Analizy

Szef MON gumkuje deklaracje Macierewicza

Antoni Macierewicz
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Podsumowując trzy lata rządów PiS w resorcie obrony, Mariusz Błaszczak nie wspomniał o obietnicach swojego poprzednika: nowych śmigłowcach i okrętach.

Bilansu trzech lat rządu PiS w MON nie można opisywać tylko w oparciu o konferencję – bez możliwości zadawania pytań przez dziennikarzy – ministra Mariusza Błaszczaka, dla której tłem byli żołnierze.

Czytaj także:

Armia zależna od łaski polityków

Oczywiste jest, że nie można szefowi resortu zabierać prawa prezentacji sukcesów. Wspominał więc o zakupie zestawu Patriot i Himars, tworzeniu nowej dywizji na wschodzie kraju, a także Wojsk Obrony Terytorialnej (wedle jego słów mają być sformowane do 2021 r.). Minister podkreślał wagę sojuszu z wojskami amerykańskimi dla naszego bezpieczeństwa. Dużo mówił o podwyżkach pensji dla żołnierzy i cywilów, no i wdrażanym właśnie nowym systemie kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi. Błaszczak nie zapomniał nawet o wielkiej defiladzie wojskowej zorganizowanej 15 sierpnia, a także „biało-czerwonym marszu" zorganizowanym przez wojsko w rocznicę odzyskania niepodległości.

Prezentacji ministra towarzyszyły przerywniki. Najpierw wręczył replikę najważniejszego wojennego orderu Virtuti Militari twórcy nowo tworzonej 18. Dywizji Zmechanizowanej, a potem certyfikat pistoletu VIS 100 dla dowódcy WOT gen. Wiesława Kukuły.

Przemówienie ministra Błaszczaka przypominałoby wystąpienie na konwencji wyborczej PiS, gdyby nie kilka ale. Po pierwsze, w tym wyborczym wystąpieniu, bo tak należy je odczytać, uczestniczyli żołnierze sojuszniczych wojsk z USA, Chorwacji, Rumunii i Wielkiej Brytanii. To może budzić pewien niesmak. Nie wiem, czy poinformowano ich, że wezmą udział w politycznym show. Wydaje się, że nie taki jest cel ich obecności w Polsce.

Po drugie, minister pominął wszystkie tematy, które były niezwykle ważne i w wyjątkowo kwiecisty sposób rozwijane przez poprzedniego ministra Antoniego Macierewicza.

Błaszczak nie powiedział ani słowa o obiecanych przez Macierewicza śmigłowcach (mijają już dwa lata od szumnych deklaracji ich kupna), a także okrętach podwodnych (niebawem minie rok od zapowiedzi wskazania firmy, która miała je dostarczyć). Szef MON nie wspomniał też o zapowiadanym kilka dni temu przez jego resort przyspieszeniu w sprawie pozyskania samolotów bojowych w ramach programu Harpia.

Czy to oznacza, że los Marynarki Wojennej i Sił Powietrznych go nie obchodzi? Trzeba w to wątpić. Chyba wszyscy mamy pewność, że minister jest świadomy, iż niebawem na niektórych okrętach zostanie zdjęta bandera, a samoloty Su-22 i MiG-29 za kilka lat zakończą służbę.

Dlaczego więc milczy? Czy tylko z tego powodu, aby nie ujawniać szczegółów prowadzonych negocjacji? Jeżeli tak, to pół biedy.

A może dlatego, że jest świadomy ograniczeń budżetowych. I wie, że w ciągu najbliższych lat na zakupy tak drogiego sprzętu wojskowego Polski nie stać. Jeżeli tak, niech powie to wreszcie otwarcie.

Minister stwierdził, że jego priorytetem jest obrona przeciwlotnicza i artyleria. Jeżeli tylko to, to oznacza, że rządzący już dzisiaj świadomie fundują nam sytuację, gdy polskie morze nie będzie odpowiednio chronione, a niebo osłaniane.

Chyba że Błaszczak liczy na to, że zadania te przejmą wojska amerykańskie w ramach tzw. Fortu Trump. Ale czy to nie oznacza pozbycia się w pewnym stopniu naszej suwerenności?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL