fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Czy surowsze kary za nieprzestrzeganie obostrzeń pozwolą wygrać z zarazą – co mówią prawnicy

Adobe Stock
Tylko konsekwentne egzekwowanie przestrzegania obostrzeń może ukrócić koronawirusowe podziemie. Surowsze kary nie pomogą – twierdzą prawnicy.

Rząd sięgnął po nowe obostrzenia, a mogą być kolejne. Na niewiele się one jednak zdadzą, jeśli nie będziemy ich przestrzegać. Najważniejsze jest egzekwowanie prawa – mówią prawnicy.

Przyda się rozum

W miniony weekend na ulice polskich miast wyszło ok. 20 tys. policjantów. Efekt? Ponad 13 tys. mandatów za brak maseczek, blisko 2 tys. wniosków o ukaranie i ponad 4 tys. pouczeń.

Czytaj też:

Igranie z pandemią. Tak Polacy omijają rządowe obostrzenia

Bogusław Chrabota: Polacy - mistrzowie inwencji

– To sporo – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji. W samej tylko Warszawie przestrzegania obostrzeń pilnowało 1,6 tys. funkcjonariuszy.

Sprawdzają oni także osoby przebywające w kwarantannie. Odesłani na nią też kombinują – zostawiają telefon w domu, by nie można ich było namierzyć, kiedy idą do sklepu, na spacer z psem itd. Każdego dnia zasady kwarantanny łamie od 600 do 700 osób.

To może zaostrzyć kary? –pada pomysł. – Świetnie się tu sprawdza klasyczny postulat nieuchronności kary. Patrole policji wymuszające np. noszenie maseczki czy mandat niewielki, ale prawie pewny, gdy wyjdziemy bez niej, sprawdzą się lepiej niż rzadkie, arbitralne, wybiórcze kary idące w tysiące czy dziesiątki tysięcy złotych – uważa dr Witold Zontek z UJ.

– Samo karanie za brak przestrzegania obostrzeń bez wzrostu świadomości zagrożenia nie przyniesie wystarczającego efektu – dodaje Marek Posobkiewicz, były główny inspektor sanitarny. I tłumaczy, że wirusa nie widać w miejscach publicznych, nie widać tam osób chorych, duszących się. To nie znaczy, że go nie ma.

Jego zdaniem są cechy ludzkie, które ułatwiają transmisję wirusa.

– Najważniejszą jest głupota. Jeśli celowo łamiemy zasady obowiązujące w trakcie pandemii, to musimy zdawać sobie sprawę, że możemy się przyczynić do śmierci innych osób – uważa Posobkiewicz.

– To absolutnie nie jest czas na zabawę w ciuciubabkę z wirusem, którego nie da się przechytrzyć. Możemy uniknąć konsekwencji łamania obostrzeń, ale kontakt z wirusem, zwłaszcza jego wyjątkowo zakaźną odmianą brytyjską czy brazylijską, najprawdopodobniej skończy się zakażeniem i może dać groźne powikłania – dodaje prof. Marcin Czech, epidemiolog z Instytutu Matki i Dziecka, były wiceminister zdrowia.

Czas jest trudny

Tuż po ubiegłotygodniowej konferencji Adama Niedzielskiego, na której zapowiedziano obostrzenia, ruszyło koronawirusowe podziemie. Okna i drzwi gabinetów fryzjerskich i kosmetycznych oklejano specjalnymi foliami, by uniemożliwić zajrzenie do środka. Część właścicieli pośpiesznie wprowadza do salonu sprzedaż kremów i produktów do włosów, by działać jako drogeria. Na drzwiach solariów pojawiły się szyldy „Terapia światłem", których – jak twierdzą właściciele – zakaz działalności nie obowiązuje.

Przedsiębiorcy uciekają się też do zmniejszania powierzchni sklepów. Zgodnie z obowiązującymi przepisami działać mogą lokale o powierzchni poniżej 2000 mkw.

Bronią się też hotelarze. Jeden z nich w Białce Tatrzańskiej uruchomił pakiet „Termalne zdrowie". Obejmuje on: nocleg ze śniadaniem, a także konsultację z lekarzem lub fizjoterapeutą, zabiegi terapii manualnej oraz kąpiele siarczkowo-magnezowe.

Coraz więcej lokali gastronomicznych w kraju prowadzi szkolenia, np. z bhp czy degustację dla klientów, za którą rachunek płacą, dopiero opuszczając lokal.

Są też w Polsce kluby, które organizują imprezy „na hasło". Na taką imprezę można wejść tylko za zaproszeniem i po podaniu hasła, a to potrafi się zmieniać nawet co godzinę. W kawiarniach z kolei obok kawy na wynos można wynająć stolik do pracy.

–wpółpr. kek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA