fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Swiatłana Cichanouska: Bardzo chcę wrócić do domu

Swiatłana Cichanouska
Fotorzepa, Jerzy Dudek
5 listopada kończy się kadencja Łukaszenki. Wtedy traci legitymację. Po tym terminie żaden jego rozkaz nie będzie miał mocy prawnej. Właśnie przed tym terminem musimy rozpocząć dialog na temat pokojowego przekazania władzy i nowych wolnych wyborów – mówi prezydent elekt Białorusi Swiatłana Cichanouska.

Na Forum Ekonomicznym w Karpaczu otrzymała pani nagrodę i została przywitana jako prezydent elekt Białorusi. Co to znaczy dla pani, co dla Białorusi?

Dla mnie to oznacza, że ludzie zaufali mi i uwierzyli we mnie. Białorusini mówili, że jestem dla nich natchnieniem, a tak naprawdę oni byli moją inspiracją. Beze mnie nie byłoby protestów, ludzie nie broniliby swoich głosów. Ale bez moich rodaków nie byłoby mnie. Jesteśmy razem.

Powróci pani na Białoruś?

Bardzo chcę wrócić do domu, uwielbiam mój kraj. Nie czuje się tam jednak bezpiecznie, widzicie, co tam się dzieje. Wsadzają do aresztów i wyrzucają przeciwników z kraju. Muszę przebywać w obcym kraju, ale gdy uznam, że ja i moje dzieci będziemy bezpieczni, wrócę na Białoruś. Tam są moi bliscy, mój mąż, chcę powrócić.

Jaki jest obecnie status białoruskiej Rady Koordynacyjnej? Kto ją uznaje?

Ludzie, naród białoruski. To wystarczy. Na Białorusi o wszystkim powinien decydować naród białoruski. Dzisiaj Rada Koordynacyjna została bez przywództwa. Sześcioro członków prezydium albo trafiło do aresztu, albo wyrzucono ich z kraju (w czwartek na wolności pozostawała jedynie noblistka Swiatłana Aleksijewicz – red.). Ale to nie znaczy, że Rada przestała istnieć, nadal działa. Pojawią się nowi liderzy, sytuacja zmienia się codziennie. Zorganizujemy się i będziemy kontynuować pracę.

Nie obawia się pani dołączyć do grona białoruskich dysydentów na Zachodzie, przez wiele lat niemogących wrócić do ojczyzny?

Absolutnie nie. Powrócę do domu. To, co się dzieje dzisiaj, nie będzie trwało długo, ludzie nie chcą dalej żyć z tą władzą. Już niedługo wszystko się zmieni.

W jaki sposób chcecie jako opozycja walczyć z Łukaszenką, jakimi metodami?

Tak jak dotychczas. Poprzez pokojowe protesty i strajki. Swoją pogardą wobec niego. Nie odpuścimy i prędzej czy później będzie musiał odejść.

Jakie ma pani dowody realnego poparcia ze strony społeczeństwa?

Widzę, co się tam dzieje, i widziałam, jak głosowali ludzie. Widziałam, ilu udało się do lokali wyborczych, mieliśmy ogromne wsparcie w trakcie kampanii. Widzieliśmy protokoły wyborcze, które nie zostały zniszczone. Od trzech tygodni ludzie bronią swoich głosów na ulicach miast. To jest moje poparcie.

Ma pani kontakt z białoruskim społeczeństwem?

Oczywiście, mam. Na ile to jest możliwe. Rozmawiam z ludźmi, zarówno ze strajkującymi robotnikami, jak i prawie codziennie z członkami Rady Koordynacyjnej.

Czego pani oczekuje od swoich przyjaciół z Zachodu, Polski, Unii Europejskiej?

Wcześniej prosiłam jedynie o to, by społeczność międzynarodowa mówiła i pamiętała o nas. Prosiłam o moralne wsparcie. Ale mamy też wiele inicjatyw, które pomagają represjonowanym i strajkującym robotnikom. Oni potrzebują wsparcia materialnego. Prosiłam o takie wsparcie. Teraz dążymy do zorganizowania dialogu, który doprowadzi do rozwiązania kryzysu politycznego w kraju. Widzimy jednak, że władze nie są gotowe do takiego dialogu, i nie jest wykluczone, że w najbliższym czasie będziemy musieli poprosić państwa sąsiednie o pomoc w mediacjach. Jestem przekonana, że nie zostaniemy sami z naszymi problemami.

Czy ma pani kontakt z innymi państwami oprócz Litwy i Polski? Czy jest jakiś kontakt z takimi ważnymi graczami w Europie, jak Niemcy czy Francja?

Na szczęście, gdy przyjechałam na Litwę, rozmawiałam z liderami niemal wszystkich państw europejskich, Kanady i USA. Mam możliwość skontaktowania się z wszystkimi wysokiej rangi urzędnikami, którzy są gotowi pomagać nam i którzy zapraszają mnie do swoich krajów. Pewnie już niedługo zorganizujemy wyjazdy służbowe, by poinformować opinię publiczną, co się dzieje w naszym kraju. Powinniśmy mówić o tym, że w XXI w. w centrum Europy jest państwo, gdzie nadal jest dyktatura, a ludzie chcą zmian.

Co pani myśli o zachodnich sankcjach wobec reżimu Łukaszenki? W Polsce w latach 80. sankcje miały wielki wpływ na osłabienie komunistów i drogę do wolności.

Potrzebne są sankcje personalne wobec ludzi, którzy osobiście ponoszą odpowiedzialność za represje. Chodzi nie tylko o zakaz wjazdu, ale i o blokadę rachunków bankowych. Proponowana przez UE lista osób, które zostaną objęte takimi sankcjami, powinna oczywiście zostać wydłużona. Pamiętamy jednak, jak po wyborach w 2010 r. wprowadzone sankcje wymieniano na więźniów politycznych. To już stała praktyka władz Białorusi.

Mamy coraz więcej wiadomości o nadchodzącym po protestach kryzysie ekonomicznym na Białorusi. Jak przedstawia się sytuacja gospodarcza po wyborach?

Nieco przestraszyłam się na początku, gdy ludzie zaczęli strajkować. Jestem niedoświadczonym politykiem i myślałam, że to może doprowadzić do kryzysu gospodarczego i wywołać niezadowolenie ludzi. Ale teraz Białorusini przekonują mnie, że są gotowi trwać jakiś czas w warunkach kryzysu gospodarczego, bo wiedzą, że wolności nie przelicza się na pieniądze. Wiem, że państwa europejskie pomogą nam wyjść z tego kryzysu.

Będzie pani podążała ścieżką liderów Ukrainy i walczyła o perspektywę dołączenia do Unii Europejskiej? Czy jednak jest pani za tym, by Białoruś pozostała w strefie wpływów Rosji?

Jest zbyt wcześnie, by o tym mówić. Musimy wyjść z kryzysu politycznego. Zobaczymy później, jaką drogę obrać, rosyjską czy europejską. Może wybierzemy własną. Przecież nie musimy trzymać wyłącznie z Rosją i nie patrzeć w kierunku Europy. Państwo tak myślicie o nas, bo nasz były prezydent właśnie taką politykę prowadził.

Na razie Białorusini walczą o wolność. To naturalnie sprawa najważniejsza. Ale jaki jest ich prawdziwy stosunek do Unii? Czy to temat, który na razie wymyka się ich wyobraźni?

Pewnie tak, zbyt długo nas straszyli Europą i NATO. Nie będziemy się kłócić z Rosją, ale też z Europą, USA i NATO. Opowiadamy się za dobrymi relacjami z wszystkimi państwami. Nie sądzę, żeby Białorusini mieli coś przeciw Europie. Widzą, że to kraje demokratyczne i wysoki poziom życia. Również chcemy tak żyć. Ale też rozumiemy, że Rosja jest dla nas także państwem przyjaznym, to przyjazny nam naród. Jesteśmy związani z nimi, mamy dwa języki państwowe: białoruski i rosyjski. Nie można zrywać relacji ani ze Wschodem, ani z Zachodem. A przecież mamy jeszcze Południe i Północ. Chcemy żyć przyjaźnie ze wszystkimi. Jestem przekonana, że nowy prezydent Białorusi nawiąże takie przyjazne relacje.

Dzieci są z panią, a mąż w areszcie na Białorusi. A co z resztą rodziny?

Na szczęście moje dzieci są ze mną na Litwie i już rozpoczęły naukę. Siarhiej w więzieniu, przychodzi do niego adwokat, jesteśmy w kontakcie. Nie czuje się źle, ale jak można się czuć w warunkach więziennych? Pan nie był w białoruskim więzieniu, nie wie pan, jakie panują tam tragiczne warunki. Mąż wierzy w Białorusinów, wierzy w naród białoruski i wie, że niedługo wyjdzie na wolność. Reszta rodziny na Białorusi, u nich wszystko w porządku.

Ma pani jakąś strategię walki o wolność na Białorusi na kolejne lata?

Trudno na razie prognozować, ile potrwa nasza walka. Oby jak najkrócej. 5 listopada kończy się kadencja Łukaszenki. Wtedy traci legitymację, ale już dzisiaj nie jest akceptowany w kraju. Po tym terminie żaden jego rozkaz nie będzie miał mocy prawnej. Właśnie przed tym terminem musimy rozpocząć dialog na temat pokojowego przekazania władzy i nowych wolnych wyborów.

Co pani sądzi o Putinie i jego strategii wobec Białorusi? Ma dobre relacje z Łukaszenką. Czy będzie dążył w kierunku połączenia państw, czy jednak uszanuje białoruską suwerenność?

Myślę, że postanowił poczekać. Planują obaj spotkanie, a Łukaszenko mówił, że w razie potrzeby poprosi Rosję o pomoc wojskową. Widzę, że Putin go popiera, ale niezbyt aktywnie. Nie wysłał wojskowych, na razie stoi obok i obserwuje. Prosimy Rosję, tak jak pozostałe kraje, o uszanowanie naszej suwerenności. Wszystko, co się odbywa, odbywa się wewnątrz naszego kraju, nie dotyczy sąsiadów. Chcemy sami to rozwiązać, bez ingerencji. Zwłaszcza że nie ma żadnych powodów do wprowadzenia wojsk, mamy pokojowe demonstracje wymierzone przeciwko jednej osobie. Nie chciałabym, by Rosja ingerowała w nasze sprawy wewnętrzne.

Myśli pani, że protesty będą trwały?

Oczywiście, ludzie już się nie cofną. Nie będą w stanie żyć z tym prezydentem. Zatrzymują ich, wsadzają do więzień, robi się coraz gorzej, ale to nie powstrzyma ludzi. Straszą nas, że przyjdą deszcze i ludzie nie wyjdą. Wyjdą. Protesty mogą zmienić formę, mamy bardzo kreatywnych ludzi. Pójdziemy drogą strajków. Ludzie będą protestować aż do zwycięstwa.

Czy odczuwa pani wsparcie Białorusinów?

Bez poparcia Białorusinów nic by nie było. Wszystko, co robię, robię dla narodu białoruskiego.

Ma pani na sobie srebrny naszyjnik z napisem „Solidarność". Jakie ma dla pani znaczenie historyczne dziedzictwo polskiej Solidarności?

Naszyjnik dostałam od związkowców podczas wizyty w siedzibie Solidarności. Ładny gest. A sama Solidarność dużo znaczy, ale równie ważna dla nas jest solidarność innych krajów. Rozumiemy, że nie jesteśmy sami, że inne państwa wyciągają do nas pomocną dłoń. Najaktywniejsze są Polska i Litwa, ale dołączają też inne kraje. W Polsce na nowo są uruchamiane programy edukacyjne dla Białorusinów, utworzono korytarz humanitarny dla represjonowanych. Wspiera się pomocą medyczną ofiary brutalnych pacyfikacji protestów z 9–10 sierpnia. Ta pomoc dodaje nam pewności siebie. Z waszym wsparciem damy radę. Taka solidarność podnosi nas na duchu.

Łukaszenko nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony do Polski. Jakie znaczenie Polska ma dla pani?

Polska jest przyjacielem, Polacy są przyjaciółmi. Ale dla pana Łukaszenki i Rosja do niedawna była wrogiem. Mojego męża oskarżał o związki z Rosją, że ktoś nim steruje z Rosji. A teraz oskarża Polskę, Litwę i nawet Czechy. Już nie słuchamy tych bredni. Dla nas są ważne kraje, które nas nie zostawiły z naszymi problemami i które nas wspierają.

Dziękuję. Życzę siły i wytrwałości. Bardzo się przydadzą.

Pozostało jedynie aresztować noblistkę

Prawie wszystkich członków prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej w Mińsku aresztowano albo zmuszono do imigracji. Na wolności pozostała jedynie noblistka Swiatłana Aleksijewicz.

Do zatrzymania pisarki prawdopodobnie nie doszło tylko dzięki zdecydowanej postawie zachodnich dyplomatów. Gdy funkcjonariusze służb próbowali wkroczyć do jej bloku, zaprosiła najpierw dziennikarzy, a tuż po tym udali się do niej ambasadorowie m.in. Polski, Litwy, Niemiec i Szwecji. Pozostaje jedyną przebywającą na wolności członkinią opozycyjnej Rady i zapowiada, że nie zamierza wyjeżdżać za granicę.

Władze w Mińsku w ostatnich dniach zmusiły do wyjazdu byłego ministra kultury i byłego dyplomatę Pawła Łatuszkę i Wolhę Kawalkową (współpracowniczkę Swiatłany Cichanouskiej), którzy obecnie przebywają w Polsce.

Pod koniec sierpnia aresztowano lidera strajkujących robotników Mińskiej Fabryki Traktorów Siarhieja Dyleuskiego oraz prawniczkę Lilię Własową. Po nieudanej próbie wywiezienia z kraju Marii Kolesnikowej wsadzono ją do aresztu – wraz z aresztowanym w środę prawnikiem Maksimem Znakiem jest oskarżana o próbę zamachu stanu. Obrońcy praw człowieka szacują, że za kratami na Białorusi przebywa już około 60 więźniów politycznych, którym grozi wieloletnie pozbawienie wolności.

W czwartek bohaterem niezależnych mediów białoruskich był Juryj Korzun, jeden ze strajkujących górników przedsiębiorstwa Biełaruśkalij. Przykuł się kajdankami ponad 300 metrów pod ziemią i odmówił wyjścia na górę po zakończeniu zmiany.

—ru.sz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA