fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Wielka Brytania wystawia rachunek za lata cięć

Ostatnio zamachowcy w Londynie trzykrotnie użyli pojazdów, aby zabić ludzi. Na zdjęciu miejsce poniedziałkowej tragedii.
AFP
W dniu rozpoczęcia negocjacji z UE terroryści znów uderzyli na Wyspach. Kłopotów kraju nie widać końca.

Tym razem ofiarami rozpędzonego pojazdu byli muzułmanie, którzy zebrali się po wieczornych modlitwach w trakcie ramadanu w pobliżu meczetu w zdominowanej przez imigrantów dzielnicy Finsbury Park.

– Starszy mężczyzna zasłabł, staraliśmy mu się pomóc, kiedy rozpędzony samochód uderzył w zebranych ludzi. Ja odskoczyłem, inni nie zdążyli – opisuje „Guardianowi" wydarzenia z poniedziałku nad ranem świadek, który chce, aby go nazywać Abdulrahman. – Pojechał dalej, wyskoczył z auta i uciekając krzyczał: „Chcę zabić wszystkich muzułmanów!". Dopadłem go, uziemiłem, leżeliśmy tak z 20 minut, zanim przyjechała policja – dodaje.

W ataku zmarł mężczyzna, który początkowo zasłabł. Rannych zostało także osiem osób, wszyscy muzułmanie. To już trzeci w ostatnich tygodniach zamach w Londynie (w każdym użyto samochodu jako broni do zabijania ludzi) i czwarty w Wielkiej Brytanii. Napięcie jest tak duże, że w środku nocy obudzono premier Theresę May, która nad ranem zwołał sztab antykryzysowy Cobra.

– To pierwszy przypadek, gdy zamachy terrorystyczne przeprowadzane przez islamistów wywołują kontrreakcję przeciw muzułmanom. Miejmy nadzieję, że nie przekształci się to w trend, bo wówczas zamachowcy osiągnęliby to, czego potrzebują: podzieliliby brytyjskie społeczeństwo – mówi „Rz" Ian Bond, dyrektor w Center for European Reform (CER) w Londynie.

Zaniedbania w Grenfell Tower

Ale w chwili, gdy powinna być zwarta, bo rozpoczyna niezwykle trudne negocjacje z Unią, Wielka Brytania ma o wiele więcej problemów niż tylko terroryzm. W poniedziałek policja podała, że w pożarze londyńskiej Grenfell Tower zginęło 79 osób, z czego do tej pory udało się zidentyfikować zaledwie pięć. Zdesperowane rodziny chcą pozwać służby odpowiedzialne za zabezpieczenie przeciwpożarowe budynków. Uważają, że gdyby przepisy były egzekwowane, można by uniknąć tragedii.

W środę May będzie występować w Izbie Gmin o wotum zaufania dla swojego nowego rządu, ale bez pewności, że ją uzyska. Premier rozpisała przedterminowe wybory, jednak w ich wyniku straciła większość w parlamencie i teraz musi polegać na poparciu w kluczowych głosowaniach dość radykalnej Demokratycznej Partii Unionistycznej działającej w Irlandii Północnej.

Rząd jest tak słaby, że w poniedziałek zastępca May Philip Hammond musiał zapewniać media, że nie dąży do „przewrotu pałacowego" i przejęcia fotela premiera. Ale w Brukseli rośnie obawa, że ekipa u władzy w Wielkiej Brytanii nie będzie w stanie w ciągu 649 dni, jakie pozostały do zakończenia negocjacji z Brukselą, uzgodnić trudnego kompromisu niezbędnego do osiągnięcia finalnego porozumienia. To oznaczałoby radykalne zerwanie współpracy z Unią i mogłoby z nową siłą rozbudzić nastroje secesjonistyczne w Szkocji i nacjonalistyczne w Irlandii Północnej.

– Torysi są głęboko podzieleni w tak kluczowych sprawach, jak utrzymanie przez okres przejściowy jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE w Wielkiej Brytanii czy uregulowanie przez Londyn zaległych płatności do unijnego budżetu. Z kolei CUP domaga się od May rzeczy sprzecznych: chce, aby Wielka Brytania z jednej strony wyszła z unii celnej, z drugiej zaś, aby na granicy między Irlandią Północną i Irlandią Południową nie zostały wprowadzone kontrole. To nie może się dobrze skończyć – uważa Ian Bond.

Przyczyna problemów

Brytyjscy dyplomaci w ostatnich miesiącach próbowali rozbić zjednoczony front krajów Unii wobec brexitu. W szczególności czołowi brytyjscy politycy przyjeżdżali w takim celu do Polski. Ale kraje Wspólnoty wciąż utrzymują solidarną postawę przed negocjacjami rozwodowymi. W szczególności Angela Merkel chce narzucić surowe warunki brexitu, aby inne kraje UE nie miały pokusy pójść w ślady Brytyjczyków.

Wobec rosnącej niepewności po raz pierwszy od 2004 r. odwrót z Wysp zaczęli polscy emigranci – wynika z danych brytyjskiego MSW. Z decyzjami o inwestowaniu na Wyspach wstrzymują się też zagraniczne firmy, a konsumenci z powodu rosnących cen po załamaniu funta ograniczają zakupy. W pierwszym kwartale tego roku Wielka Brytania rozwijała się najwolniej ze wszystkich krajów Unii, drugi kwartał nie zapowiada się lepiej.

– Widzę wspólny mianownik dla wszystkich tych problemów: osiem lat bezustannej polityki oszczędzania prowadzonej przez Gordona Browna, Davida Camerona, a teraz Theresę May – mówi Ian Bond. – Co prawda terroryzm nie jest spowodowany zaciskaniem pasa, jednak zamachowcy na długo przed przeprowadzeniem ataków dawali oznaki rosnącej radykalizacji, ale policja na to nie reagowała, bo nie ma wystarczającej liczby funkcjonariuszy. Także ogień w Grenfell Tower rozprzestrzenił się tak szybko, bo zaniedbano utrzymania w należytym stanie zabezpieczeń antypożarowych. A i decyzja o brexicie rok temu nie jest niczym innym jak reakcją wielu wyborców na stale pogarszające się warunki życia, za co część torysów obciążała Brukselę, bo tak jest najłatwiej – mówi Bond.

Zdaniem ekonomisty instytutu Bruegla w Brukseli Cameron zamiast przeprowadzić reformy strukturalne, które uniezależniły brytyjską gospodarkę od rynku usług finansowych, skoncentrował się na samym ograniczeniu wydatków państwa. Chciał zapobiec bankructwu kraju, co wydawało się realną groźbą jeszcze na przełomie 2009/2010 roku. Jednak mimo takiej polityki dług państw od 2013 r. nawet nieznacznie wzrósł z 86,2 do 88,6 proc. PKB, zaś deficyt publiczny wyniesie w tym roku 3,4 proc. PKB, wciąż powyżej limitu Brukseli. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA