fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Hamas - Izrael: wojna na wyczerpanie

Joe Biden, Beniamin Netanjahu
Joe Biden (jeszcze jako wiceprezydent) i premier Netanjahu
AFP, DEBBIE HILL
Waszyngton nasila ofensywę dyplomatyczną zmierzającą do zakończenia wymiany ognia. Ale Netanjahu chce mieć czas na zadanie przeciwnikowi jak największych strat.

Siódmego dnia wojny między Hamasem a Izraelem lotnictwo państwa żydowskiego dokonało kolejnych ataków na obiekty w Strefie Gazy. Celem były zarówno podziemne tunele, jak i domy dziewięciu przywódców Hamasu. Na Izrael zaś znów poleciały rakiety. W wyniku eksplozji jednej z nich rannych zostało kilka osób w Aszdod. O zagrożeniu syreny ostrzegały w Berszebie i Aszkelonie.

Z informacji armii izraelskiej wynika, że Hamas wystrzelił już w sumie ponad 3,1 tys. rakiet.

– Będziemy nadal prowadzić intensywną dyplomację, aby zakończyć obecny cykl przemocy – zapewnił amerykański sekretarz stanu Antony Blinken. Ale jak informowała izraelska stacja telewizyjna Channel 12, powołując się na źródła rządowe, walki i tak zbliżają się do końca, wkraczając w „krytyczną fazę obecnej doby".

– Hamas był gotów do zaprzestania ognia już pod koniec ubiegłego tygodnia, jednak rząd Izraela czekał na zadanie swoim przeciwnikom decydującego ciosu – mówi „Rzeczpospolitej" Hugh Lovatt z European Council on Foreign Relations. Takim ciosem miał być zmasowany atak w niedzielę. Na odpowiedź Hamasu nie trzeba było długo czekać.

Mimo to rośnie nadzieja na zawieszenie ognia, ponieważ coraz aktywniejsza jest amerykańska dyplomacja. Waszyngton nadrabia czas po tym, jak został zaskoczony rozwojem sytuacji. Po zmianie administracji Amerykanie nie mają do dziś ambasadora w Izraelu ani szefa konsulatu generalnego odpowiedzialnego za kontakty z Palestyńczykami. Dopiero w piątek do Tel Awiwu przybył Hady Amr, zastępca asystenta amerykańskiego sekretarza stanu. Równolegle Antony Blinken prowadzi rozmowy z szefami dyplomacji m.in. Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Kataru oraz Francji.

Dzieje się to po zablokowaniu przez USA niedzielnej rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nawołującej obie strony do zaprzestania ognia.

– Takie stanowisko Waszyngtonu oznacza brak jasnej koncepcji działania po okresie inicjatyw administracji Donalda Trumpa nakłaniających rząd Beniamina Netanjahu do aneksji części Zachodniego Brzegu – tłumaczy Hugh Lovatt i zastrzega, że taka opinia nie jest równoznaczna z usprawiedliwianiem działań Hamasu. Jego zdaniem nie widać przesłanek, aby twierdzić, że administracja Bidena zrywa całkowicie z linią poprzedniego gospodarza Białego Domu.

Jednak Linda Thomas-Greenfield, amerykańska ambasador przy ONZ, wyjaśniała w niedzielę, że Izrael powinien się powstrzymać od przymusowych przesiedleń Palestyńczyków, także ze wschodniej części Jerozolimy, demolowania palestyńskich domów oraz „budowy żydowskich osiedli po wschodniej stronie granicy z 1967 roku".

– Nie ulega wątpliwości, że Netanjahu pragnie zadać jak najwięcej ciosów Hamasowi, lecz nie może długo tolerować nie tylko strat po izraelskiej stronie, ale i stanu bezpośredniego zagrożenia na znacznym obszarze kraju oraz rosnącego napięcia wewnętrznego będącego rezultatem gwałtownych protestów społeczności arabskiej w Izraelu – tłumaczy „Rz" Avi Scharf z krytycznego wobec premiera dziennika „Haarec". Przypomina, że w wyniku wojny zniweczone zostały plany lidera opozycji Jaira Lapida utworzenia rządu koalicyjnego przy wsparciu partii arabskich. To jemu prezydent powierzył misję utworzenia rządu po nieudanych próbach Beniamina Netanjahu. Z drugiej strony nic nie wskazuje na konsolidację społeczeństwa wokół osoby premiera.

– Stare podziały pozostały i nic się tu nie zmieniło – przekonuje Scharf.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA