fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Łuszczyca: inaczej chorują kobiety, inaczej mężczyźni

Prof. Joanna Narbutt
Prof. Joanna Narbutt
materiały prasowe
Od kilku lat mamy przełom w leczeniu tej choroby. Łuszczyca jest już chorobą przewlekłą, nie da się jej wyleczyć, ale mamy cały arsenał leków, które kontrolują tę chorobę – mówi prof. Joanna Narbutt.

Czy inaczej zmagają się z łuszczycą kobiety i mężczyźni?

Łuszczyca dotyczy równie często kobiet i mężczyzn. Uznaje się, że mężczyźni z ciężkimi postaciami łuszczycy mają częściej stany depresyjne, wpadają w alkoholizm, przestają pracować. Kobiety lepiej radzą w życiu codziennym, mają natomiast duże kłopoty z życiem seksualnym. Boją się zajść w ciąże, boją się, jak choroba w ciąży wpłynie na ich zdrowie. Ponadto mają też zaburzenia seksualne, ponieważ zmiany chorobowe dotyczą często okolic intymnych. Do tej pory był to temat tabu. Pamiętajmy, że łuszczyca jest problemem młodych dorosłych ludzi, szczyt zachorowalności przypada między 16. a 18. rokiem życia. Najwięcej ciężkich przypadków pojawia się przed pięćdziesiątką.

Z jakimi innymi problemami życia codziennego zmagają się chorzy? Jest to jednak schorzenie, którego w większości przypadków nie da się ukryć...

Chorobę widać na zewnątrz. To, z czym walczą chorzy, nawet nie jest kwestią estetyki, ale stygmatyzacji chorych. Pokutują przekonania, że zmiany te związane są z brakiem higieny i ludzie na przykład nie chcą podać ręki chorej osobie, myśląc, że mamy do czynienia z chorobą zakaźną. Pojawiają się problemy w pracy, mamy później prostą drogę prowadzącą do depresji, obniżenia nastroju, co wiąże się też z procesem zapalnym leżącym u podłoża choroby. Czasami dochodzi też niestety do udanych prób samobójczych.

Teraz jednak to się trochę zmienia, bo od kilku lat mamy przełom w leczeniu tej choroby. Łuszczyca jest już chorobą przewlekłą, nie da się jej wyleczyć, ale mamy cały arsenał leków działających ogólnoustrojowo, które kontrolują tę chorobę. Jeśli pacjent trafi w odpowiednim momencie do lekarza i podejmie leczenie, możemy doprowadzić do sytuacji, w której tej choroby po prostu nie widać.

W jaki sposób leczycie dzisiaj tą chorobę?

Terapię łuszczycy dobiera się w zależności od nasilenia zmian chorobowych. Przyjęło się, że granicą jest procent zajętej chorobowo skóry. Jeśli zmiany są na powierzchni mniejszej niż 10 proc. powierzchni całego ciała, to w większości przypadków stosujemy leki miejscowe i światłolecznictwo. Jeśli zmian jest więcej, to podajemy leki działające ogólnie. W przypadku nasilenia objawów konieczny jest pobyt w szpitalu.

Czasami konieczne jest inne postępowanie. Zawsze podkreślamy konieczność dobrego funkcjonowania pacjenta w trzech sferach: rodzinnej, społecznej i zawodowej. Jeśli mamy pacjenta, w przypadku którego choroba zajmuje mniej niż 10 proc., ale w tak zwanych szczególnych okolicach: paznokcie, skóra owłosiona głowy, narządy płciowe czy twarz – włączamy szybciej leczenie ogólne. Pacjentów z ciężką odmianą łuszczycy mamy na szczęście tylko 20 proc.

Czy łuszczycy, mimo że jest chorobą o podłożu genetycznym, możemy zapobiegać?

Jest to choroba genetyczna, nie możemy jej wyleczyć. U osoby mającej określony zespół genów po zadziałaniu czynnika prowokującego – najczęściej są to czynniki środowiskowe typu stres, oparzenie słoneczne, przyjmowane leki, infekcje – dochodzi do zaburzenia mechanizmów immunologicznych w skórze, w wyniku czego pojawiają się zmiany chorobowe. Łuszczyca lubi jednak zdrowy styl życia. Są osoby mające podatność na łuszczycę, a zmiany u nich nie występują. Mamy więc sytuację jak w każdej innej chorobie – musimy dbać o zdrowy styl życia – ograniczając bardzo stres środowiskowy.

Czy dysponujecie państwo wszystkim, co potrzebne jest współcześnie w leczeniu łuszczycy?

W tej chwili mamy w swoim arsenale praktycznie wszystkie terapie łuszczycy. Nie mamy dostępu do pojedynczych leków. Najnowsze terapie refundowane są w ramach programów lekowych. Od stycznia wchodzą kolejne korzystne zmiany – możemy włączyć leczenie biologiczne u pacjentów, którzy nie mają zajętych 10 proc. powierzchni skóry.

Dysponujemy też nowym lekiem dla kobiet w ciąży i planujących ciąże, który nie wykazuje transferu do łożyska i mleka matki.

Co można jeszcze zrobić, aby poprawić skuteczność leczenia?

Moim zdanie wciąż jest niska świadomość społeczna choroby. Część pacjentów gdzieś utknęła wraz z grupą lekarzy na sposobach leczenia sprzed lat. Brakuje dobrej kampanii społecznej, która zmieniłaby podejście i wiedzę o tej chorobie. Nie ma na przykład zbyt wielu celebrytów z tym schorzeniem, którzy by o tym mówili. Jest kult bycia ładnym – co powoduje, że wstydzimy się tej choroby.

A jak wygląda dostępność do dermatologa, szczególnie w czasie pandemii?

Zawsze mówiłam, że dostępność do dermatologa była dobra. Pandemia dramatycznie zmieniła sytuację. Poradnie dermatologiczne przeszły na teleporady. Właściwie zdiagnozować chorobę dermatologiczną przez telefon jest trudno, a nie ma systemu zaszyfrowanego przesyłania zdjęć.

I dwie najgorsze rzeczy. Nie ma możliwości rozliczenia przez NFZ pierwszej porady telefonicznej u dermatologa, co powoduje znaczne wydłużenie kolejek na wizytę w normalnych warunkach.

Kolejna sprawa to fakt, że ogromną liczbę oddziałów dermatologicznych przekształcono w oddziały covidowe. Na moim oddziale mieliśmy 21 łóżek, teraz mamy ich sześć. Widzimy teraz dużo ciężkich przypadków, których praktycznie już nie widywaliśmy. To samo dotyczy też chorób wenerycznych. Obawiam się na przykład, że za kilka miesięcy będziemy zbierali duże pokłosie kiły.

KAMPANIA ADVANTAGE HERS JEST ORGANIZOWANA WE WSPÓŁPRACY Z FIRMĄ UCB

Prof. Joanna Narbutt – Klinika Dermatologii, Dermatologii Dziecięcej i Onkologicznej UM w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii i wenerologii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA