybierając do swojego ogrodu drzewa lub krzewy ozdobne uznane za gatunki inwazyjne, narażamy środowisko naturalne naszego kraju na niekorzystne zmiany, a siebie samych na konsekwencje prawne. Często działkowicze dzielą się sadzonkami, odrostami lub nasionami roślin obcego pochodzenia, nie mając przy tym świadomości, że rośliny te stanowią zagrożenie dla naszego ekosystemu. Tymczasem ustawa o ochronie przyrody przewiduje, że każdy, kto posiada bez odpowiedniego zezwolenia żywe okazy roślin i zwierząt wpisanych na listę gatunków inwazyjnych, popełnia wykroczenie zagrożone karą aresztu lub grzywny.

Należy też pamiętać, że od 2014 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej (UE) Nr 1143/2014 w sprawie działań zapobiegawczych wobec rozprzestrzeniania IAS.

Także gospodarka odczuwa wtargnięcie do naszego środowiska naturalnego intruzów. Uprawa inwazyjnych gatunków roślin powoduje szkody w uprawach rolnych i sadownictwie. Import lub nielegalna hodowla zwierząt uznanych za inwazyjne przyczynia się do rozprzestrzeniania chorób zwierząt hodowlanych. Pasożyty przenoszone przez zwierzęta egzotyczne mogą zagrażać bezpośrednio życiu ludzi.

Na całym świecie straty powodowane przez IAS, sięgające półtora biliona dolarów rocznie, w samej Unii Europejskiej kosztują nas 12 mld euro.

Nieodpowiedzialni hodowcy

Polskie kasztanowce białe, niegdyś sprowadzone znad Morza Śródziemnego przez króla Stefana Batorego, od czterech wieków pięknie zdobiące nasze parki i ogrody, są dzisiaj niszczone przez niepozornego zabójcę. Jest nim malutki, bo mający zaledwie 3 mm długości motyl – szrotówek kasztanowcowiaczek (Cameraria ohridella). To pochodzące z Himalajów maleństwo jest w rzeczywistości prawdziwą bestią, której gąsienice zjadają miękisz drzew doprowadzając je do śmierci z odwodnienia.

IAS zagrażają różnym obszarom środowiskowym Polski. W sierpniu 2017 r., w wyniku podniesienia się poziomu wody w Grabowej, z hodowli w Jeżyczkach uciekło do Bałtyku 50 tys. jesiotrów syberyjskich i rosyjskich. Stanowią one bezpośrednie zagrożenie dla istnienia reintrodukowanego od 2006 roku jesiotra ostronosego.

Prawdziwą zmorą obrońców środowiska naturalnego są nieodpowiedzialni hodowcy, którzy nielegalnie rozmnażają gatunki wymagające zezwolenia MŚ. Przez nich do naszych lasów i parków trafiają chrząszcze i biedronki azjatyckie, żółwie żółto- i czerwonolice, bobry kanadyjskie, jelenie wirginijskie, drapieżne mangusty czy nawet szopy pracze.

Jak groźne jest wypuszczanie zwierząt hodowlanych do lasów, świadczy fakt, że w ciągu ostatnich trzech wieków gatunki inwazyjne spowodowały zagładę 40 proc. naszej rodzimej fauny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA