fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Nauka jesienią - zadecydują dyrektorzy szkół

W nowym roku nauka w szkole co do zasady ma być stacjonarna
Reporter
O przejściu na naukę online od września będą decydowali dyrektorzy placówek.

Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, by dyrektor szkoły sam decydował o tym, czy nauka będzie odbywała się w trybie stacjonarnym czy online. Jeśli stwierdzi, że sytuacja staje się niebezpieczna, będzie mógł zamknąć szkołę.

„Pracujemy nad odpowiednimi regulacjami prawnymi. Gdyby pojawiło się ognisko epidemii czy realne zagrożenie dla zdrowia uczniów i nauczycieli, chcemy, aby dyrektor po zasięgnięciu opinii GIS mógł szybko zareagować. Ważna jest także rola kuratora" – podało na Twitterze Ministerstwo Edukacji Narodowej, cytując szefa resortu edukacji Dariusza Piontkowskiego.

Środowisko podzielone

Co do zasady od września lekcje mają odbywać się w systemie stacjonarnym.

– Wszyscy zgodzimy się z tym, że nawet najlepsze i najnowocześniejsze technologie nie zastąpią bezpośredniego kontaktu i nie stworzą przestrzeni do nawiązywania relacji i budowania więzi, które powstają w szkolnych murach – mówi „Rz" Anna Ostrowska, rzeczniczka resortu edukacji.

Deklaracja ministerstwa wywołała w środowisku nauczycielskim mieszane uczucia.

– Co do zasady jest to rozwiązanie dobre. I cieszymy się z rozszerzenia autonomii dyrektorów szkół, bo od dawna nam na tym zależało – mówi Marek Pleśniar, ekspert Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Z regulacją tą wiążą się jednak pewne ryzyka. Wszystko zależy od szczegółowych wytycznych, które powinien przygotować GIS. Byśmy wiedzieli, czy zamknięcie szkoły rozważać przy jednym chorym dziecku czy może już wtedy, gdy trafi ono na kwarantannę, bo miało kontakt z osobą zakażoną – dodaje.

Pleśniar zwraca uwagę, że te przepisy mogą być także wykorzystywane przeciwko dyrektorom. – To jest też przerzucenie całej odpowiedzialności na dyrektorów. Niezadowolonym rodzicom minister zawsze będzie mógł powiedzieć, że zamknięcie szkoły to nie była jego decyzja – mówi Pleśniar.

To sprytne rozwiązanie, biorąc pod uwagę fakt, że pod koniec roku szkolnego, wraz z luzowaniem gospodarki i zasad życia społecznego, rosło oczekiwanie rodziców, na których spadł ciężar edukacji dzieci, by jak najszybciej wrócić do tradycyjnego nauczania.

Z pomysłu poszerzenia autonomii dyrektora szkoły nie jest zadowolony Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie. – Trudno jest cieszyć się z dodatkowych uprawnień w zakresie, w którym nie mam kompetencji – mówi Pytlak.

– Trudno mi też liczyć w tym zakresie na wsparcie kuratorium, które także nie zna się na epidemiologii – dodaje.

Sceptyczny wobec nowej władzy dyrektora jest także prof. Włodzimierz Gut, wirusolog i doradca głównego inspektora sanitarnego. – Z pojawieniem się każdego przypadku koronawirusa wiąże się postępowanie prowadzone przez sanepid. Dopiero na tej podstawie inspektorzy wiedzą, jaki jest poziom zagrożenia. Dyrektorzy takiej wiedzy nie mają – tłumaczy. Jak dodaje, zamknięcie szkół jest tylko jednym z elementów walki z zagrożeniami w szkole. – Nie w każdym przypadku trzeba zamykać placówkę – dodaje.

Druga fala

Przygotowanie strategii na jesień jest jednak konieczne z uwagi na to, że liczba zakażeń nie spada – w ostatnich dniach oscyluje wokół 400 przypadków dziennie. W środę było to 380, najwięcej w województwach śląskim – 113, małopolskim – 50 i mazowieckim – 46. – Pracujemy nad udoskonaleniem narzędzi online do nauki zdalnej, tak aby nauczyciele i dyrektorzy mogli korzystać z tych rozwiązań tak jak dotychczas, jako uzupełnienia metod pracy – zapewnia Anna Ostrowska.

Wszystko wskazuje na to, że jesienią czeka nas druga, być może silniejsza fala koronawirusa. Tym bardziej że pokryje się ona z jesienną falą zachorowań na grypę i choroby grypopochodne, na które rocznie zapada około 4 mln Polaków.

W Ministerstwie Zdrowia został powołany specjalny zespół, który do końca wakacji ma przygotować jesienną strategię walki z koronawirusem – przede wszystkim sposób odróżnienia grypy od Covid-19. Ponadto przy Narodowym Funduszu Zdrowia powstał już zespół, który ma opracować plan powiększenia listy szpitali jednoimiennych albo wydzielenia oddziałów dla chorych z objawami grypy lub koronawirusa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA