fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

RZECZoBIZNESIE: Janusz Jankowiak: W sprawach podatkowych może być ostro

tv.rp.pl
Po wyborach zobaczymy, co zostanie ze zrównoważonego budżetu. Pewnie projekt zostanie poddany gruntownej przebudowie - mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Jak Pan ocenia projekt budżetu na 2020 r.?

Zrównoważenie budżetu na papierze jest możliwe dzięki bardzo dużym jednorazowym dochodom, które przekraczają 20 mld zł. Po stronie dochodowej zapisana jest likwidacja ograniczenia 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia przy płatności składek ubezpieczeniowych, co daje blisko 6 mld zł oszczędności na dotacji dla FUS. Po stronie wydatkowej nie ma wypłat trzynastej emerytury. Nie jest to zgodne z deklaracjami wielu polityków. Pewnie po wyborach projekt budżetu zostanie poddany gruntownej przebudowie. Wtedy zobaczymy, co zostanie z historycznego zrównoważonego budżetu.

Zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS może nie zostać wprowadzone?

To jest element gry przedwyborczej, tak jak cały projekt budżetu. Tymczasem przedsiębiorcy muszą projektować swoje budżety. Często mają pracowników, których ta kwestia dotyczy. Oni muszą wiedzieć, czy w swoim budżecie przewidywać wyższe koszty. Skłaniam się do tego, że likwidacji tego ograniczenia nie będzie.

Rząd liczy na zwiększone wpływy z VAT. Wierzy, że koniunktura będzie wciąż trwała?

Reguła, że dochody podatkowe są cykliczne, zależne od tempa wzrostu gospodarczego, nie może podlegać modyfikacji. W projekcie rządowym tempo wzrostu gospodarczego w 2020 r. jest niższe niż osiągnięte w 2019 r. I tak 3,7 proc. wydaje się wątpliwe, może być zawyżone. Jeżeli tempo wzrostu jest niższe, to cyklicznie wszystkie dochody związane z wynagrodzeniami i zakupami powinny być niższe. Mogą być wyższe wyłącznie w nadzwyczajnych sytuacjach, kiedy dociska się śrubę. Śruba w przypadku podatku VAT została już bardzo solidnie dociśnięta.

Czyli rząd jest zbyt optymistyczny w stosunku do dalszego uszczelniania podatku VAT?

Powinien to być sygnał niepokojący dla przedsiębiorców, a nawet obywateli. W sprawach podatkowych może być ostro. Bazę dla dochodów podatkowych z reguły odnosi się do nominalnego tempa wzrostu PKB. Przyjmuje się, że tempo wzrostu nominalnego, w tym wypadku lekko powyżej 6 proc., powinno odpowiadać dynamice dochodów. W wypadku tego projektu budżetu jest tak, że dynamika wzrostu dochodów przekracza tempo wzrostu nominalnego PKB, więc gdzieś system musi być jeszcze dociśnięty.

Skąd pomysł, żeby po 30 latach permanentnego deficytu zrobić zrównoważony budżet?

To jest zagadka. Rząd mocno eksponuje ten wiekopomny projekt budżetu. Z drugiej strony popada się w sprzeczność o charakterze makroekonomicznym. Jeśli tempo wzrostu gospodarczego spadnie, a rząd dysponuje możliwością stymulacji, to podtrzymuje się tempo wzrostu poprzez poluzowanie fiskalne. My mamy przypadek, gdzie rząd przyznaje, że tempo wzrostu będzie niższe, a w związku z tym dociśnie fiskalną śrubę.

Może będzie to sygnał dla inwestorów, że będą mniejsze potrzeby pożyczkowe i rząd dba o finanse?

Tak, czy inaczej, wszyscy inwestorzy, którzy analizują projekt budżetu, wiedzą, że trzeba będzie na niego popatrzeć jeszcze raz po wyborach.

Nikt się wcześniej nie przejmował deficytem budżetowym, ani finansów publicznych obejmującym samorządy.

To jest ciągle problem polskiej gospodarki. Nie budżet państwa, tylko wynik całego sektora finansów publicznych jest istotny do oceny pozycji fiskalnej kraju. Z tego punktu widzenia, nawet w nowym projekcie, deficyt sektora finansów publicznych wynosi -0,3 proc. PKB. Po wyeliminowaniu czynników o charakterze jednorazowym, on rośnie do -1,3 proc. Rząd projektuje projekt zrównoważonego budżetu państwa, ale wciąż nie zrównoważonych finansów publicznych.

Na wydatki samorządów rząd nie ma do końca wpływu. Nie będzie niespodzianki z tej strony?

Cykl wydatków inwestycyjnych związany z absorpcją funduszy unijnych wygasa. Jest inny problem. Rząd dokłada samorządom nowych zadań, nie dokładając środków.

Czyli będą się dalej zadłużały, co odbije się na ostatecznym wyniku.

Wspomniane -1,3 proc. deficytu sektora finansów publicznych są bardzo konserwatywne. Może się okazać, że ten deficyt będzie zbliżony do -2,8, blisko -3 proc. PKB.

Na jaki czas może nam starczyć jednorazowych zasileń budżetu?

Dopóki nie zmieni się stabilizującej reguły fiskalnej, wydatki o charakterze jednorazowym nie mają żadnego znaczenia. One pozwalają zwiększyć kwotę wydatków raz, ale nie limit wydatków, który się liczy w kolejnych latach. Z punktu widzenia stabilizacji finansów publicznych przy trwałych, zwiększających się wydatkach nie ma żadnego znaczenia.

Załóżmy, że sytuacja gospodarcza na świecie pogorszy się. Co zrobi wtedy rząd?

Zrobi to, co musi. Nie da się anulować zdeterminowanych wydatków. Będziemy zwiększać zadłużenie i deficyt.

Nie zrezygnuje lub ograniczy 500 plus?

To by było racjonalne, ale politycy koalicji, ani opozycji, nie mają takich zamiarów. Uwaga po całkowitym zamknięciu luki VAT przesunie się na CIT.

Tutaj są ograniczone możliwości w przypadku zagranicznych koncernów.

Tak i nie. Pewna praca przygotowawcza już została zrobiona. Polski Instytut Ekonomiczny już oszacował lukę w CIT. To źródło nie jest aż tak bogate jak w przypadku VAT, ale możliwości tam istnieją.

W przypadku cykliczności dochodów podatkowych i zdeterminowanych wydatków grozi to powiększeniem deficytu.

A grozi przykręcaniem śruby łatwiejszym do kontrolowania polskim przedsiębiorcom?

Wystarczy popatrzeć na założenia projektu budżetu. Objętość elementów, które mówią o zwiększeniu dochodów budżetu jest 3-4 krotnie większa niż to, co się mówi o wydatkach. Uwaga skupiona na stronie dochodowej niedobrze wróży dla podmiotów, które prowadzą uczciwą działalność gospodarczą.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA