Analizy

Marsz Niepodległości raczej nie dla rządu

W tegorocznym przemarszu wzięło udział ok. 250 tys. osób
Fotorzepa, Robert Gardziński
Przejęcie Marszu Niepodległości przez władze to ryzykowne przedsięwzięcie.

– Byłem od początku zwolennikiem tego, żeby ten marsz był marszem państwowym, bo stulecie odzyskania niepodległości to wyjątkowe wydarzenie i państwo powinno za takie wydarzenia brać odpowiedzialność – stwierdził wicepremier Piotr Gliński w Polsat News.

W organizowanym przez MON marszu „Dla Ciebie Polsko", w którym szli głównie politycy PiS, oraz oddzielonym od nich buforem żołnierzy Marszu Niepodległości wzięło udział, jak oceniła policja, ok. 250 tys. osób. Jego przebieg był w miarę spokojny.

Przed wyruszeniem doszło do porozumienia pomiędzy rządem i narodowcami, którzy organizują cyklicznie Marsz Niepodległości. Porozumienie to poprzedziły dynamiczne działania: prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała marszu, ale wydane postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie oraz Sądu Apelacyjnego prawomocnie uchyliły jej decyzję.

Teraz politycy związani z obozem władzy, którzy szli na czele marszu, sugerują, że w przyszłości powinien być on kontrolowany przez instytucje państwowe.

– Ten marsz powinien być marszem państwowym na stałe i to wymaga rozmów z obywatelami, którzy go organizowali dotychczas cyklicznie. Przyznaję rację, że była to inicjatywa oddolna środowisk narodowych – mówi Gliński.

Z kolei rzecznik prezydenta Błażej Spychalski w telewizji wPolsce.pl uznał, że taka propozycja jest „godna rozważenia". – Jeśli będzie dobra wola z każdej ze stron, to myślę, że nie będzie z tym żadnego problemu – oświadczył.

Oczywiście liderzy Ruchu Narodowego odpowiedzieli, że coś takiego nie wchodzi w rachubę. Robert Winnicki stwierdził, że „jeśli rząd zechce przejąć Marsz Niepodległości, to go zniszczy".

Ciekawą opinię na ten temat wyrazili prawnicy Ordo Iuris, którzy obserwowali przebieg marszu. – Zwróciliśmy (...) uwagę na niebezpieczny postulat przyznania automatycznego pierwszeństwa zgromadzeniom organizowanym przez organy władzy publicznej. Prowadziłoby to do iluzoryczności ustawowych gwarancji wolności zgromadzeń, poprzez oddanie w ręce władzy publicznej instrumentu służącego likwidacji wszelkich zgromadzeń obywatelskich poprzez organizację »uroczystości państwowych« na tej samej trasie i w tym samym czasie" – skomentował Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.

Z kolei dr Andrzej Przemyski, były policjant, wykładowca z SWPS, który specjalizuje się m.in. w zgromadzeniach publicznych, uważa, że przejęcie marszu przez rząd byłoby karkołomnym działaniem. Wskazuje, że wprawdzie wojewoda mógłby zakazać przeprowadzenia marszu narodowców, aby zorganizować uroczystość państwową, ale i tak odwołanie w tej sprawie musiałby rozpatrzyć sąd.

Warto rozważyć, czy próby przejęcia kontroli nad patriotycznym tłumem przyciągnęłyby aż tylu chętnych do wspólnego demonstrowania? Tzw. marsze smoleńskie przed ich zawieszeniem w kwietniu tego roku gromadziły głównie polityków PiS i sympatyków „Gazety Polskiej". Masowego charakteru nie miały też marsze organizowane 11 listopada przez poprzedniego prezydenta Bronisława Komorowskiego. W 2012 roku wzięło w nim udział 10 tys. osób. Ryzyko jest zatem i takie, że rządowy marsz mógłby się okazać po prostu frekwencyjnym fiaskiem.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL