fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Doktoranci chcą być traktowani równo

Adobe Stock
Kształcący się w szkołach doktorskich są traktowani lepiej niż ci, którzy swoją drogę do doktoratu rozpoczęli wcześniej.

Uczelniom, instytutom Polskiej Akademii Nauk oraz instytutom badawczym nie opłaca się inwestować w rozwój doktorantów ze starego modelu kształcenia, czyli sprzed wprowadzenia szkół doktorskich w roku akademickim 2019/2020.

- Wyłącznie doktoranci kształcący się w szkołach doktorskich wliczani są do oceny parametryzującej uczelni, od której zależy m.in. wysokość przyznawanej subwencji. Uczelnie nie są więc skłonne do poświęcania środków na rozwój badań doktorantów, będących na studiach doktoranckich. A to oni stanowią ponad 90 proc. wszystkich doktorantów – wyjaśnia Aleksy Borówka, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów.

Zgodnie z Prawem o szkolnictwie wyższym i nauce kształcący się w szkołach doktorskich są „młodymi naukowcami", a ich starsi koledzy pozostają zaledwie „uczestnikami studiów III stopnia". W konsekwencji dorobku naukowego osób realizujących studia doktoranckie nie uwzględnia się przy ewaluacji podmiotów prowadzących kształcenie. Krajowa Reprezentacja Doktorantów (KRD) domaga się, by uwzględniać osiągnięcia uczestników studiów doktoranckich. Przygotowała projekt zmian ustawy w tej sprawie. Swoje postulaty zamierza przedstawić wkrótce ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego.

Wszyscy doktoranci chcą być też lepiej wynagradzani. Krajowa Reprezentacja Doktorantów proponuje, aby stypendium doktoranckie w szkole doktorskiej wynosiło co najmniej 50 proc. wynagrodzenia profesora, a po dwóch latach studiów (po tzw. ocenie śródokresowej) - 70 proc. wynagrodzenia profesora. Teraz to odpowiednio 37 i 57 proc.

- Jeśli chcemy, aby na karierę naukową decydowali się najlepsi absolwenci, to stypendia muszą być konkurencyjne wobec stawek na rynku pracy. Sposób zorganizowania kształcenia w szkołach doktorskich w większości przypadków uniemożliwia podjęcie pracy zawodowej, co powoduje, że stypendium jest jedynym źródłem utrzymania doktoranta – tłumaczy Tomasz Tokarski, wiceprzewodniczący KRD.

Z kolei stypendium doktoranckie dla uczestników stacjonarnych studiów doktoranckich miało by wynosić co najmniej 35 proc. wynagrodzenia profesora, ale nie mniej niż 90 proc. minimalnego wynagrodzenia ustawowego za pracę. Wynosiło by więc ono przynajmniej 2243,50 zł. Obecne minimum to 1470 zł.

Ze względu na pandemię COVID-19 doktoranci, którzy rozpoczęli studia przed rokiem akademickim 2019/2020 chcą mieć możliwość ich wydłużenia do końca 2024 r.. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami muszą skończyć studia do końca 2023.

- Doktoranci przez pandemię nie mogli korzystać z infrastruktury uczelnianej, zasobów bibliotecznych, nie mieli możliwości bezpośredniego kontaktu z promotorami. Często musieli też przerwać badania naukowe – argumentuje Aleksy Borówka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA