fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Budżet cierpi na pandemii mniej, niż oczekiwano

Fotorzepa, Robert Gardziński
Jak na sytuację kryzysową, podatki płyną do kasy państwa w miarę wartkim strumieniem. Przynajmniej na razie, bo druga fala pandemii może zatrzymać ten pozytywny trend.

Od stycznia do października budżet państwa zasiliło w sumie ok. 301 mld zł wpływów z różnych podatków. W porównaniu z ubiegłym rokiem to o 1,2 proc. mniej. Ale są to mniejsze straty, niż spodziewa się minister finansów w nowelizacji ustawy budżetowej, gdzie zaplanowano spadek dochodów podatkowych o prawie 5 proc.

Pozytywne zaskoczenie

Szczególnie dobrze wygląda VAT, który przyniósł (po dziesięciu miesiącach) do kasy państwa prawie tyle, co w ubiegłym roku, choć oczekiwano załamania o 6 proc. Podobnie jest z podatkiem CIT i akcyzą, gorzej za to z PIT, który notuje głębsze spadki niż zapisane w nowelizacji.

– Faktycznie, ubytki w dochodach są niższe, niż się spodziewaliśmy na wiosnę i niż założył resort finansów w nowelizacji – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Nowelizacja została oparta na konserwatywnych założeniach i dawała przestrzeń do pozytywnego zaskoczenia. Na dziś ta niespodzianka się realizuje – mówi też Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

budżet zyskuje

– Powód? Lepsza kondycja gospodarki – zaznacza Maliszewski. Po tąpnięciu w II kwartale w trzecim mocno odbiła się już konsumpcja, ustabilizowała się sytuacja na rynku pracy, to znaczy bezrobocie już nie rosło, a wzrost płac nieco przyspieszył, dzięki czemu dochody gospodarstw domowych nie załamały się. – To wszystko stabilizuje bazę podatkową. Do tego kasie państwa pomaga też inflacja, bo zwiększa wpływy z VAT w ujęciu nominalnym – dodaje Maliszewski.

– Warto też pamiętać, że to ogromny impuls fiskalny, w postaci różnych tarcz osłonowych, pomógł ochronić miejsca pracy i dochody ludności. Obecne w miarę dobre wpływy z podatków są więc m.in. efektem tego, że rząd wydał dużo pieniędzy na wsparcie gospodarki. Bez tego straty budżetu byłyby znacznie większe – zaznacza Pogorzelski.

W sumie, jak wynika z analizy „Rzeczpospolitej", gdyby takie tendencje jak w październiku utrzymały się do końca roku, budżet państwa straciłby przez pandemię nie 40 mld zł z podatków (jak założono w nowelizacji, przy czym chodzi o straty w porównaniu z planami sprzed pandemii), ale ok. 25–27 mld zł. Ograniczenie ubytków widoczne byłoby przede wszystkim w VAT (16 mld zł zamiast 26,5 mld zł) i akcyzie (3,8 mld zł zamiast 6,7 mld zł). Za to PIT wciąż odradza się na tyle powoli, że straty mogą być nawet większe, niż spodziewa się resort finansów.

Problem jednak w tym, że dotychczasowe wykonanie budżetu nie obejmuje restrykcji wprowadzonych w październiku i listopadzie. Jeśli druga fala pandemii uderzy w gospodarkę i budżet z taką mocą jak ta pierwsza, to o pozytywną niespodziankę na koniec roku będzie trudno.

Nie tak gwałtownie

– Oczywiście, wciąż panuje ogromna niepewność co do przebiegu pandemii i wpływu na gospodarkę. Pod wielkim znakiem zapytania stoi sezon świąteczny, który – jeśli chodzi o poziom konsumpcji – jest najlepszym okresem w roku – zauważa Grzegorz Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Niemniej wydaje się, że obecny lockdown jest mniej dotkliwy dla części handlu i usług, praktycznie nie dotyka przemysłu, firmy i konsumenci wydają się też lepiej przygotowani. Jeśli tak, to i ubytki w budżecie nie powinny być tak duże, jak by można się było spodziewać.

Do tego ekonomiści dodają, że Polacy nie ograniczyli swojej mobilności i wydatków tak gwałtownie jak w marcu. – Wówczas było to tąpnięcie, obecnie jest to proces bardziej stopniowy – zauważa Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Może to przełożyć się na to, że i spadki podatkowych dochodów nie będą miały tak gwałtownego charakteru – ocenia. A Karol Pogorzelski z ING Banku Śląskiego szacuje, że mimo wszystko straty mogą być nawet o 25–50 proc. mniejsze.

Inna sprawa, że nawet jeśli ubytki w dochodach w kasie państwa wynikające z trendów w gospodarce będą niższe, raczej nie przełoży się to na ograniczenie zaplanowanej na ten rok gigantycznej dziury budżetowej, która ma sięgnąć ok. 110 mld zł.

Bufor bezpieczeństwa

Jak zapowiedział minister finansów Tadeusz Kościńki, rząd będzie bowiem dążył do maksymalnego wykorzystania limitu deficytu w tym roku. Oznacza to przyspieszenie wydatków, tworzenie rozmaitych rezerw czy nawet „pomniejszanie" wpływów z VAT przez większe zwroty dla firm.

Wszystko po to, by stworzyć poduszkę bezpieczeństwa dla przyszłorocznego budżetu. – To dobra taktyka, o ile wysokie deficyty w 2020 r. we wszystkich krajach są tolerowane, o tyle w 2021 r. pojawi się już presja, by zacieśniać finanse publiczne – zaznacza Soroczyński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA