fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Michaił Miasnikowicz: Spotkanie prezydentów jest możliwe

Michaił Miasnikowicz był premierem i szefem administracji Aleksandra Łukaszenki
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Otworzyliśmy drogę do kontaktów na najwyższym szczeblu politycznym – mówi Michaił Miasnikowicz, przewodniczący Rady Republiki Białorusi i wieloletni współpracownik prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

Przewodniczący białoruskiego senatu po raz pierwszy odwiedził Warszawę. Spotkał się pan m.in. z prezydentem i premierem. Czy cel tej wizyty został osiągnięty?

Wszystkie nasze oczekiwania zostały całkiem spełnione. Jestem wdzięczny władzom Polski za konstruktywne podejście. Mieliśmy spotkania na najwyższym szczeblu i chciałbym zaznaczyć, że nie wszystko odbywało się według jakiegoś sztywnego protokołu. Rozmawialiśmy o wszystkich kwestiach bez żadnych wyjątków.

Czy to przełoży się na jakieś konkrety?

Tworzymy atmosferę zaufania, a to będzie przekładało się na projekty gospodarcze i humanitarne. Rozmawialiśmy np. z naukowcami w Polskiej Akademii Nauk o ratowaniu Puszczy Białowieskiej. Rozmawialiśmy też o walce z afrykańskim pomorem świń. Zaplanowaliśmy przeprowadzenie „Forum idei" dla białoruskiej i polskiej młodzieży, która będzie mogła otrzymać wsparcie w realizacji swoich startupów. Istotne jest to, że już w najbliższym czasie w Mińsku zostanie podpisane poważne porozumienie międzyparlamentarne. Dzięki temu uregulujemy działalność międzyparlamentarnych grup przyjaźni oraz będziemy mogli uzgadniać nasze stanowisko na placówkach międzynarodowych.

W ciągu niemal 25 lat swoich rządów prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko nigdy nie był w Polsce z oficjalną wizytą. Czy to nie obrazuje stanu polsko-białoruskich relacji?

Nie mam takich kompetencji, by to analizować. Myślę, że niedługo dojdzie do takich spotkań. Sytuacja rozwija się pozytywnie i kontakty na najwyższym szczeblu politycznym z Zachodem są bardzo realne. Nasza wizyta w jakimś stopniu otwiera drogę do takich kontaktów.

Czy to oznacza, że prezydent Białorusi odwiedzi w najbliższej perspektywie Polskę? Czy to jednak prezydent Duda wybiera się do Mińska? Na Białorusi był już prezydent Kwaśniewski, a teraz zgodnie z zasadami dyplomacji Łukaszenko musiałby odbyć nieco spóźnioną wizytę do Warszawy.

To bardzo odpowiedzialne rzeczy i trzeba do nich poważnie się przygotowywać. Najważniejsze, by strony uzgodniły jakieś wspólne stanowisko, które zostanie przyjęte podczas takiego spotkania. Nie trzeba nic przyśpieszać, owoc powinien dojrzeć.

Na czym polega fenomen prezydenta Aleksandra Łukaszenki, który od niemal ćwierćwiecza, najdłużej w Europie, rządzi państwem?

Na tym, że prezydent Łukaszenko jest prawdziwym liderem narodu. Robi wszystko, by urzeczywistniać oczekiwania ludzi. To wybór narodu Białorusi.

Na Zachodzie jednak jeszcze niedawno uważano, że Łukaszenko jest „ostatnim dyktatorem w Europie". Wybory parlamentarne i prezydenckie nie były uznawane za uczciwe i demokratyczne, nie było współpracy międzyparlamentarnej. Sankcje zostały zniesione, wysokiej rangi białoruscy politycy są dzisiaj zapraszani do UE. Co się zmieniło?

Białoruś realnie pokazała, że jest demokratycznym państwem prawa. Działamy w ramach zasad, jakie obowiązują w zjednoczonej Europie. Owszem, nie jesteśmy na razie członkiem Unii Europejskiej, ale nasze praktyki gospodarcze, polityczne i prawne odpowiadają europejskim standardom. Do dzisiaj słyszymy krytyków władz Białorusi, którzy podważają prawomocność wyborów, stosując przestarzałe hasła sprzed 20 lat. Są ludzie, którzy nie chcą, by Białoruś przyjaźniła się z Polską. Im więcej będziemy mieli kontaktów ze sobą, tym lepiej będziemy siebie rozumieć. Z polskimi władzami omawiałem m.in. tegoroczną 450. rocznicę Unii Lubelskiej gdy powstała Rzeczpospolita. Przeprowadzimy z tej okazji wspólne konferencje, okrągłe stoły, spotkania polityków, by wzmocnić nasze relacje. Chcemy tworzyć klimat zaufania dla bezpieczeństwa w Europie. Polska strona przyjęła nasze zaproszenie na 1000-lecie Brześcia oraz na II Igrzyska Europejskie, które w czerwcu odbędą się w Mińsku. Obecność wysokiej rangi polskich polityków na tych imprezach z pewnością wzmocniłaby naszą przyjaźń i współpracę.   

Rosyjskie media twierdzą, że Białoruś ociepla relacje z Zachodem, a w szczególności z Polską, by zrobić „na złość Rosji".

Od lat prowadzimy wielowektorową politykę zagraniczną, to nasza zasada. Rozwijamy relacje ze wszystkimi. Nigdy nie przyjaźnimy się z kimś przeciwko komuś. Na wszystkich spotkaniach w Warszawie podkreślałem, że mamy z Rosją bardzo dobre relacje. Szanujemy te relacje i będziemy je rozwijać, ale tak, by nie godziło to w relacje z Polską i innymi krajami Unii Europejskiej. Powinniśmy zwiększyć naszą współpracę z Zachodem, ale nie po to, by zrobić na złość Rosji. Rosja jest naszym partnerem strategicznym. Jeszcze w 2011 roku prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował dobry format współpracy zjednoczonej Europy i zjednoczonej Eurazji. Od tamtej pory sporo rzeczy się wydarzyło, ale myślę, że niebo nie będzie ciągle zachmurzone. Trzeba siadać za stół rozmów.

A czy jest coś, o czym wolałby pan nie rozmawiać w Warszawie?

Nie mamy żadnych tematów zamkniętych i swobodnie rozmawiamy o wszystkim. Prezydent Polski opowiedział mi o tym, że gdy odwiedzał jeden z regionów kraju, spotkał się z Białorusinką w podeszłym wieku. Opowiedziała mu o przestępstwach przeciwko ludności cywilnej, które miały tam miejsce po II wojnie światowej. Prezydent posłuchał jej i zrezygnował z udziału w jednej z imprez (chodzi o przeprowadzany od czterech lat kontrowersyjny marsz narodowców w Hajnówce, nad którym patronatu prezydent Andrzej Duda odmówił jeszcze w 2016 roku). Polskie władze zwracają na takie rzeczy uwagę i my jesteśmy z tego zadowoleni. Były też wcześniej próby zmiany nazwy ulicy Bronisława Taraszkiewicza w Bielsku Podlaskim, słynnego białoruskiego naukowca i działacza społecznego, który siedział w polskim więzieniu, a później komuniści go rozstrzelali. Znaleźliśmy porozumienie co do tego, że nie powinniśmy mówić w kółko o naszych wzajemnych błędach, lecz patrzeć w przyszłość. Powinniśmy dążyć do tego, by mniejszość białoruska w Polsce i polska na Białorusi czuły się komfortowo.

Od 2005 roku na Białorusi działają dwa Związki Polaków. Jeden jest uznawany przez władze w Mińsku i dysponuje kilkunastoma Domami Polskimi. W tym drugim, na czele którego stoi Andżelika Borys, mówią o represjach i prześladowaniach. Mówi się też o ograniczaniu przez władze Białorusi nauki języka polskiego oraz o tym, że do polskiej szkoły w Wołkowysku w ubiegłym roku wielu pierwszoklasistów nie zostało przyjętych. Czy Mińsk ma swoją wizję rozwiązania tego problemu?

Nie widzę tu żadnego problemu, to nie jest problem mniejszości polskiej na Białorusi. Są pewne osoby, które bardzo skutecznie zmonopolizowały wszystkie sprawy mniejszości polskiej. Rozmawialiśmy o tym w polskim parlamencie i ustaliliśmy, że musimy wnikliwie zbadać ten temat. Nie powinniśmy patrzeć na mniejszość polską na Białorusi oczami jednego człowieka. Tu chodzi też o pieniądze, które docierają na Białoruś z jednego źródła i ten człowiek nie chce ich stracić. Ta organizacja (chodzi o ZPB Andżeliki Borys – red.) nie jest zarejestrowana i nie ma prawa prowadzić działalności na Białorusi. Mimo to działa.

Czyli uważa pan, że wszystko powinno pozostać tak, jak jest, i nic nie potrzebuje naprawy?

Ja uważam, że trzeba porozmawiać z mieszkającymi na Białorusi Polakami i omówić te wszystkie kwestie. Mnóstwo urzędników na Białorusi ma polskie pochodzenie. Nawet burmistrz Grodna jest Polakiem. Polacy stanowią około 35 proc. kadry kierowniczej w obwodzie grodzieńskim. Nasz szanowny prezydent Aleksander Łukaszenko mówił już o tym, że to nasi Polacy, to nie są obywatele Polski, tylko Białorusi. Mamy przedstawicieli wielu narodowości i wszyscy dobrze się czują i nikt nie ma problemów. Nie dzielimy ludzi ze względu na narodowość czy wyznanie. Ten temat nie istnieje. Poruszają go jedynie osoby, które chcą reprezentować interesy całej mniejszości polskiej na Białorusi. A kto ich upoważnił do tego? Rozmawialiśmy z prezydentem Dudą o polskich szkołach na Białorusi. W Grodnie problemów nie ma, a już w tym roku nie będzie również w Wołkowysku. Szkoła przyjmie wszystkie chętne dzieci.

Jeżeli dobrze rozumiem pana intencje, w Mińsku jest wola wyjścia z tego impasu?

Oczywiście, że wyjście jest. Najważniejsze, by tego tematu nie upolityczniać i nie robić z tego problemu.

Od 2014 roku wojna na Ukrainie dzieli świat. Po jednej stronie stoi Kijów i wspierające go państwa Zachodu, po drugiej stronie stoi Rosja. Białoruś przeprowadza z Rosją wspólne manewry, kraje są powiązane mnóstwem porozumień militarnych. Czy w Mińsku nie obawiają się, że Białoruś zostanie wciągnięta do tego konfliktu?

W Warszawie doszliśmy do porozumienia by z naszych terytoriów nic nie doprowadzało do eskalacji. Robimy wszystko co możemy, by konflikt na Ukrainie jak najszybciej się skończył. Szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz mówił mi, że bardzo mocno docenia udział Białorusi w procesie podpisania „porozumień mińskich”. To my byliśmy inicjatorami tego procesu. Może znaczących efektów na razie to nie dało, ale cieszymy się, że udział białoruskiego kierownictwa w tym procesie został zauważony na Zachodzie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA