fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Obowiązek szkolny mimo pandemii

Adobe Stock
Jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych u dziecka czy innych członków rodziny, zatrzymanie ucznia w domu od 1 września w obawie przed zakażeniem stanowi naruszenie obowiązku szkolnego – wynika z odpowiedzi MEN dla „Rzeczpospolitej".

W związku z rozpoczęciem roku szkolnego setki tysięcy pracowników-rodziców zatrudnionych zdalnie, by przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się epidemii, może zostać zarażonych przez własne dzieci wracające ze szkoły. A że prawdopodobieństwo jest bardzo wysokie, wskazują prognozy naukowców z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego Polskiej Akademii Nauk, zalecających daleko idącą ostrożność podczas powrotu dzieci do szkół.

Zapytaliśmy więc Ministerstwo Edukacji Narodowej, czy rodzic może zatrzymać dziecko w domu, by przeczekać pierwsze tygodnie roku szkolnego, obserwując sytuację epidemiczną w szkołach z bezpiecznej odległości.

W odpowiedzi resort informuje, że rodzic może zostawić dziecko tylko wtedy, gdy w domu znajduje się członek rodziny objęty kwarantanną lub jest to uzasadnione chorobami dziecka, w tym objawami infekcji dróg oddechowych lub choroby przewlekłej – na podstawie opinii lekarza sprawującego opiekę zdrowotną nad uczniem z taką chorobą.

W sytuacji, gdy uczeń nie realizuje obowiązku szkolnego lub nauki, konsekwencje dla rodzica wynikają z art. 42 prawa oświatowego i są realizowane w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Przepis ten mówi, że w razie nieusprawiedliwionej nieobecności dziecka w szkole przez co najmniej pół miesiąca rodzic może zostać ukarany grzywną do 10 tys. zł. Obowiązek szkolny dotyczy dzieci od 7. do 18. roku życia, nie ma więc mowy o karze za zatrzymanie w domu przedszkolaka.

Nakładaniem grzywien zajmują się samorządy. Pytanie, jak potraktują rodziców obawiających się koronawirusa.

– Nie sądzę, by samorządy spieszyły się z karaniem rodziców. Od 1 września praktycznie wszystkie szkoły, poza działającymi w powiatach oznaczonych na żółto czy czerwono, wracają do normalnej pracy, jakby nie było pandemii. Trudno będzie w nich zachować zalecane odstępy między uczniami i odległości między ławkami, bo w klasach i na korytarzach jest za mało miejsca – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Obawiamy się więc, że początek roku szkolnego zaowocuje zwiększoną liczbą zakażeń koronawirusem. Potwierdzają to zresztą prognozy naukowców z PAN. Dlatego wielu dyrektorów wolałoby, aby dzieci zostały w domach z rodzicami, jednak nie jest to możliwe. Do czasu, gdy nie dojdzie do pierwszych zakażeń, dyrektorzy nie mogą zmienić trybu nauczania na zdalny – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA