fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Gimnazja do reformy

123RF
Większość nauczycieli uważa, że trzeba zmieniać, a nie likwidować ten typ szkół – wynika z badań.

Obecny rząd zapowiedział likwidację gimnazjów i powrót do poprzedniego modelu edukacji, który miałby polegać na zasadzie: trzy razy cztery klasy. Czyli ośmioletnia podstawówka podzielona na dwa etapy i dalsza nauka w czteroletniej szkole średniej.

Jednak środowisko nauczycielskie – jak wynika z badania, którego wyniki poznała „Rzeczpospolita" – jest zdecydowanie przeciwne pomysłom likwidacji gimnazjów. Uważa, że ten szczebel szkół należy zostawić, ale gruntownie go zreformować.

Badanie, które przeprowadził Zakład Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Akademii Humanistycznej w Pułtusku, objęło 692 nauczycieli, pedagogów, psychologów i 179 dyrektorów gimnazjów z sześciu województw.

Problemy wychowawcze związane ze skupieniem rzeszy nastolatków w wieku dorastania są jednym z głównych argumentów za rezygnacją z gimnazjów. Szkoły te są postrzegane jako siedlisko przemocy, choć częściej dotyczy ona podstawówek.

Rzeczywiście prawie połowa badanych przyznaje, że w ostatnich dziesięciu latach w gimnazjach nastąpił wzrost problemów edukacyjno-wychowawczych nastolatków. Ponad dwie trzecie wskazało na malejącą kulturę zachowań uczniów, niższą aktywność rodziców i nieefektywną współpracę z nimi. Więcej niż co drugi nauczyciel jako problem wskazał m.in. zbyt liczne klasy i złą organizację szkół. Co trzeci – nieadekwatne programy edukacyjne. O agresji uczniów mówił tylko co dziewiąty. „Kluczowe znaczenie mają problemy zewnętrzne, nieleżące bezpośrednio w kompetencji placówki oświatowej" – to jeden z wniosków.

Jednak środowisko nauczycielskie uważa, że rozwiązaniem tych problemów będzie reforma, a nie likwidacja gimnazjów – opowiada się za tym ponad połowa badanych. Najwięcej, bo 41 proc., badanych chciałoby wraz z reformą nowego modelu edukacji: sześciu lat szkoły podstawowej, trzech lat gimnazjum i czteroletniej szkoły ponadgimnazjalnej. Z kolei 12 proc. chce reformy, ale w obecnym modelu.

Zwolenników całkowitej likwidacji gimnazjów jest 23 proc. Jako najważniejsze postulaty nauczyciele wskazują zmniejszenie klas do 16–18 uczniów (za tym jest 81 proc. z nich).

„Kluczowym błędem było zgromadzenie adolescentów w jednej przestrzeni, bez reformy strukturalnej" – to kolejny wniosek z sondażu.

– Niesłychanie trudno opanować 35 nastolatków, których rozpiera energia. Liczebność klas rozdęto do granic możliwości – przyznaje jeden z nauczycieli stołecznego gimnazjum.

– W gimnazjach są dzieci w okresie dojrzewania, gdy ma miejsce burza hormonalna. Będą mogły wyładować adrenalinę, jeśli będzie lepsze wykorzystanie Orlików czy nowoczesne kółka zainteresowań – tłumaczy prof. Mariusz Jędrzejko, autor badań.

Aż 78 proc. nauczycieli twierdzi, że trzeba zmienić model oceniania szkół i odejść od kryterium zdawalności, a 62 proc. – że trzeba zwiększyć programy autorskie.

Ponad połowa wskazuje, że dramatycznie brak pedagogów i psychologów. – Dziś w gimnazjach jeden pedagog przypada na 400 uczniów, jeden psycholog – na 700 – potwierdza Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Nauczyciele uważają, że z obecnych gimnazjów wychodzi znaczący odsetek uczniów niewyedukowanych i niegotowych do tego emocjonalnie.

– Gimnazja mają dobre wyniki edukacyjne, co potwierdzają międzynarodowe badania PISA. Są dzisiaj najbardziej nowoczesnymi polskimi szkołami, włożono w nie miliony złotych. Problemem jest to, że szkoła została sama, na nią przerzucono cały ciężar odpowiedzialności, dom rodzinny odgrywa mniejszą rolę – mówi Sławomir Broniarz.

- Problemy wychowawcze w gimnazjach można łatwo rozwiązać. Trzeba zmniejszyć klasy, zwiększyć programy autorskie i lekcje w-f, oraz wzmocnić oddziaływanie pedagogiczne – przekonuje prof. Mariusz Jędrzejko.

Z sondażu wynika, że cyfryzacja polskiej szkoły to wciąż fikcja i wcale nie przez brak komputerów – problem jest z nauczycielami. Część z nich – głównie starszego i średniego pokolenia – boi się technologii cyfrowych. 56 proc. nauczycieli mówi, że słabo lub bardzo słabo potrafi posługiwać się komputerem czy tabletem. Tylko co czwartemu nie sprawiają problemów.

Ponad połowa nauczycieli przyznała, że nigdy nie wykorzystuje internetu na lekcji, a jedna czwarta robi to rzadko. Tylko co piąty, prowadząc lekcję, urozmaica ją, korzystając z internetu.

– Nie ściągają ciekawostek, a powinni wchodzić na strony np. Centrum Kopernika Omawiając góry Kaukazu i oceany, powinni pokazać filmy, które są w sieci. Technika cyfrowa może bardzo pomóc w nauce, a dzieci zdecydowanie wyprzedziły nauczycieli w świecie cyfrowym – zauważa prof. Jędrzejko.

Trzem poprzednim ministrom edukacji środowisko nauczycielskie wystawia druzgocącą ocenę – w skali od 1 do 10 Katarzyna Hall otrzymała 3,7, Krystyna Szumilas – 2,9, a Joanna Kluzik-Rostkowska – 2,2 pkt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA