fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zuzanna Dąbrowska: Policja jako polityczny zderzak

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Uznawanie policji za narzędzie sprawowania i utrzymania władzy to jedna z cech odróżniających państwo niedemokratyczne od demokratycznego.

Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, a także nadzorca wszelkich służb specjalnych, napisał list do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, w którym poucza go, że nadzór nad rządem, w tym nad policją, sprawuje Sejm, a nie Senat, a w Sejmie minister Kamiński osobiście złożył już informację (tydzień temu) „o działaniach policji po 22 października", więc teraz już nie musi. Widocznie przez tydzień niewiele się działo... „Pozostaję w kontakcie z przewodniczącym senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, Panem senatorem Aleksandrem Pociejem, wobec którego w dniu wczorajszym skierowaliśmy zaproszenie do MSWiA na prezentację przygotowaną przez Komendę Główną Policji dotyczącą protestów społecznych organizowanych przez tzw. Ogólnopolski Strajk Kobiet i związanych z tym działań polskiej Policji".

Minister Kamiński apeluje do Senatu o „włączenie się w działania na rzecz uspokojenia społecznych nastrojów w okresie pandemii. Takim wyrazem mógłby być np. apel wysokiej izby do uczestników nielegalnych zgromadzeń, w tym także do parlamentarzystów, o zaprzestanie ataków słownych i fizycznych na funkcjonariuszy Policji".

– Nikt ze mną w kontakcie nie pozostaje i nie pozostawał – dziwi się senator Pociej. Przyznaje, że otrzymał list z MSWiA. – To pismo wywraca porządek demokratyczny – mówi. – To minister i szef policji mają obowiązek stawiać się na posiedzeniach komisji parlamentarnych, a nie odwrotnie – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Ta wymiana argumentów jest sprawą poważną. Bez nadzoru politycznego policja staje się wyłącznie bronią, narzędziem sprawowania władzy, zamiast być instrumentem stabilizacji państwa i obrońcą praworządności. I tak właśnie było w czasach słusznie minionych, kiedy Mariusz Kamiński w maju 1983 r. został aresztowany za stawianie czynnego oporu podczas demonstracji.

Być może jednak minister ma kłopoty ze zmianą postrzegania roli tej formacji w państwie demokratycznym? Bo kiedy po ulicach biegał z Ligą Republikańską, zdarzały się różne incydenty – np. w 1999 r. rzucenie przez Ligę w tłum świętujący 1 maja petardy, która zraniła zasłużonego, starszego prof. Krzysztofa Dunina-Wąsowicza i dziennikarzy RTL-7. Jakie rozkazy wydałby dziś minister Kamiński, gdyby ktoś z protestujących na ulicach sięgnął po takie środki?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA