fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Michał Szułdzyński: Topienie premiera Morawieckiego

PAP, Jacek Bednarczyk
W polityce najłatwiej spalić czyjąś kandydaturę, zbyt wcześnie ją ogłaszając. Warto o tym pamiętać, gdy mnożą się spekulacje o awansie ministra rozwoju.

Mateusz Morawiecki jest jednym z najbardziej kompetentnych ludzi, którzy znaleźli się nie tylko w tym rządzie, lecz w ogóle w gabinetach ostatnich kilkunastu lat. To człowiek o zdecydowanych, konserwatywnych poglądach, który jednocześnie odniósł sukces zawodowy i finansowy w sektorze bankowym.

Z jego zdaniem liczył się premier Donald Tusk, świetną opinię ma o nim również Jarosław Kaczyński. Morawiecki przedstawił plan rozwoju gospodarczego, który – choć przez niektórych ekspertów skrytykowany – jest jednym z najambitniejszych założeń strategicznych od czasów planów Michała Boniego, Jerzego Hausnera czy Leszka Balcerowicza.

Wicepremier pnie się też po szczeblach partyjnej drabiny. Został członkiem PiS i w czerwcu ma zostać wiceprezesem partii.

Tyle tylko, że zajmowanie pozycji premiera w najbliższych miesiącach wiązałoby się z wielkim ryzykiem. Każdy szef rządu, który nie jest liderem partii, musi się liczyć z tym, że pełni rolę zderzaka. Jarosław Kaczyński ostatnio przyznał, że Beata Szydło jest elementem politycznego eksperymentu, który wkrótce zostanie oceniony. Ale to samo może spotkać później Morawieckiego. Gdyby w razie politycznych turbulencji został szybko wymieniony na kogoś innego, mogłoby to przekreślić jego polityczną karierę.

Dlatego – jak wynika z naszych informacji – stronnicy Morawieckiego suflują na razie inne rozwiązanie i proponują powrót do dawnego planu z premierostwem dla Piotra Glińskiego (choć sam profesor przez pół roku rządów narobił sobie w środowisku PiS dużo wrogów). Logika jest jasna: jeśli już potrzeba kolejnego zderzaka, lepiej poświęcić Glińskiego, niż topić od razu kandydaturę Morawieckiego.

Nakładają się na to podziały w obozie władzy. Wyraźnie zaznacza się w nim kilka ośrodków. Jeden z nich skupia się wokół prezydenta Andrzeja Dudy, który o polityce myśli coraz bardziej w kategoriach własnej pozycji przed kolejnymi wyborami. Drugim jest Nowogrodzka, czyli siedziba PiS z Jarosławem Kaczyńskim.

Rząd też nie jest monolitem. Zarysował się sojusz polityków związanych z premier Beatą Szydło (marszałek Senatu, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, szef gabinetu premiera), który niechętnie patrzy na ambicje Morawieckiego. Sporo władzy ma w ręku minister skarbu Dawid Jackiewicz, który odpowiada po części za politykę kadrową partii.

Istnieje też frakcja siłowa (prokuratura, MON, MSW, służby), sama wewnątrz mocno popękana. Pozycja Morawieckiego dzisiaj zaś wciąż w dużej mierze wynika z sympatii ze strony Jarosława Kaczyńskiego niż z rzeczywistych wpływów wicepremiera w partii.

Dlatego po prostu nie opłaca mu się dziś zostawać szefem rządu. Kalkulacja polityczna wskazuje, że lepiej jest poczekać i objąć to stanowisko w spokojniejszej sytuacji, gdy PiS uda się zamknąć kilka z licznych frontów walki, jakie otworzył.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA