fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Miliardy na Fort Trump. Duda w USA

Biały Dom
Według słów Donalda Trumpa Polska jest gotowa przeznaczyć "olbrzymie fundusze" na ulokowanie na swoim terenie baz amerykańskiego wojska. Podpisanie na stojąco przez polskiego prezydenta wspólnej deklaracji obydwu krajów dotyczącej bezpieczeństwa nazywane jest upokorzeniem.

Nie dwa miliardy dolarów, ale według Donalda Trumpa "much more" gotowa jest płacić Polska na utrzymanie stałej bazy US Army na swoim terenie. Ta deklaracja, która wczoraj padła z ust amerykańskiego, nie polskiego prezydenta, ma wskazywać, jak Polsce zależy na bezpieczeństwie gwarantowanym obecnością amerykańskich wojsk.

O gotowości przeznaczenia "olbrzymich funduszy" na bazę USA mówił wczoraj na konferencji prasowej Donald Trump. Chwalił przy tym Polskę, że w przeciwieństwie do znacznie bogatszych krajów skłonna jest płacić Stanom Zjednoczonym za bezpieczeństwo.

- Polska stanowi tu piękny przykład - mówił Trump.

Czytaj także: Chrabota: Fort Trump pod Kwidzynem, czyli infantylizacja polityki

Towarzyszący polskiemu prezydentowi w podróży do USA szef MON Mariusz Błaszczak zapewnia jednak, że podczas rozmowy Duda-Trump nie padły żadne deklaracje dotyczące konkretnej kwoty, jaka Polska miałaby wyasygnować na wspomniane bazy.

- Rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, a podpisanie deklaracji wyznacza wspólny kierunek obydwu krajów w tej kwestii - zapewniał Błaszczak.

Warunki, w jakich odbyło się podpisanie wspomnianej deklaracji, uznawane są jednak przez komentatorów za upokarzające dla polskiego prezydenta.

Świat obiegło opublikowane przez Biały Dom zdjęcie przedstawiające siedzącego za biurkiem Donalda Trumpa i pochylonego, stojącego przy nim, podpisującego ten sam dokument prezydenta Andrzeja Dudę.

Czytaj także: Czytaj relację z oficjalnej wizyty PAD w Stanach Zjednoczonych

Według ekspertów od protokołu wyznaczenie takiego miejsca dla głowy innego państwa było dla Dudy obraźliwe. Jak mówił w TOK FM ekspert od protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora, Andrzej Duda stał przy Trumpie "jak kamerdyner".

- To niedopuszczalne. Tak można podpisywać odbiór listu poleconego, a nie deklarację o współpracy państw - ocenia. Uważa też, ze zawiodły służby dyplomatyczne, bo podpisanie ważkiego dokumentu powinno być przygotowane w najdrobniejszych szczegółach, a pozwolenie, by Andrzej Duda stał podczas tej ceremonii dowodzi lekceważenia polskiego prezydenta.

- Trump i jego administracja nie traktują Polski poważnie, a prezydent Andrzej Duda się na to godzi - uważa dr Sibora.

"Wstaliśmy z kolan, no to stoimy" - skomentował kąśliwie na Twitterze Roman Giertych.

Sytuacja, w jakiej znalazł się Andrzej Duda, oburzyła wielu komentujących w mediach społecznościowych.

- Widać było wpadkę protokolarną podczas powitania, czy też niedopasowanie limuzyny do pani prezydentowej, która musiała zeskakiwać z samochodu - komentował dla serwisu rp.pl ekspert od mowy ciała Maurycy Seweryn.

- Podobnie jak rok temu podczas pierwszej wizyty Trumpa w Warszawie, polski prezydent starał się okazać mu dużo serdeczności i podkreślić tym nastawienie władz naszego kraju do USA, w tym do wojsk amerykańskich w Polsce. To ostatnie jest ważne, ponieważ - mimo podkreślania partnerskich relacji - w gestach, mimice, m.in. uśmiechach czy kontakcie wzrokowym obu prezydentów, ułożeniu ciała, to system komunikacji Polaka zdradzał podporządkowanie się - dodał Maurycy Seweryn.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA