fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Liderka mniejszości polskiej Andżelika Borys spędzi Wielkanoc w areszcie

Andżelika Borys
Andżelika Borys przeczuwała represje. – Przyszła kolej na nas – mówiła ostatnio „Rzeczpospolitej”
Rzeczpospolita/ Robert Gardziński
Zamkniętą rozprawę przeprowadzono w areszcie w Grodnie. Ściągnięto tam sędziego, przed którym w środę stanęła szefowa Związku Polaków na Białorusi (ZPB) Andżelika Borys. We wtorek wieczorem milicja wkroczyła do jej mieszkania. Sędzia uznał, że przeprowadziła „nielegalne zgromadzenie".

Chodziło o zorganizowany przez ZPB na początku marca tradycyjny jarmark rzemieślników „Grodzieńskie Kaziuki 2021".

Na nic się zdały argumenty, że impreza odbywała się na terenie wewnętrznym polskiej placówki konsularnej i że jarmark jest organizowany od lat. Borys jest już drugą Polką z kilkuset więźniów reżimu Łukaszenki. Od 13 marca w areszcie siedzi dyrektor polskiej szkoły społecznej w Brześciu Anna Paniszewa. Za obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych grozi jej 12 lat łagrów.

Zakładnicy reżimu

– Jesteśmy częścią społeczeństwa, które dzisiaj przeżywa trudne czasy, i ewidentnie przyszła kolej na nas. Ale nigdzie stąd się nie ruszam, mimo wszystko – mówiła „Rzeczpospolitej" Borys niedługo przed swoim zatrzymaniem. Alarmowała, że służby przeprowadzają masowe kontrole we wszystkich polskich szkołach społecznych na Białorusi.

Przeżyła wiele, w przeszłości była już zatrzymywana, służby podrzucały jej nawet narkotyki. Jeszcze w 2005 roku Łukaszenko postanowił podporządkować ZPB, tworząc całkiem sterowany przez Mińsk Związek Polaków, który przejął kilkanaście Domów Polskich (wybudowanych za pieniądze polskich podatników) i przekształcił je w obiekty komercyjne. Borys się nie cofnęła, skupiła wokół siebie życie Polaków na Białorusi.

W sobotę podczas zjazdu ZBP, od ponad 15 lat nieuznawanego przez władze, została wybrana na kolejną kadencję. W Mińsku zaś udają, że największa polska organizacja (ZPB ma ponad 8 tys. członków) w ogóle nie istnieje.

„Rzeczpospolita" próbowała porozmawiać z pełnomocnikiem ds. religii i narodowości Aliaksandrem Rumakiem, działającym przy administracji białoruskiego przywódcy. Ale, jak się okazało, w środę „wziął wolne z powodów zdrowotnych".

Trwających represji wobec ZPB nie chciał też komentować żaden z jego zastępców. – To nie jest nasza sprawa, proszę zwracać się najpierw do MSZ – powiedziano nam w biurze urzędu, który został utworzony, by m.in. „bronić mniejszości narodowych". Z kolei rzecznik białoruskiej dyplomacji telefonu nie odebrał.

W imieniu władz w Mińsku głos zabrali zaś w środę aktywiści rządowych młodzieżówek, weterani służb mundurowych i komuniści, których ściągnięto pod polską ambasadę w Mińsku i pod konsulat w Grodnie. Trzymali plakaty: „Polska – hiena Europy" i „Nie będzie polskiego rewanżu". Niektórzy z nich w lokalnych mediach mówili, że jakoby Polska „chce odzyskać dawne tereny".

– Reżim Łukaszenki od lat prześladował mniejszości narodowe na Białorusi, zwłaszcza polską. W nowej Białorusi znajdzie się miejsce dla wszystkich: Polaków, Rosjan, Ukraińców czy Żydów. W nowej Białorusi nie będzie dyskryminacji – komentowała dla „Rzeczpospolitej" Swiatłana Cichanouska, przebywająca na Litwie liderka białoruskiej opozycji demokratycznej.

Interwencje i apele

– Powinniśmy uruchomić wszystkie nasze kontakty dyplomatyczne w USA i UE, by powstrzymać represje – mówi „Rzeczpospolitej" były wiceszef MSZ Paweł Kowal, obecnie poseł Koalicji Obywatelskiej. – Trzeba naciskać na Mińsk, dyplomacja jeszcze działa – przekonuje.

W obronie Borys stanął już nie tylko MSZ, ale i Kancelaria Prezydenta oraz osobiście premier Mateusz Morawiecki, który w środę wygłosił w tej sprawie przemówienie. – Nie zgadzamy się na branie tego typu zakładników – mówił. Zapowiedział, że poruszy sprawę na szczycie Rady Europejskiej w czwartek. Z naszych informacji wynika, że polscy dyplomaci próbują uwolnić Annę Paniszewą i Andżelikę Borys. Ale sprawa jest niezwykle delikatna, zwłaszcza że władze w Mińsku wielokrotnie już demonstrowały, że potrafią przedłużyć tymczasowy areszt bez żadnych podstaw prawnych. Poza tym pozostało tam już jedynie kilkunastu polskich dyplomatów, a w Grodnie zaledwie jeden konsul. I nic nie wskazuje na to, że Mińsk zmieni w najbliższym czasie stosunek do Warszawy.

– Aleksander Łukaszenko jeszcze w ubiegłym roku ogłosił Polskę wrogiem numer jeden, ale i ściągnął na Grodzieńszczyznę dodatkowe siły wojskowe i postawił jednostki w stan gotowości bojowej. Trwa też kampania nienawiści wobec Polaków w mediach propagandowych. Nie mamy złudzeń, że reżim będzie prześladował mniejszość polską – mówi „Rzeczpospolitej" Andrzej Poczobut, członek zarządu głównego ZPB i znany polski dziennikarz z Grodna. – W tej sytuacji nie możemy czuć się bezpiecznie. Ale kto dzisiaj na Białorusi może czuć się bezpiecznie? – twierdzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA