fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Jarosław Kaczyński stracił kontrolę nad Zjednoczoną Prawicą

Jarosław Gowin i Jarosław Kaczyński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Prezes Prawa i Sprawiedliwości stracił kontrolę nad Zjednoczoną Prawicą. Myśli więc o tym, w którą stronę wywrócić stolik, by szybko ją odzyskać.

W polityce, tak jak w miłości, nadchodzi moment, w którym obie strony zdają sobie sprawę z całą ostrością, że partner lub partnerka nie są doskonali. Co więcej – wydają się od ideału bardzo odlegli. To może przerodzić się w początek rozstania, ale bywa, że – jeśli uczucie jest głębokie – następuje wtedy prawdziwa akceptacja, nie tylko zalet, ale i wad miłości życia.

PiS i Porozumienie są już dawno po tym momencie prawdy. I wszystko wskazuje na to, że swoich braków i słabych stron nie zamierzają akceptować. Tym razem to jednak ten większy koalicjant znalazł się w mocy tego mniejszego. I może dlatego, nie tylko ze względu na wzrost, Jarosław Gowin zwany jest w Zjednocznej Prawicy „Dużym Jarosławem" a prezes PiS „Małym".

Obaj politycy nie mają łatwych charakterów i odznaczają się znakomitą pamięcią co do tego, kto im się czym przysłużył. I pierwszy raz to „Duży" ma dokąd odejść, a „Mały" może się tylko przyglądać, co będzie. Ale czy bezczynnie? Na pewno nie.

Pierwsza rzecz do zrobienia to doprowadzenie wreszcie do głosowania nad europejskimi środkami na odbudowę po pandemii. Skoro wiadomo już, że Solidarna Polska zdania nie zmieni, to najlepiej szybko pokazać, że Porozumienie głosuje razem z PiS, a PiS wspólnie z całą opozycją. To argument oczywiście dla wyborców, a nie dla polityków, ale jednak ważny. Jeśli Ziobro chce zagospodarować eurosceptyków, bo tak mu wychodzi z fokusów, to nie ma żadnego powodu, żeby PiS oddawało wyborców o poglądach prawicowych, ale proeuropejskich. Szczególnie że Unia dobrze za to zapłaci.

W ten sposób PiS niszczy także trochę nową i jeszcze nieokrzepłą tożsamość Porozumienia jako partii zorientowanej na Unię i w gruncie rzeczy liberalnej. Bo w tłumie rąk głosujących za funduszami UE ręce posłów Porozumienia pozostaną niezauważone.

Nie ma też mowy, by wicepremierowi pozwolono mieć realny wpływ na cokolwiek. I to jest najbardziej widoczny w codziennym rządzeniu efekt końca tego romansu. Nie dość, że PiS nie zwolniło wiceministrów, których wycofało Porozumienie, to jeszcze w rządzie i resortach jest „szlaban" na inicjatywy „od Gowina", jego projekty i kandydatury personalne. Przed wyborami nie zapewnia się politycznych fruktów wrogowi. Na tym poziomie koalicja z PiS przestała po prostu działać.

Dla członków Porozumienia to kolejny argument za rozstaniem. Tym bardziej że opozycja w zamian za rząd techniczny jest w stanie dać bardzo dużo. Moment prawdy i tak przyjedzie dopiero po wyborach.

„Mały Jarosław" ma się czego obawiać. Bo jeśli rząd techniczny współtworzyłby Gowin, to nic nie stoi na przeszkodzie, by sparafrazował hasło z Października '56 o „Socjalizmie z ludzką twarzą" i przekonał wyborców prawicy, że to PiS winny jest błędom i wypaczeniom. A opozycja, po zwaloryzowaniu 500+ do np. 1000+, spokojnie mogłaby się wtedy zabrać za „depisyzację".

Tyle że nikt nie może zagwarantować, że nowy związek okaże się bardziej dobrany niż poprzedni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA