fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Państwa Unii Europejskiej zarabiają na Ukrainie

Prezydent Wołodymyr Zełenski upamiętnia 8 maja 75. rocznicę zakończenia II wojny światowej w obwodzie ługańskim
afp
Wiele wskazuje na to, że państwa unijne korzystają na zachodnich staraniach Ukrainy bardziej niż ona.

Wicepremier ds. europejskiej i euroatlantyckiej integracji Ukrainy Wadym Prystajko mówił ostatnio w wywiadzie dla Deutsche Welle o potrzebie „zmiany warunków umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską”. Dodał, że czekają na to „ukraińscy producenci”, którym już nie odpowiada większość kwot, poprzez które Bruksela reguluje ukraiński eksport do UE.

Wygląda na to, że w Kijowie coraz bardziej zaczynają skupiać się na ekonomicznej części integracji z UE. Z powodu dążeń integracyjnych Ukraina doświadczyła w 2014 r. (i wciąż doświadcza) rosyjskiej agresji i straciła część terytorium kraju o wymiarach porównywalnych do Belgii.

Wicepremier mówił też, że na prośbę rządów m.in. Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii czy Finlandii nawet w czasach zarazy Kijów wysyła pracowników. Np. do tej ostatniej w najbliższych miesiącach wybiera się nawet 15 tys. pracowników sezonowych.

Kto pierwszy do granicy

Chodzi przede wszystkim o kwoty na ukraińską produkcję rolną i żywność. Większość tych kwot Ukraina wykorzystuje już na początku roku, np. producenci miodu wyczerpali już swoje roczne 6 tys. ton jeszcze w styczniu. Jeżeli chcą, mogą importować więcej, ale muszą zapłacić cło, a to często wyklucza ukraińskich producentów z europejskiego rynku.

Dotyczy to też producentów pszenicy, zboża, cukru, kukurydzy, drobiu czy mięsa, którzy toczą prawdziwą wojnę o to, kto pierwszy przekroczy granicę, by zmieścić się w unijnej kwocie. Dość powiedzieć, że Ukraina, która eksportuje rocznie około 20 mln ton pszenicy, do Wspólnoty będzie mogła eksportować bez cła zaledwie nieco ponad 900 tys. ton. Musi więc walczyć o inne rynki, takie jak Egipt, który jest też jednym z głównych importerów pszenicy z Rosji. A ta z kolei nałożyła embargo na ukraińską żywność jeszcze w 2016 r.

– Epidemia sprawiła, że Ukraina ma poważne problemy gospodarcze. Ukraińscy przedsiębiorcy naciskają na rządzących, zwłaszcza ci, którzy są zorientowani na europejski rynek – mówi „Rzeczpospolitej” Iryna Wereszczuk, deputowana Rady Najwyższej z rządzącego ugrupowania Sługa Narodu.

W poniedziałek COPA COGECA (europejska organizacja zrzeszająca rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze) wyraziła już sprzeciw wobec planów zwiększenia kwot importowych na ukraińską żywność i zwróciła się w tej sprawie do Dyrekcji Generalnej ds. Handlu Komisji Europejskiej.

– Wspólna Polityka Rolna to efekt strachu, jakiemu świat zachodni uległ w czasach blokady Berlina Zachodniego. Taka polityka miała więc doprowadzić do samowystarczalności żywieniowej państw demokracji zachodniej. W okresie zimnej wojny, gdy Związek Radziecki był dużym eksporterem zbóż, dotowanie rolnictwa w ramach Wspólnej Polityki Rolnej miało przynajmniej racjonalne podstawy związane z bezpieczeństwem narodowym – mówi „Rzeczpospolitej” Andrzej Sadowski, szef Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

– W momencie, gdy nie ma Związku Radzieckiego i nie ma zagrożeń związanych z żywnością, utrzymywanie Wspólnej Polityki Rolnej powoduje podwyższenie cen żywności, ogranicza jej produkcję i blokuje możliwość wymiany handlowej z takimi krajami rolniczymi jak Ukraina – dodaje. Jak twierdzi, dzisiaj w rękach UE „los rozwoju demokracji na Ukrainie”.

Innym nie, sami też nie

Dzisiaj Unia Europejska jest głównym partnerem handlowym Ukrainy. Rosja, która przed rewolucją na Majdanie zajmowała pierwszą pozycję, teraz jest dopiero na trzecim miejscu i ustępuje Chinom.

W pierwszym półroczu ubiegłego roku wymiana handlowa pomiędzy Ukrainą a UE wyniosła nieco ponad 26 mld dolarów, z tego ponad 14 mld zarobiły państwa UE, wysyłając towary na Ukrainę. W roku 2018 ujemne saldo wymiany handlowej Ukrainy z UE wyniosło ponad 4 mld dolarów. – Liczby wskazują na to, że jak na razie UE zyskała więcej na umowie stowarzyszeniowej niż Ukraina. Nie mówiąc już o ukraińskich pracownikach, którzy ratują gospodarki poszczególnych europejskich państw. Miało być odwrotnie – mówi Wereszczuk.

Znany kijowski ekonomista Ołeksadnr Ochrimenko twierdzi, że we współpracy z UE problem leży też po stronie Kijowa.

– Niedawno poważny inwestor ze Szwecji chciał zainwestować na Ukrainie w fabryki przetwarzające śmieci. Oligarchowie nacisnęli na władze i w konsekwencji Szwedom odmówiono. Na Ukrainie większość branż gospodarki jest podzielona pomiędzy oligarchów – mówi „Rzeczpospolitej” Ochrimenko. – Nad Dnieprem niestety działa zasada: innym nie pozwolimy i sami nie stworzymy – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA