fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Wielka Brytania za dwa lata opuści Unię Europejską

Theresa May nie chce unii celnej ani jednolitego rynku.
PAP/EPA
Za dwa lata Wielkiej Brytanii nie będzie w Unii Europejskiej. Liczba członków UE pierwszy raz zmaleje.

Korespondencja z Brukseli

Po dziewięciu miesiącach od referendum, w którym większość Brytyjczyków powiedziała „nie" Unii Europejskiej, rusza formalnie proces Brexitu.

W środę premier Theresa May prześle list do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, żeby formalnie zawiadomić go o zamiarze opuszczenia UE i uruchomieniu art. 50 unijnego traktatu. Przewiduje on dwa lata na negocjacje umowy rozwodowej, która ma zawierać warunki wyjścia z Unii.

Trzy najważniejsze sprawy

Na teraz wiadomo, że najważniejsze do uzgodnienia są prawa obywateli UE, w tym miliona Polaków żyjących na Wyspach, i prawa Brytyjczyków rezydujących w innych krajach UE.

Po drugie, rachunek za Brexit uwzględniający głównie zobowiązania Londynu podjęte w perspektywie budżetowej na okres 2014–2020. Po trzecie, los Irlandii Północnej.

W imieniu UE negocjacje będzie prowadził Michel Barnier, Francuz.

– Jest właściwą osobą. Był ministrem, komisarzem i eurodeputowanym, zna więc dobrze wszystkie kluczowe w tym procesie instytucje. Jednocześnie charakteryzuje go kultura łagodzenia, a nie dążenia do konfliktów, co jest bardzo ważne. Ponadto był komisarzem ds. rynków finansowych i świetnie zna specyfikę Wielkiej Brytanii. A jest już prawie pewne, że dla usług finansowych będzie musiała powstać osobna umowa – ocenia w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Danuta Hübner, przewodnicząca Komisji Konstytucyjnej Parlamentu Europejskiego.

To ta komisja pod koniec negocjacji oceni umowę i na tej podstawie Parlament Europejski wyda lub nie zgodę na jej podpisanie.

Brytyjski pomysł. Dla Austrii

Pierwszy raz członek UE decyduje o opuszczeniu Wspólnoty. Ale też w przeszłości nie było takiej formalnej możliwości. Artykuł 50 wprowadzono dopiero w traktacie lizbońskim, który obowiązuje od 1 grudnia 2009 roku.

Pomysłodawcą tego zapisu jest brytyjski dyplomata John Kerr, ale paradoksalnie, gdy go proponował, nie miał wcale na myśli swojego kraju. Działo się to w latach 2002–2003, gdy międzynarodowy konwent z udziałem polityków i dyplomatów pracował nad konstytucją dla Europy. Wtedy nad Austrią wisiał złowrogi cień Jörga Haidera, a UE zamroziła swoje relacje dyplomatyczne z tym krajem.

– Wydawało mi się wtedy bardzo prawdopodobne, że ewentualny dyktatorski reżim w Europie chciałby opuścić Unię. I logiczne byłoby posiadanie ram dla takiego wyjścia, żeby uniknąć chaosu – powiedział emerytowany dyplomata w rozmowie z portalem Politico.eu.

Okres przejściowy

Negocjacje potrwają dwa lata, bo tak przewiduje artykuł 50. Teoretycznie można je przedłużyć za jednomyślną zgodą obu stron, na razie nikt jednak takiej opcji nie rozważa.

– To bardzo mało czasu, a chyba brytyjska opinia publiczna nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jak będzie to trudne – mówi Hübner.

W praktyce same negocjacje potrwają nawet krócej, szacuje się, że około 1,5 roku, bo najpierw trzeba przyjąć mandat, a potem na koniec zostawić kilka miesięcy na ratyfikowanie porozumienia. W takim scenariuszu 29 marca 2019 roku Wielka Brytania nie będzie częścią UE.

Prawdopodobnie jednak jeszcze przez jakiś okres przejściowy – dwa–trzy lata – część obecnej legislacji będzie obowiązywać, bo po prostu nie da się tego przerwać z dnia na dzień.

Jak wyjaśnia Danuta Hübner, nie ma jednak mowy o stopniowym wygaszaniu praw i obowiązków w tym okresie.

– Nie ma takiej formuły prawnej. W okresie przejściowym wszystko obowiązuje tak jak wcześniej, łącznie z jurysdykcją Trybunału Sprawiedliwości – mówi europosłanka.

Przez te dwa lata będzie negocjowana umowa rozwodowa, ale jeszcze nie porozumienie o przyszłych relacjach. Te drugie negocjacje prawdopodobnie nastąpią właśnie w okresie przejściowym.

Umowa rozwodowa będzie podpisywana ze świadomością ogólnego docelowego modelu, ale bez znajomości jego szczegółów. Ta pierwsza umowa musi być zatwierdzona jednomyślnie przez 27 państw, ale w tej drugiej będzie obowiązywała procedura większościowa.

Tak jak Ukraina?

Z dotychczasowych wypowiedzi Theresy May wynika, że Wielka Brytania nie chce być częścią jednolitego rynku, nie chce też unii celnej. Bo nie wyobraża sobie zachowania swobody przepływu pracowników z UE, płatności finansowych na jej rzecz czy jurysdykcji unijnego sądu.

A to wszystko jest wymagane w zamian za dostęp do wspólnego rynku, o czym wiedzą Norwegia, Islandia czy Szwajcaria. Prawdopodobnie więc nowe porozumienie będzie konstruowane na wzór tego z Ukrainą czy Kanadą. Byłaby to pogłębiona umowa o wolnym handlu.

Na razie, jeszcze na etapie konsultacji, a nie negocjacji, państwa UE są zjednoczone. W Brukseli słychać jednak nieoficjalnie obawy, że Londyn może chcieć stosować taktykę dzielenia. I na przykład Polska mogłaby być zainteresowana łagodniejszymi warunkami Brexitu dla Londynu w zamian za preferencje dla jej obywateli, tak licznie przebywających na Wyspach.

Wątpliwości budzi też przyszła postawa premiera Irlandii, bo krajowi temu najbardziej zależy na jak najbliższych i najbardziej przyjaznych relacjach z Wielką Brytanią, nawet za wysoką cenę. Dublin chce bowiem utrzymania faktycznie otwartej granicy między Irlandią i Irlandią Północną, co z punktu widzenia prawa UE jest właściwie niemożliwe.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA