fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Tajlandia otworzy się później

AFP
Rząd Tajlandii obiecał, że warunkowo otworzy kraj dla turystów od 1 października. Teraz już wiadomo, że ta data nie jest aktualna.

Powodem było wykrycie przypadku zakażenia COVID-19. Wcześniej, przez 100 dni ten kraj był wolny od wirusa. Teraz zdaniem wicepremiera i ministra zdrowia Anutina Charnvirakula Tajlandia musi się nauczyć żyć z wirusem, a zezwolenie na wjazd zagranicznych turystów mógłby zaowocować wzrostem zachorowań. — Musimy walczyć z COVID-19 i nie możemy się obawiać niekorzystnych skutków tej walki — mówił wicepremier.

Wcześniej Tajowie bardzo ostrożnie planowali otwarcie kraju. Dla zagranicznych turystów miała być dostępna przez miesiąc od wjazdu jedynie właśnie wyspa Phuket i dopiero po tym okresie mogliby się przemieszczać po kraju. Wykluczone więc były pobyty krótsze niż 30 dni.

Teraz jednak okazało się, że zachorował jeden z więźniów z zakładu karnego w Bangkoku. Ma 37 lat i wcześniej nigdy nie wyjeżdżał za granicę. Tajowie obawiają się, że w ich kraju mogłaby się powtórzyć sytuacja z karaibskiej wyspy Aruba, gdzie wpuszczono turystów, zanim udało się wygasić pandemię.

— To fatalna wiadomość, bo w Tajlandii turystyka ma znaczący wkład do PKB, który w tym roku ma się zmniejszyć o 8,5 proc. A dla samej wyspy Phuket to pożegnanie się z wpływami z tej branży. Sytuacja jest już fatalna i najprawdopodobniej jeszcze się pogorszy, bo hotele z dnia na dzień pogrążają się w coraz większych stratach — mówi Bill Barnett, prezes firmy konsultingowej C9 Hotelworks Ltd.

Przed pandemią COVID-19 Tajowie mocno inwestowali w rozbudowę branży hotelarskiej. Tymczasem w tej chwili 70 proc. nowych projektów jest opóźnionych bądź wręcz wstrzymanych. Nie ma pracy na budowach, ale także w obrocie nieruchomościami, handlu, a portfele złych kredytów nieustannie rosną.

Rząd w Bangkoku usiłował wesprzeć turystykę dopłacając swoim obywatelom 40 proc. do ich rachunków hotelowych, ale nie był w stanie wyrównać strat branży, która jednak jest uzależniona od wpływów od turystów zagranicznych. Na samym Phukecie turyści zagraniczni stanowią ok. dwóch trzecich wszystkich przyjezdnych, ale ich wydatki stanowią ponad 90 proc. przychodów branży na wyspie.

W Phuket Hotels Association, które zrzesza 78 hoteli wyliczono, że jeśli nie ruszą przyjazdy zagraniczne, to wyspie grozi utrata 50 tys. miejsc pracy. To jest oczywiste w sytuacji, kiedy w tych placówkach w tej chwili zajęte jest niespełna 10 proc. pokojów. — Żebyśmy nie wiadomo jak stymulowali rynek wewnętrzny, to nie uda nam się powstrzymać wręcz dramatycznego spadku liczby miejsc pracy i pogorszenia się sytuacji właścicieli i operatorów hoteli. To właśnie dlatego niezbędne skoordynowane, odpowiedzialne, bezpieczne i pragmatyczne otwarcie na przyjazdy cudzoziemców - nie ukrywa Anthony Lark, prezes stowarzyszenia.

— Kolejne opóźnienie wysyła fatalny sygnał. Bo przecież branża hotelowa na Phukecie jest jak najbardziej gotowa na restart — dodaje Kongsak Khoopongsakorn, prezes Thai Hotels Association.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA