fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Wizyta Andrzeja Dudy w USA. Efekt raczej wyborczy, niż wojskowy

Wspólna konferencja prezydentów – 12 czerwca 2019 r. w Waszyngtonie. Donald Trump mówił o przerzuceniu do Polski 2 tys. żołnierzy USA. Na razie to nie nastąpiło
shutterstock
Obietnice Trumpa, jeśli w ogóle będą wprowadzone w życie, nie wydają się nieść przełomowych zmian dla Polski.

Donald Trump poświęci w środę Andrzejowi Dudzie ok. 90 minut, nie za dużo, biorąc pod uwagę, że rozmowa ma dotyczyć zasadniczych dla bezpieczeństwa Polski i Europy rozstrzygnięć.

Ale i czas spotkania został ustalony dla polskiej strony fatalnie. Rozmowy zaczną się o 14.15 czasu waszyngtońskiego (20.15 w Warszawie) i zakończą konferencją prasową o 15.30 (21.30), zdecydowanie za późno, aby zapełnić w Polsce najlepszy czas antenowy sukcesem, który miałby przeważyć na korzyść Dudy szalę wyborczego zwycięstwa.

Immunitet dla Amerykanów

Mimo to dla zorganizowania tego spotkania polskie władze poświęciły sporo. Przez rok od ogłoszenia 12 czerwca 2019 r. przez obu prezydentów deklaracji o wzmocnieniu obecności amerykańskiej nad Wisłą nie udało się zawrzeć w tej sprawie umowy, bo Polska nie realizowała oczekiwań Amerykanów w dwóch kluczowych punktach: prawach amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce oraz kosztów ich pobytu i budowy dla nich infrastruktury, jakie miałby dźwigać polski podatnik.

Jednak w ostatnich tygodniach sprawa nabrała przyspieszenia. Teraz prawdopodobne wydaje się zawarcie umowy o współpracy obronnej (DCA). Dokument uszczegółowi każdej bazie obowiązujące od 2009 r. ogólne zasady funkcjonowania sił USA (SOFA).

Dziesięć lat temu Polska upierała się, że to do niej będzie należało ostatnie słowo w sprawie tego, czy wojskowi amerykańscy będą podlegali sądom polskim czy też nie. Ministerstwo Sprawiedliwości miało na taką decyzję 30 dni. Warszawa miała także zachować kontrolę m.in. nad żołnierzami ze Stanów, którzy stacjonują na terenie naszego kraju. Wówczas jednak sprawa miała dotyczyć najwyżej kilkuset żołnierzy oddelegowanych do służby w przyszłej bazie tarczy antyrakietowej w Redzikowie.

Teraz jednak chodzi o znacznie większy zestaw amerykańskich instalacji, w których łącznie na zasadzie rotacyjnej przebywa ok. 4,5 tys. żołnierzy. Ponieważ siła jest większa, Amerykanie nacisnęli na większe przywileje. Tym bardziej że z powodu obaw o reelekcję Duda znalazł się pod ogromną presją, aby osiągnąć sukces w Waszyngtonie.

Stąd obawy, że w DCA znajdą się zapisy, które nie tylko wyjmą spod polskiej jurysdykcji amerykańskie jednostki, ale jeszcze spowodują, że Polska nie będzie wiedziała, co znajduje się w bazach na jej terytorium. Może to dotyczyć broni masowego rażenia i sprzętu do podsłuchu. Ale ostrzeżeniem są też tajne więzienia CIA, funkcjonujące na terenie naszego kraju kilkanaście lat temu.

Kilkanaście minut lotu

Brakuje także konkretów w sprawie kosztów dla polskiego budżetu rozbudowy infrastruktury wojskowej dla Amerykanów. Polska oferowała do tej pory 2 mld USD, ale może chodzić o kwoty dużo większe. W Niemczech powstałe przez kilkadziesiąt lat bazy pozwalają na projekcję amerykańskich sił na Bliski Wschód i w inne regiony świata. Ich odtworzenie w Polsce byłoby niezwykle kosztowne.

W podpisanej rok temu deklaracji Amerykanie obiecali zwiększenie w „najbliższym czasie” sil rotacyjnych w Polsce, ale w trakcie konferencji prasowej z Dudą Trump mówił 12 czerwca 2019 r. o 2 tysiącach żołnierzy. Nie wydaje się prawdopodobne, aby wyszedł teraz poza tę liczbę. Nadal też chodzi o siły rotacyjne.

– Ocena wartości amerykańskiej inicjatywy poprzez liczbę żołnierza to powrót do XVIII-wiecznej sztuki wojennej, kiedy ważne było, ilu kto ma piechurów, a ilu ułanów. Znacznie ważniejsza jest jednak dziś jakość tych jednostek – mówi „Rzeczpospolitej” ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

Nowe elementy mogą faktycznie pojawić się, gdy idzie o siłę ognia. „Dziennik Gazeta Prawna” we wtorek podał, że jednym z elementów będzie „przebazowanie” 30 amerykańskich F-16 do baz w Łasku i Krzesinach. – To jest ważne wzmocnienie amerykańskiego potencjału – uważa Kostrzewa-Zorbas.

Ale nie wszyscy tak to widzą. Tomasz Siemoniak wskazuje, że takie ruchy myśliwców USA są prowadzone przez Amerykanów w Polsce od wielu lat.

– F-16 leci z baz w Niemczech kilkanaście minut, z Włoch nieco dłużej. Tu mogą stacjonować parę tygodni i wracać – wskazuje były minister obrony, a dziś jeden z przywódców PO.

Innym elementem porozumienia miałoby być umieszczenie w Polsce wysuniętej jednostki dowództwa jednego z korpusów stacjonujących w USA. Chodzi jednak o kilkudziesięciu oficerów – ruch przede wszystkim symboliczny. Amerykanie mają też przekazać z demobilu kilka używanych samolotów transportowych Hercules, maszyn, które ze względu na większy zasięg i poważniejszy ładunek od hiszpańskich samolotów CASA będą na wyposażeniu naszych sił zbrojnych, a są Polsce potrzebne.

Joe Biden nie przyjmuje

Trudno jednak mówić o jakościowej zmianie co do skali obecności wojsk USA w Polsce, tym bardziej o powstaniu Fortu Trump.

– Mówimy cały czas o siłach rotacyjnych, które mogą być w każdej chwili wycofane. Lepiej byłoby położyć akcent na magazyny ciężkiego uzbrojenia, których tak łatwo nie da się już wycofać. A także na dokończenie stałej bazy będącej elementem tarczy antyrakietowej – uważa Tomasz Siemoniak.

Zdaniem „Washington Post” zaproszenie dla Dudy to w znacznym stopniu wynik inicjatywy byłego już amerykańskiego ambasadora USA w Berlinie Richarda Grenella i jego odpowiedniczki w Warszawie Georgette Mosbacher. Jeśli ta sprawa wiąże się jednak z „ukaraniem” Niemiec za niewystarczające wydatki na obronę może to wplątać Polskę w niepotrzebny spór, a o tej sekwencji oboje dyplomaci kilkakrotnie pisali na Twitterze.

Amerykański dziennik, powołując się na źródła w Białym Domu, wskazuje, że przyjazd Dudy może „ułatwić” przełamanie oporu Kongresu i republikanów przed wycofaniem niemal 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Takie wiązanie obu operacji stawia jednak Polskę w trudnej pozycji w relacji z Niemcami.

W „Wall Street Journal” Robert O’Brien, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA, tłumaczył, że redukcja wojsk amerykańskich w Niemczech jest przede wszystkim spowodowana koniecznością ich przerzutu do Azji, a w dalszej kolejności do USA i Europy Środkowej.

Innym problemem są malejące szanse Trumpa na reelekcję za cztery miesiące. Joe Biden prowadzi już 20 punktami procentowymi nad obecnym prezydentem, gdy idzie o sprawy rasowe i zachowanie policji – najważniejsze dla Amerykanów sprawy w tych wyborach.

Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika jednak, że sztab Bidena odmówił w piątek wysłania przedstawiciela kandydata demokratów na spotkanie z ambasadorem RP w Waszyngtonie Piotrem Wilczkiem. To kolejny sygnał, że nadmierne stawianie na Trumpa może mieć dla Polski złe skutki, jeśli następnym prezydentem zostanie Joe Biden.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA