fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane osobowe

Dane osobowe: szantaż za rzekome naruszenie praw autorskich

www.sxc.hu
Brak procedur pozwala wykorzystywać prokuraturę do wyciągania danych osobowych internautów i wyłudzania od nich pieniędzy.

Niektóre firmy z dochodzenia praw autorskich, np. za upublicznienie zdjęcia, uczyniły sposób na zarabianie pieniędzy. Ich działania nazywa się copyright trollingiem. I choć nie są wprost zakazane, budzą poważne wątpliwości etyczne.

Z pomocą śledczych

– Procedura postępowania przez stosujących copyright trolling jest prosta – tłumaczy Paweł Litwiński z Instytutu Allerhanda. – Składa się zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa: naruszenia prawa autorskiego, własności przemysłowej lub ustawy o bazach danych. Prokuratura ustala dane podejrzanego. I choć większość postępowań umarza, to skarżący zyskuje wgląd w akta. Dzięki temu może sam kontaktować się z podejrzanym i zastraszając go powództwem cywilnym, wyłudzić pieniądze w ramach ugody – wyjaśnia Litwiński.

Stosujący copyright trolling w wezwaniu często żądają niewygórowanych kwot, aby adresat, nie wiedząc o bezpodstawności zarzutów, wolał zapłacić, niż próbować szczęścia w sądzie.

– Często zgłaszają się do nas ludzie nagabywani groźbami wytoczenia powództwa sądowego za naruszenie praw autorskich, którego się nie dopuścili – mówi Mateusz Wolny z Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej. – Prokuratura nie może jednak nic zrobić, gdyż takie sprawy rozstrzygają sądy cywilne.

Szantażyści grożą też postępowaniem karnym – szantażowany nie ma świadomości, że zostało ono umorzone. Zdarza się, że proszą o dzwonienie na numer o podwyższonej opłacie.

Paweł Litwiński podkreśla, iż ustawowe zakazanie tej praktyki jest niemożliwe, bo mogłoby pozbawić prawa do sądu osoby, których prawa autorskie rzeczywiście zostały naruszone.

– W Stanach Zjednoczonych są przepisy o odpowiedzialności za jawnie bezzasadny zarzut naruszenia praw autorskich, ale to rozwiązanie nie sprawdziłoby się w Polsce ze względu na inną kulturę prawną – mówi Litwiński. – Dlatego kluczowa będzie postawa sądów w konkretnych sprawach.

Niedawno Sąd Rejonowy w Chrzanowie stwierdził, że prokuratura powinna najpierw sprawdzić zasadność zgłoszenia, a później dopiero pobierać dane podejrzanego (sygn. akt II Kp 29/16). W tej sprawie prokuratura zażądała od serwisu internetowego wydania adresów IP osób komentujących artykuły. Miało to związek ze sprawą rzekomego zniesławienia osoby sprawującej funkcje publiczne. Redaktor naczelny złożył zażalenie na postanowienie prokuratury do sądu i wygrał.

– Oczywiście nie zawsze da się tak zrobić, czasem niezbędne jest wezwanie oskarżonego na przesłuchanie. Ale sądzę, że ta sprawa została na tyle nagłośniona, że może wywrzeć duży wpływ na praktykę – mówi Litwiński.

Trudna rola

Mateusz Wolny podkreśla, że rola prokuratury w tym procederze jest przejaskrawiana.

– Wiele spraw nie jest w ogóle podejmowanych, gdyż określenie tożsamości sprawcy nie jest wcale łatwe. Nawet gdy po adresie IP uda się ustalić, z jakiego budynku dokonano naruszenia, nie da się wskazać, która z osób tam przebywających to zrobiła. Adres budynku znajdzie się jednak w aktach sprawy, a od 1997 r. nie ustalono dokładnych procedur dotyczących ich przechowywania i udostępniania. Nie ma więc podstawy, aby odmówić poszkodowanemu wglądu do nich. Zdarza się nawet, że to sąd nakazuje ich ujawnienie.

Problem jest na tyle poważny, że okręgowe rady radców prawnych w: Warszawie, Katowicach i Gdańsku prowadzą postępowania dyscyplinarne przeciw kilku prawnikom podejrzanym o udział w copyright trollingu . Na razie jednak w żadnej sprawie nie zapadło rozstrzygnięcie. Tego typu działania nie są bowiem w polskim prawie zakazane, choć mogą być uznane za sprzeczne z etyką zawodową.

Opinia

Wojciech Klicki, Fundacja Panoptykon

Niewątpliwie wyrok sądu w Chrzanowie i ewentualne następne podobne orzeczenia to krok w dobrą stronę. Żeby jednak zmienić nastawienie prokuratury w skali całego kraju potrzebne byłyby wytyczne z prokuratury generalnej nakazujące najpierw wstępne sprawdzenie zasadności zgłoszenia, a dopiero potem pobieranie dane. Problem dotyczy nie tylko postępowań o ochronę praw autorskich, ale także np.: dóbr osobistych. Ofiarą zawsze pada prywatność, bo na potrzeby takich spraw prokuratora pobiera dużo danych osobowych, do których następnie dostęp uzyskują trudniące się tym firmy czy kancelarie. Sądzę, że w zakresie spraw dotyczących ochrony dóbr osobistych, aby uniemożliwić nadmiarowe pobieranie tych danych, nie obędzie się bez zmian w procedurze cywilnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA